zadra-na-www

MATRONATY

Festiwal Filmów Kobiet
Sławomira Walczewska   
01 listopada 2013

Nad rzeką Arno jest teraz gwarno, zjechały tu kobiety z całego świata. Przyciągnął je Festiwal Filmów Kobiecych, który już po raz trzydziesty piąty odbywa się we Florencji. To jedna z najdłużej działających feministycznych imprez filmowych na świecie, wspólny projekt dwóch kobiet, Paoli Paolo i Maresy d'Arcangelo. Przy festiwalu pracuje wiele osób, ale one dwie trwają przy nim od początku i niezależnie od finansowej pogody, która przez te trzydzieści pięć lat bywała dla festiwalu bardzo niesprzyjająca, doprowadzają do tego, że w każdym roku, począwszy od 1978, odbywała się kolejna edycja festiwalu. Dzisiaj festiwal ma już dość stabilną i ugruntowaną pozycję. Odbywa się w najbardziej reprezentacyjnym kinie w centrum miasta, "Odeonie", jako samodzielna część florenckiego festiwalu filmowego o nazwie 50 Dni Kina. Filmy znanych i nieznanych reżyserek o znanych, ale znacznie częściej o mało znanych kobietach, sytuacjach i częściach świata wypełniały program. Najciekawsze, bo jednorazowe, były jednak spotkania dyskusyjne i rozmowy kuluarowe.

volver„Czy faktycznie potrzebne są jeszcze takie kobiece festiwale?" – pyta przy obiedzie włoska studentka scenografii – „Przecież kobiety mają już takie same możliwości, jak mężczyźni. „No, faktycznie, patrząc na waszego Berlusconiego i jego kobiety, szanse obu płci macie idealnie wyrównane” –odpowiada jej zgryźliwie znad canelloni holenderska reżyserka. „No nie, ale w dziedzinie filmu” – upiera się się młoda Włoszka i dodaje – „Moja kuzynka chciała być carabinieri i jest. Jak kobieta bardzo czegoś chce, to to dostanie. Musiała wprawdzie wyjechać ze swojego miasteczka na Sycylii, bo jej rodzinie bardzo się nie podobał jej wybór, ale robi to, co chciała”. Zapada długie milczenie, Holenderka, Polki, Niemki, Francuzki, a także Marokanka i Białorusinka koncentrują się na swoich caprese, calzone i cannelloni. Francuzka organizuje serwetki dla Holenderki, która chciała spróbować toskańskiego chleba z oliwą tak, jak to robią wprawione w tej sztuce kobiety z krajów śródziemnomorskich i teraz rozpaczliwie stara się opanować rozlewającą jej się po rękach oliwę.

Wreszcie jedna z kobiet bierze głębszy oddech i zaczyna swoją opowieść: „Byłam studentką, chciałam na jeden semestr wyjechać zagranicę, potrzebowałam tego wyjazdu do mojej pracy dyplomowej. Rodzina zareagowała na ten plan obojętnie, z domieszką niechęci. Gdyby mój brat wymyślił coś takiego, wybuchłby entuzjazm, byłby wychwalany i wspierany jako ambitny, pełen inwencji i dobrze zapowiadający się przyszły naukowiec, duma i chluba rodziców. Widząc, że nie mam w nich wsparcia, zorganizowałam sobie ten wyjazd sama, zarobiłam na niego w czasie wakacji. Dopiero, gdy zobaczyli, że nie żartuję i że faktycznie wyjeżdżam na semestr, zadzwonili do znajomych swoich znajomych, pomogli mi zorganizować niedrogie mieszkanie w dobrym punkcie i dołożyli się do kosztów pobytu. Nie był to dla nich duży wysiłek, a mnie sporo w ten sposób ułatwili. Nie prosiłam ich, widziałam, że się nie palą do pomocy, ale też nie odrzuciłam jej, bo nie była dla nich dużym obciążeniem. Tak, dostałam to, co chciałam, a raczej – zdobyłam. Tylko dlaczego z tym, co chciałam, musiałam tak długo iść pod prąd? Dlaczego o moje wybory i moje pragnienia muszę tak bardzo walczyć? Dlaczego nie mam wparcia w sprawach, w których mój brat miałby natychmiast poparcie i aprobatę wszystkich, otrzymałby pomoc i byłby wychwalany? Tak, gdy czegoś bardzo chcemy, to zawsze to dostajemy” – dodała z goryczą – „Tylko dlaczego musimy włożyć tyle energii na zmaganie się z obojętnością i z niewidzialnymi przeszkodami? Tę energię można lepiej wykorzystać. Potrzebujemy aprobaty dla naszych wyborów i dla naszych sukcesów, a nie niechęci, obojętności czy wrogości. Za to, co robimy ciekawie, mądrze i niebanalnie, chcemy mieć uznanie. Tylko tyle”.

Młoda Włoszka nie skomentowała tej opowieści, kiwała tylko głową ze zrozumieniem. Wypiłyśmy toast za Festiwal Filmów Kobiecych.

Po chwili odezwała się Niemka, która swój pierwszy film nakręciła pół wieku temu. Miała nieustannie pecha, bo jej filmy zazwyczaj przepadały w decyzjach jurorów rozmaitych konkursów. Inaczej mówiąc, robiła ciekawe, nowatorskie filmy o kobietach i sprawach kobiet. Robiła je po swojemu, nie starała się dopasować do aktualnych mód i kryteriów i z tego powodu była pomijana przy rozdawaniu nagród. Dopiero dwa lata temu, mając 70 lat, zdobyła pierwszą nagrodę za swój kolejny film o kobietach w Afganistanie. „Dopiero dwa lata temu dostałam pierwszą nagrodę” – reżyserka zakończyła swoją opowieść łamiącym się głosem.

Wtedy pomyślałam o naszych bojach o Nagrodę dla Autorki „Gryfia” i o tym, jak niesamowicie ważne jest, żeby kobiety, które robią wielkie, mądre, ciekawe rzeczy, zostały zauważone i docenione. Kto nas doceni, jeśli same siebie nie docenimy? Kto pochwali, jeśli same siebie nie nauczymy się nawzajem doceniać i chwalić? Zdrowie wszystkich wspaniałych, mądrych kobiet popijałyśmy toskańskim winem do późnej nocy.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www