zadra-na-www

MATRONATY

Moherowe feministki
Sławomira Walczewska   
01 lipca 2013

Nie ma takich? Też tak myślałam, dopóki same się nie napatoczyły. Rozgłaszać ten przypadek uznałam, że warto, bo każdej z nas podobna sytuacja może się przytrafić, a dysonans poznawczy jest na tyle niemiłą sytuacją, że lepiej ją sobie wcześniej przerobić. W feminizmie sporą karierę zrobiło siostrzeństwo. Karierę niebezpieczną dla samego feminizmu, bo pod parasol siostrzenia wchodzą również osoby, jak by się przynajmniej mogło wydawać, feministycznie „ogarnięte”. Z potrzeby włączenia się, przynależenia, uniknięcia izolacji czy odstawki na boczny tor kobiety włączają się w rozmaite kobiece inicjatywy. Włączają się, żeby się posiostrzyć, przeżyć euforię bycia w kobiecej wspólnocie, pocelebrować się w niej nawzajem. Własny rozum czy krytyczne myślenie nie są do tego potrzebne, czasem wręcz przeszkadzają. Najbardziej przeszkadzają reżyserkom spektaklu siostrzenia się, którym wygodniej mieć do czynienia z rozentuzjazmowanym tłumem, niż z grupą kobiet samodzielnie, krytycznie myślących w dyskusji ze sobą nawzajem. W tym miejscu feministyczny nonkonformizm rozchodzi się z siostrzeniem się, a samo siostrzeństwo z feminizmem.

Powracając jednak do historii, która mi się przydarzyła: moherowych feministek było dwie. Obie dawne znajome, sprzed lat i obie Kongresem Kobiet nawiedzone. O samym Kongresie i dlaczego jest taki ważny właściwie niewiele się dowiedziałam w tej rozmowie, natomiast pytanie, "dlaczego się nie zarejestrowałaś?" padło zaraz na początku. Potem zostało powtórzone mnie więcej sto pięćdziesiąt razy. Zagorzałe kongresówki próbowały mnie nachalnie nawracać na swoją wiarę.

Gdyby mi w ten sposób, tym tonem i ze wspomaganiem słów uchodzących powszechnie za wulgarne, całkiem nie pasujących do nobliwego miejsca, w którym rzecz miała miejsce, usiłowano wmówić nawet coś, co bardzo lubię, na przykład poziomki z bitą śmietaną, za nic w świecie bym ich nie zjadła. Rejestrowania się czy kontraktowania na Kongres też oczywiście nie wciągnęłam, a cała ta sytuacja przypomniała mi kilka innych, podobnych, które mi się w życiu przydarzyły. We wszystkich chodziło o to, żeby mnie do czegoś namówić, zwerbować albo właśnie zniechęcić. We wszystkich tych sytuacjach nikogo nie obchodziło moje zdanie, bo fanatyzm, nachalność lub/i bezczelność moich rozmówców względnie rozmówczyń nie dopuszczała w ogóle takiej opcji. Większość miała kontekst religijny, choć nie tylko. Na przykład kiedyś zdarzyło mi się wylądować na imprezie, gdzie osoby uczestniczące zaangażowane były w pewną mniejszościową religię. Od rozmowy o tej religii moi interlokutorzy szybko przeszli do zachęcania mnie do ochrzczenia się w ich obrządku, a byli w tym tak nachalni, że musiałam w końcu ich zostawić. Z kolei w innym wypadku pewni przedstawiciele religii większościowej, którzy mnie znają od dziecka, postanowili, że ze mnie wypędzą ten cały feminizm modlitwą, czyli mszą odprawioną w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Faktycznie, egzorcyzmy w Sanktuarium się odbyły – zaocznie – i nie muszę chyba dodawać, że zupełnie bezskutecznie. Nie jest bowiem boskim czyli boginicznym dziełem działanie, które za nic ma poszanowanie człowieka wolnej woli.

Zaprawdę więc, powiadam wam, że takie baby-dziwo, jak moherowe feministki są na świecie. A i na siebie trzeba mieć baczenie, żeby się nie popaść w fanatyzm, prozelityzm i brak szacunku dla tych wszystkich, którzy mają te swoje różne dziwne poglądy, inne niż nasze własne.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www