zadra-na-www

MATRONATY

Nie mów, że prowokowałam
Magdalena Piekara   
16 sierpnia 2014

Niedawno w internecie zrobił furorę satyryczny tekst o tym, jak nie dać się zgwałcić. Czytając go śmiałam się, bo to takie realne, że aż śmieszne. Śmieszne jakoś tak dziwnie, bo aż bolało i to bolało wszechobecną rzeczywistością. Uchwycone w absurdalnym wymiarze dawało oddech, tłumaczyło, że to nie ja zwariowałam, że to świat, w którym żyję, jest porypany.

Zawsze byłam chojraczką. Z prostego powodu. Wychowywałam się z psami przypominającymi średniej wielkości czołgi. Nawet jako mała dziewczynka mogłam wyjść o dowolnej porze z domu i zawsze słyszałam jedno zdanie: weź ze sobą pieska. Piesek, czule zwany Tusio, ważył prawie 70 kilogramów i miał tylko jedno w głowie: „To dziecko jest moje”. No i chyba przedobrzyłam, bo Tusia już dawno nie ma, Argoska też, a ja czuję się bezpiecznie. Nie byłam nigdy typem ofiary. Zaczepki? Spróbuj, gnoju, jeden z drugim. Odpalę ci takim tekstem, że do końca życia będziesz miał opad szczęki i... oby na tym się skończyło. Raz w życiu wpadłam w solidne kłopoty, ale to było dawno i już nie ma o czym opowiadać. Innym razem skończyło się potłuczonym zegarkiem i szramą na dziobie zbyt nachalnego epuzera. Nie ma o czym gadać, nie ma co wspominać – przerobione, przegadane, łącznie z tym, że leżałam na terapeutycznej kozetce. Załatwione.

gwalt

No i oto jestem. Wychodzę po pracy, zapalam papierosa. W jednej ręce mam torebkę, w drugiej parasol i tegoż papierosa. Maszeruję o czwartej po południu przez uniwersytecki parking. Pusty, bo są wakacje, a poza tym wychodzę z pracy znacznie później niż zazwyczaj. No, ale jest środek dnia, parking widoczny ze wszystkich stron jak na dłoni. Dzień jak każdy inny. Jestem w swojej własnej przestrzeni, w swoim mieście, nie łażę opłotkami, nie śmigam kanałami. Idę przez miasto. Tak jak wiele innych osób. Za chwilę przejdę koło sklepu, za którym jest most, ulica, żadnych drzew czy zakamarków. Tyle razy szłam sobie tędy spokojnie w środku nocy, lekko wcięta, i nic się nie stało.

On stoi, ale w pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że do mnie podejdzie. Podchodzi. Pyta, z lekko zauważalną przerwą przed ostatnim wyrazem:

- Czy poratuje mnie pani... ogniem?

Przystaję. On zaczyna grzebać w plecaku w poszukiwaniu papierosów, co wydaje mi się absurdalne, ale w żaden sposób tego jeszcze nie oceniam, za krótko to trwa. Nagle przestaje. Patrzy na mnie taksująco i zaczyna się lekko uśmiechać. A kiedyś policjant mówił mi, że mam niezwykłą pamięć do szczegółów. Facet jest niski i cherlawy, ale właśnie zdaję sobie sprawę, w tej sekundzie, gdy to do mnie dociera, że zaczęłam się bać i nie wiem, dlaczego. Zastanawia mnie tylko, dlaczego przestał szukać tych cholernych papierosów. Po drugie, uświadamiam sobie, że mam na nogach mokre klapki i nigdzie nie ucieknę. Stoję więc spokojnie i patrzę, co się wydarzy.

Tak, miałam na sobie śliczną lnianą sukienkę. Tak – byłam otulona w piękny różowy szal. Pięknie pachniałam, miałam pomalowane na fioletowo paznokcie i miałam ładny makijaż. No i...? Nie dam sobie wmówić, że coś jest moją winą. Bo nie jest. To jego wina, nie moja.

Dziękuję dwóm panom robotnikom, którzy znaleźli się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Ręce trzęsą mi jeszcze na dworcu, w księgarni, gdy próbuję się uspokoić.

No tak. Mogę sobie być poważną dyrektorką, akademiczką, wykładowczynią, nauczycielką dzieci, które mają do mnie zaufanie. Mogę pisać książki, felietony. Ale na tym parkingu, w ciągu dnia, byłam wystraszonym, ba... zastraszonym królikiem. Bałeś się tak kiedyś? No powiedz, bałeś się? Bałeś się? I nie chodzi o fakt, że zaraz dostaniesz w łeb, bo tego doświadczyłam wielokrotnie na manifie czy innych demonstracjach. Bałeś się kiedyś, w biały dzień, że zaraz stanie się coś strasznego, czego doświadczasz tylko z powodu swojej płci? Bałeś się tego? To, kurwa, nigdy więcej nie mów, że prowokowałam.

 

Komentarze  

 
#3 Autorka 2014-08-20 12:47
"Tłumaczyłbym to w sposób że spotkałam na swojej drodze niewyżytego psychopate". Oczywiście, że tak. Ale... Pani mogłaby tak myśleć. Natomiast często zdarza się, że gdy zgwałcona kobieta przychodzi na policję to funkcjonariusz ją pyta: a jak była pani ubrana, a ile pani wypiła, a uśmiechała się pani do niego? I wtedy, co zaczyna myśleć kobieta? Często myślimy sobie: gdybym ja znalazła się w tej sytuacji, to... A gdy już się w niej znajdujemy, nie mówię konkretnie o gwałcie, ale o pewnym mechanizmie, to srawa nie okazuje się już tak prosta, jak myślałyśmy wczesniej,
Cytować
 
 
#2 femka 2014-08-16 20:20
Wszyscy od tej dośc drastycznej historii zaczęliśmy się zastnawiać czy takie sytuacje na pewno implikuje płeć. Bo przecież mężczyźna potrafilby się obronić przed gwałcąca go kobietom? A jednak są gwałty na facetach i to w coraz większej ilości. Takich nazywa się ''cipami''. Myślę, że ta słabość względem takich sytuacji siedzi w naszej głowie i w tym jak nas wychowano. Nie tłumaczyłabym sobie takiej sytuacjio ani przez płeć, ani słabośc ani to że jest wieczór a ja ładnie wyglądam. Tłumaczyłbym to w sposób że spotkałam na swojej drodze niewyżytego psychopate. Tylko taki sposób postrzegania gwałtów moim zdaniem ma sens cokolwiek zmienić. Każdy inny zawsze bedzie naznaczał mnie jako kobiete jako coś gorszego. Bo słabośc fizyczna też świadczy o tym, że jestteśmy w pewien sposób gorsze. Tak jest w naturze, tak jest wśród ludzi. To tylko moje małe przemyślenia, mam nadzieję, że nie uraziłam autorki tym co mówię. Sama chciałabym by ktoś powiedział mi co sądzi o moich poglądach.
Cytować
 
 
#1 femka 2014-08-16 20:20
Trochę się obawiałam dotrzeć do końca tego tekstu, bo już pierwsze jego linijki sugerowały coś niedobrego...Do brze, że zakończyło się w taki, a nie inny sposób. Jednak takiej sytuacji nikomu nie życzę, nawet największemu wrogowi. Tekst ten jednak po raz kolejny skłonił mnie do pewnych przemyśleń, które od jakiegoś czasu chodzą mi po łepetynie... W tytule przeczytałam, że autorce przydarzyło się coś z powodu jej płci. Z jakiego powodu gwałt przydarza się w takim razie mężczyznom (jak sa jego ofiarami)? Z powodu...no właśnie jakiego? Kilka tygodni temu usłyszałam z ust kolegi-biegacza , naprawdę dziwną historię: dziewczyna jak codzień biegała sobie po parku w godzinach wczesnowieczorn ych ze słuchawkami na uszach, kapturem na głowie, nie bardzo czająć co się wokół niej dzieje. Nagle, na skrzyżowaniu dróg, nie chcący wpadł na od tyłu inny biegacz. Dziewczyna odwróciła się i z całym impetem uderzyła go w twarz. myśląc, że gośc chce jej zrobić krzywdę pobiła go do nieprzytomności .
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www