zadra-na-www

MATRONATY

Zakonnicy i kibice
Sławomira Walczewska   
22 listopada 2013

Dyskusje o okropnościach, grozie i o urokach dżenderu przetaczają się przez całą Polskę, jak długa i szeroka. Faktycznie, katoliccy biskupi zrobili więcej dla jego promocji, niż dwie dekady feminizmu, dzięki nim dotarł on pod strzechy. Po drodze został wprawdzie wypatroszony z treści i zamieniony w swoją własną karykaturę, ale słowo gender znane jest już wszędzie. Najbardziej zapalczywi powtarzają, że gorszy on od nazizmu i komunizmu. Dobrze poinformowani przez radio z Torunia wiedzą, że czyha toto na zdrową, polską rodzinę i że ta zaraza, przywleczona z Zachodu, naprawdę nazywa się homoseksualizm.

racaJedną z takich dyskusji zorganizowali dominikanie, pracujący z młodzieżą studencką. Spotkanie miało tytuł „Gender: błogosławieństwo czy przekleństwo?”. Według relacji prasowych zostało zakłócone przez grupę młodych ludzi z transparentem: „Gender = 666”. Skandowali hasła, odpalili racę, chcieli nie dopuścić do dyskusji. Gospodarze, czyli dominikanie, zareagowali stanowczo: zadymiarze zostali wyrzuceni, pomieszczenie przewietrzone i dyskusja potoczyła się dalej.

Spektakl genderowy, który odbył się przed dyskusją, wart jest jednak bliższego omówienia. Zadymiarze, którzy przyszli na spotkanie do zakonników, odbyli krucjatę w obronie wiary. Nazwali się prawdziwymi katolikami, choć przyszli z imieniem diabła na sztandarze. Czoło stawili im gospodarze w białych sukienkach. Rolę wojownika odegrał brawurowo jeden z dominikanów, własnoręcznie wyrzucając prowodyra „prawdziwych katolików” za drzwi. Inny z gospodarzy wcielił się w rolę obrońcy, gasząc własnym ciałem palącą się racę. Kto był mężczyzną, a kto kobietą? I według jakich kryteriów? Nie jest to pytanie o pierwszo-, drugo- czy trzeciorzędne cechy płciowe, lecz o męskość i kobiecość kulturową. Jaka była płeć kulturowa osób uczestniczących w zdarzeniu? Kto był prawdziwym mężczyzną, kto się zachował po męsku, kto był prawdziwą kobietą? Zakonnik, który poskramia napastnika, jest najtrudniejszą zagadką do rozwikłania. Kodeks Honorowy Polski Boziewicza z 1919 roku wyklucza osoby duchowne z grona gentelmenów, czyli prawdziwych mężczyzn, podobnie jak wyklucza kobiety, homoseksualistów, podstępnie napadających oraz tchórzy. Jednocześnie jednak prawdziwy mężczyzna to ktoś, dla kogo prawo gościnności jest święte i kto wszelkimi środkami, również walcząc, dba o to, by w jego domu goście czuli się bezpiecznie. Dominikanie według kodeksu honorowego jako osoby duchowne nie są prawdziwymi czyli rycerskimi mężczyznami. Nie oczekuje się od nich, podobnie jak od kobiet, że będą rycerscy, odważni i honorowi. Jednak w przeciwieństwie do „prawdziwych katolików”, atakujących znienacka, a więc niehonorowo, zakonnicy zachowali się po męsku, broniąc swoich gości, zaatakowanych w ich własnym domu. Płeć kulturowa osób uczestniczących w spotkaniu jest też trudna do ustalenia, bo oprócz mężczyzn i kobiet były tam także feministki, a jak wiadomo, płeć kulturowa feministek jest sporna. Zadymiarze powiedzieliby pewnie, że feministki nie są prawdziwym kobietami, wchodząc tym samym, chcąc nie chcąc, na teren wrażej, ale wszechobecnej teorii gender. Co więcej, przynajmniej niektóre feministki zgodziłyby się z ich tezą: tak, nie jesteśmy prawdziwymi kobietami, jeśli prawdziwa kobieta to ta od 3K. „Mężczyzna” oraz „kobieta” już dawno przestali być oczywistościami.

Temperatura wydarzeń publicznych ostatnio wyraźnie wzrosła. Okazuje się, że nie skończyło się na niechlubnych akcjach podpalaczy z Marszu Niepodległości, skoro również i refektarz dominikanów został osmalony. Fizyczne zagrażanie osobom o innych poglądach i wandalizm jako zachowania poniżej elementarnych standardów życia społecznego absolutnie nie powinny być tolerowane. Z drugiej jednak strony organizatorzy spotkań na tematy wzbudzające sporo emocji muszą się teraz liczyć z tym, że skończyły się czasy publiczności grzecznej i zahukanej, spokojnie wysłuchującej pani czy pana na podium. Dotyczy to też spotkań na temat przemiany ról płciowych. Ani kobiety, ani mężczyźni nie są tacy, jak 20-30 lat temu. I jednym, i drugim znacznie więcej wolno zrobić ze swoim życiem, niż kiedyś, ale ciągle jednak trudno o uczciwą, otwartą i spokojną debatę publiczną na ten temat. Niechby więc ta debata była nawet gwałtowna i emocjonalna, ale bez atmosfery pogromowej, która tylko potęguje wrogość i rozsiewa złe emocje.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www