zadra-na-www

MATRONATY

Polityka czy grypsowanie?
Sławomira Walczewska   
21 grudnia 2013

Awantura o gender to nie przypadek, lecz perfekcyjnie przygotowany element kampanii wyborczej, której celem jest przedstawienie politycznej lewicy i liberalnego, proeuropejskiego centrum jako zagrożenia i zmniejszenie ich szans w nadchodzących wyborach. Tak Agnieszka Graff w swoim artykule w „Krytyce Politycznej” demaskuje zamieszanie wokół genderu.

Rzadko nie zgadzam się z tym, co pisze Agnieszka Graff. W tym przypadku przestrzega przed naiwnością i nieuchronną przegraną w najbliższych wyborach, pokazując priorytety i ustawiając do pionu zakłopotane, zdezorientowane, wymądrzające się oraz ironizujące feministki i dżenderówki. Doceniam dobre intencje, chcę jednak bronić tego, co według Graff jest naiwnością przeciw temu, co prezentuje jako prawdziwą politykę.

boxWizja polityki w wersji Graff odpowiada dość rozpowszechnionej wizji polityki jako sfery, w której nie działa zwykła, ludzka przyzwoitość, w której nie można liczyć na wypracowanie kompromisów i w której funkcjonuje gangsterska zasada „kto kogo”. Polityka jest brudna, musimy to wiedzieć. Nie ma sensu tłumaczyć bp. Pieronkowi, że macierzyństwo powinno być prawem, a nie obowiązkiem kobiet, ani ministrowi Gowinowi, że gender nie jest diabłem, tylko trzeba wziąć się do kupy. Nie ma sensu rozmawiać, bo tą drogą nic się nie wskóra. Trzeba zewrzeć szeregi i dać odpór, namierzyć przeciwnika i zepchnąć go ze sceny w polityczny niebyt. Tu chodzi o przejęcie władzy, ostrzega Graff, o wygranie wyborów, o rządzenie i o to, „kto pisze prawa i co komu uchodzi na sucho”.

Nie podoba mi się taka wizja polityki, w której nie ma sensu rozmawiać, lecz trzeba walczyć i wygrywać i to wszystko jedno, jaką metodą. Nie podoba mi się też wizja rządzących, którzy piszą prawa i którzy decydują, „co komu uchodzi na sucho”. W dawnym ZSRR było powiedzenie „dla wrogów mamy prawa, dla przyjaciół – wszystko”. Urocze, ale jakoś – nie podoba mi się. Wizja władzy politycznej jako kliki oraz obywateli i obywatelek jako pola do popisu dla różnych zwalczających się klik, sitw i grypsujących, manipulujących rzeszami poprzez swoje kolejne sprytne kampanie, jest nieciekawa. Czy jestem politycznie naiwna? Pewnie tak, ale przynajmniej w dobrym towarzystwie. Peter Sloterdijk twierdzi, że wcale nie chce „odpolityzować” ludzi, lecz chciałby „odneurotyzować” politykę. Szczęść bogini.

Żyjemy w kraju postsocjalistycznym, w okresie postindustrialnym i w kulturze postmodernistycznej. Czy polityka dalej ma być rodzajem bijatyki, tylko prowadzonej innymi środkami? Może czas wyciągnąć wnioski z poprzedniego stulecia i popracować nad wizją postpolityki?

Koncept polityki z tekstu Agnieszki Graff – lękowe i agresywne konstruowanie przeciwnika i nawoływanie do walki – nie porywa mnie do zaangażowania obywatelskiego. Ma porwać, bo wróg jest wyjątkowo perfidny, ale, niestety, nie porywa. Polityka jako strefa lęku i agresji jest nieciekawa, ale może nie musi to być „prawdziwa” polityka. Nie jesteśmy naiwne/i, władza polityczna oznacza przywileje. Nie chcemy jednak być cyniczne/i i brać udziału w przepychance, w której chodzi o wyszarpnięcie jak największego kawałka kotleta dla kolejnej kliki, tym razem oby naszej.

Co pozostaje? Może potrzebna jest polityka postcynizmu czyli jakiejś nowej naiwności? Dziecinnie naiwne/i już nie możemy być, napatrzyłyśmy się i nasłuchałyśmy wiele, przeżyłyśmy i przeżywamy na sobie ciągle nowe eksperymenty z dziedziny inżynierii społecznej, „sprytne kampanie” polityczne, medialne i adresowane do nas jako konsumentek/-ów. Możemy jednak wykonać wysiłek i zdobyć się na potraktowanie innych jak ludzi. Naiwne? Ambitne? W każdym razie lepsze niż grypsowanie.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www