zadra-na-www

MATRONATY

Czym jeżdżą feministki?
Sławomira Walczewska   
27 sierpnia 2013

Według niektórych wyobrażeń feministki powinny latać na miotle, bo są współczesną wersją czarownic. W rzeczywistości na miotle umieją latać tylko te nieliczne z nas, które ukończyły kursy na Femwarcie, dla mugoli rzecz nie do pojęcia. Większość feministek nie lata na miotle, ale latanie to dobry trop.

Wyplątując się z przymusów tradycyjnej kobiecej roli zrywamy dotychczasowe więzi, bo często po prostu nie da się inaczej. Zaczyna się wtedy prawdziwy lot, życie wolne od nakazów i wymogów tradycyjnej roli, od oczekiwań i mniej lub bardziej delikatnych nagabywań o to, kiedy będzie ślub, kiedy dziecko, kiedy drugie (trzecie, czwarte itd.). Życie wolne od napomnień, że o męża, dzieci, dom trzeba dbać i wolne od społecznej kontroli ze strony rodziców, teściów, rodzeństwa, znajomych. Życie poza dobrze udeptaną ścieżką społecznej roli płciowej i poza koleiną przewidywalnych sekwencji zdarzeń. Emancypacyjny lot pełen niewiadomych. Rzucenie się w przestrzeń wolności daje euforyczną radość latania, ale nie tylko. Jest też lęk przed lataniem, o którym wiedzą zarówno te, które nie zdecydowały się wyrwać i polecieć, jak i te, które wybrały życie poza systemem społeczno-kulturowych zakazów i nakazów. Pisała o tym Erica Jong w „Strachu przed lataniem”. U nas z kolei w międzywojniu Elżbieta Szemplińska-Sobolewska w cyklu „Potrójny ślad” opisała zafascynowanie życiem wyemancypowanym oraz rozterki, obawy i frustracje z perspektywy kobiety, która nie zdecydowała się na swój emancypacyjny lot.

Jeżdżenie po ziemi też może być frapujące i emancypujące. W końcu XIX wieku i w XX kobiety stoczyły bój o korzystanie z rowerów. Cyklistki były najpierw odsądzane od czci i wiary, ale zaraz potem, dość szybko, przestały być kontrowersyjne. Inaczej było z samochodem. Zgodnie z niepisanym prawem kierowcami samochodów przed długi czas mogli być wyłącznie mężczyźni. W Arabii Saudyjskiej do dziś tak tę sprawę reguluje tamtejsze prawo, zabraniając kobietom prowadzenia samochodu. W Europie natomiast działał zakaz tylko na pozór mniej inwazyjny, bo nigdzie nie spisany. Kierowanie samochodem miało być dla kobiet niebezpieczne i nieodpowiednie. One same miały się do tego nie nadawać z powodu nieznajomości techniki działania samochodu – nie będą umiały wymienić koła, jak złapią gumę – oraz z powodu nieprzeniknionej i nieobliczalnej kobiecej psychiki – przez swoje nieuchronnie nadmierne reakcje emocjonalne mogą powodować wypadki. Tak zwana „kobieta za kierownicą” jeszcze w latach 70. była w Polsce rzadkością. Samochód wtedy był dobrem trudno dostępnym i zajmował się nim najczęściej ojciec rodziny, zarówno jako kierowca, jak i jako mechanik samochodowy oraz jako myjnia ręczna, gdy na podwórku czyścił i pucował na glanc swoje pieścidełko tak, żeby sąsiedzi zielenieli z zazdrości. Bitwa w końcu została wygrana, kobiety prowadzą samochody. Mają też w międzyczasie własne, nie muszą wypraszać ich od mężów i ojców, ale echa tej bitwy słychać do dziś. Niedobitki pokonanej armii mizoginów tu i ówdzie wypadają na chwilę z lasu, odpalają jakiś prastary dowcip o blondynce za kierownicą i chowają się w krzaki. I słusznie, bo statystyki dostarczają miażdżących dowodów na to, że bynajmniej nie kobiety są najczęstszymi sprawcami wypadków drogowych.

W „okresie błędów i wypaczeń” kobietę wyemancypowaną ilustrowała kobieta na traktorze. Polkę, sunącą w stronę emancypacji w wersji socjalistycznej, posadzono praktycznie i pragmatycznie na siodełku maszyny rolniczej. Pojazd to wprawdzie imponujący rozmiarami, a w tamtym czasie, w latach 40. i 50. także nowoczesny, ale daleko nim się nie zajedzie, bo powolny, niewygodny i hałaśliwy, a przy okazji po drodze a to pole do zaorania się znajdzie, a to ziemniaki będą do wykopania. Traktor zdecydowanie nie nadaje się na pojazd feministki. Nieco później ikoną kobiety wyemancypowanej była w socjalizmie Walentyna Tiereszkowa, radziecka kosmonautka. Jej pojazdem była rakieta, a Tiereszkowa poleciała dalej i wyżej, niż wszystkie inne kobiety świata. W przeciwieństwie jednak do innych „latających” kobiet, miała bardzo ograniczone możliwości sterowania swoim pojazdem. Mogła polecieć zgodnie z planem tylko tam i z powrotem, co zresztą świetnie ilustruje emancypację kobiet w wersji socjalistycznej jako emancypację na sznurku. Lepszym przykładem wspieranej przez państwo emancypacji kobiet jest przypadek Turcji. Za Kemala Atatuerka, w latach 30. XX wieku kobietę wyemancypowaną obrazowała pilotka samolotu. Przybrana córka Ojca Narodu, Sabiha Goekcen, była pierwszą kobietą na świecie, która pilotowała samodzielnie samolot. Międzynarodowe lotnisko w Stambule nazwano jej imieniem.

Czym jeżdżą feministki? Czym chcą, a nie tym, czym wypada lub czym należy jeździć. Poza tym niezależnie, czy tkwią w korku siedząc za kierownicą swojego Subaru albo Audi, czy tłuką się rozklekotanym pociągiem podmiejskim, lecą emancypacyjnym lotem w nowe strony życia.

 

Komentarze  

 
#3 www.parental.pl 2017-01-09 14:17
Bardzo sensownie skonstruowany artykuł. Pozdrawiam!
Cytować
 
 
#2 Dorota 2013-10-25 19:09
O kobietach i samolotach można poczytać też w 'Spitfire Women of World War II' Gilesa Whittella, o radzieckich lotniczkach jest też nieco materiału w 'Radzieckie kobiety w walce. Historia Przemocy na froncie wschodnim' Anny Krylovej, a z naszego podwórka 'O kobiecie która kochała latać, Stefania Wojtulanis-Karp ińska(''Aviomam a''))' autorstwa Magdaleny Berkowicz - to tak, gdyby kogoś temat kobiecego lotnictwa w ujęciu historycznym interesował.
Cytować
 
 
#1 Karol Suchocki 2013-08-28 12:54
Sabiha Gokcen nie była pierwszą kobietą pilotującą samodzielnie samolot. Była pierwszą pilotką bojową. Kobiety pilotowały zanim Sabiha się urodziła:)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www