zadra-na-www

MATRONATY

Niepodległość kobiet
Sławomira Walczewska   
15 listopada 2013

W Dniu Niepodległości z Wawelu na Rynek szedł pochód, a w nim kawalerzyści na koniach i duża grupa śniadych Węgrów z transparentem „Polak, Węgier dwa bratanki i do szabli, i do szklanki”. W tym samym czasie w Budapeszcie odbywał się kongres kobiet, zorganizowany przez oddział Europejskiego Lobby Kobiet, który zrzesza najliczniejsze i najbardziej aktywne organizacje kobiece na Węgrzech.

batoryWęgierskie działaczki feministyczne i prokobiece nie są bardzo widoczne i aktywne na forum europejskim i międzynarodowym. W swoim kraju mają oparcie w niewielu instytucjach, dlatego kongres, pierwszy tego rodzaju, tak licznie gromadzący różne środowiska ponad podziałami partyjnymi i zawodowymi, był ważnym wydarzeniem. Przyciągnął ponad tysiąc osób. Według źródeł niechętnych kongresowi było ich zaledwie 400, według entuzjastycznych uczestniczek przez wydarzenia kongresowe mogło przewinąć się nawet 2000 osób. Rozpiętość tych danych pokazuje, że kongres wzbudził sporo biegunowo różnych emocji. Jego organizatorki zresztą najwyraźniej sobie życzyły emocjonującego wydarzenia, planując je tak, żeby uniknąć atmosfery akademii i stworzyć forum dla intensywnych i dynamicznych spotkań. Stąd udział Even Ensler i jej apel o przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet, przypomnienie w formie wystawy o konferencji międzynarodowego ruchu sufrażystek, który odbył się w Budapeszcie sto lat wcześniej oraz wspólne odśpiewanie i odtańczenie na podium pieśni „Zerwijmy kajdany”, śpiewanej na całym świecie w ramach akcji One Billion Rising. Oprócz wystąpień i wydarzeń plenarnych był też czas na dyskusję w trzech głównych grupach roboczych: dotyczącej niezależności ekonomicznej, zdrowia i praw reprodukcyjnych oraz różnych form dyskryminacji kobiet.

W opinii uczestniczek kongresu był on ważnym, potrzebnym i bardzo udanym wydarzeniem, natomiast główne dzienniki węgierskie przemilczały go. Nieco lepiej zareagowały media internetowe. Największy węgierski portal internetowy, Index, poinformował o kongresie, ale w stylu ironiczno-rozrywkowym. Odnotował obecność znanych dziennikarek i akademiczek, dopatrzył się w kobiecym gronie tylko dwóch mężczyzn – posła i ciecia. W rzeczywistości mężczyzn było więcej, na przykład Andras Bardos, znany dziennikarz telewizyjny i prezenter, który w swoim wystąpieniu powiedział, że era macho skończyła się na całym świecie, także na Węgrzech. Szerzej o wystąpieniach kongresowych można było poczytać w internetowym piśmie dla kobiet „Nokorszak”. Widać w nich, z jakim oporem konfrontują się węgierskie feministki w swoim kraju. Marta Meszaros, znana na całym świecie reżyserka, mówiła o tym, jak trudna była jej ścieżka zawodowa i jak bycie kobietą utrudniało jej zdobycie obecnej pozycji zawodowej. Apelowała o większe zaangażowanie się kobiet w politykę, by na stanowiskach decyzyjnych było jak najwięcej kobiet. Nawet jednak Meszaros nie miała dość zdecydowania, by wyciągnąć wnioski, wydawałoby się, oczywiste i jednoznacznie stanąć po stronie feminizmu. Zamiast tego uczestniczki kongresu usłyszały staromodne i asekuranckie: „nie jestem feministką, ale…”.

Wiadomości o kongresie węgierskich prokobiecych lobbystek, feministek, protofeministek, w- pół-drogi-feministek oraz wszystkich kobiet i mężczyzn, dla których ważne jest uzgodnienie na nowo relacji między kobietami a mężczyznami tak, żeby nie było w niej wyzysku, przemocy, upokarzania i poniżania, bardzo mnie ucieszyły w Dniu Niepodległości, bo tam właśnie o niepodległość chodziło. O niepodległość kobiet.

Mieszane uczucia budzą we mnie takie inscenizacje historyczne, jak kawalerzyści w pochodzie wawelskim, do tego Węgrzy z hasłem mającym pewnie przypominać wspólnego króla Rzeczpospolitej sięgającej od morza do morza. Pamiętanie o dawnych czasach jest kulturotwórcze, ale nadmiar pamięci dusi. Oprócz pamiętania są sprawy do załatwienia na dziś i do zaplanowania na jutro. Tymczasem w Polsce szczególnie mężczyźni czerpią niewiarygodną przyjemność z rekonstrukcji historycznych, w których wcielają się w kawalerzystów sprzed wieków, powstańców, rycerzy, bojowników o Polskę, jak gdyby chcieli zatrzymać czas, odtworzyć przeszłość i żyć „zrekonstruowanym” życiem.

Współcześni mężczyźni muszą poważnie i uczciwie zmierzyć się z feministyczną krytyką relacji męsko-damskich. Może wspaniale byłoby być ułanem i pukać do okienka dziewczyny z wiankiem i z warkoczami, ale po pierwsze tej dziewczyny już tam nie ma, a po drugie objeżdżanie konno granic i przepędzanie szablą pohańców to nie jest ważna i potrzebna praca na dzisiaj. Wywijaniem szabelką nie załatwi się w dzisiejszym świecie żadnej poważnej sprawy. Dziś trzeba sprawnie jeśli wywijać, to smartfonem i laptopem, a jeżdżenie konno to hobby, a nie podstawowa umiejętność.

Mam nadzieję, że również Węgrów z pochodu wawelskiego, choćby niektórych, po powrocie do domu czeka poważna, męsko-kobieca rozmowa.

PS: Dziękuję Edit Pal za informację o treści artykułów po węgiersku.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www