zadra-na-www

MATRONATY

Wojna religijna?
Magdalena Piekara   
17 lipca 2014

Dominika Wielowieyska zastanawiała się niedawno w „Gazecie Wyborczej”, jak zapobiec wojnie religijnej w Polsce. Wojna religijna? „Święta wojna”? Wojna, w której istotną rolę odgrywają różnice na tle religijnym? To by znaczyło, że to, co dzieje się obecnie w Polsce, dotyczy w jakimś sensie religii katolickiej. Szczerze wątpię, bo wydaje mi się, że np. wyznawcy katolicyzmu w Czechach, na Słowacji, w Niemczech takich problemów nie mają. Co by oznaczało, że Dominika Wielowieyska powinna dopowiedzieć, że chodzi o pewien odłam, jakichś schizmatyków, którzy w Polsce zaczynają rozrabiać ponad miarę. Dawno temu napisałam, że w Polsce mamy właśnie schizmę dzielącą polski Kościół na dwa obozy: tygodnikowopowszechny i rydzyjny. Może są jeszcze jakieś inne odmiany, ale te dwie wydają mi się najbardziej znaczące. Kościół tygodnikowopowszechny jest w odwrocie (ale jeszcze jest), zaś rydzyjny rośnie w siłę, a jego zwolennikom żyje się dostatniej. Uczucia religijne zawsze mają obrażone, bo na przykład nic o sztuce nie wiedzą, ale już lecą pod teatr, żeby protestować, pomnik z byczkiem i niedźwiedziem pod budynkiem giełdy też im się nie podoba, bo zaraz mają skojarzenia z pogaństwem, z paskudnym złotym cielcem.

kolanaNiedługo zamiast do nadzoru budowlanego będzie się chodzić do proboszcza, kiedy człowiek będzie chciał sobie wystawić malusi drewniany domek. Okaże się jednak, że nie wystawi, bo okna kojarzą się z waginą, wejście z płodem, klamka obraża – satanistka jedna, na zielono nie wolno pomalować, bo się z pogaństwem kojarzy. Cztery ściany? Toż to obraza boska, bo cztery twarze miał Światowid (i znów pogaństwo), krzyż Pachomiusza w domu, na ścianie, nadaje się do marszu oburzonych, takiego z widłami i pochodniami, bo najpewniej uformowany z ancha, a jak ostatnio przeczytałam, anch też pogaństwo i znak szatana. Trzech ścian też nie wystawisz człowiecze i nie powołuj się na Trójcę Świętą, bo zaraz ci powiedzą, że też obraża, bo nie masz ślubu kościelnego, a odwołujesz się bluźnierczo do boskiej doskonałości. Przesadzam? Nabijam się? Ależ oczywiście, chociaż mój chichot jest mocno nerwowy, bo z tym wystawieniem pomnika pod budynkiem giełdy – to fakt.

Na dodatek – profesor Chazan złamał prawo, a redaktor Wielowieyska pisze, że nie można jego działaniu odmówić słuszności, a nawet więcej, logiki. Natychmiast po jego odwołaniu wypowiada się Kościół, w osobie bpa Nycza. Kościół grzmi i paluszkiem kiwa, że nieładnie. Szkoda, że podobnie twardego stanowiska nie zajął po „niefortunnych” wypowiedziach bpa Michalika o zboczonych maluchach, które wciągają księży w otchłań rozpusty. Wtedy widocznie nic się nie stało, a teraz – owszem. Ksiądz w Zwoleniu na mszy mówił, że szczepionki robione są z płodów po aborcji. Jakoś to Nycza nie ruszyło. Jemu tam wszystko jedno, czy ludzie szczepią dzieci czy nie. Gdybym była złośliwa, napisałabym, że te zdrowe i żywe pójdą do komunii, a reszta powiększy grono aniołków.

Jeżeli przyjąć tezę Wielowieyskiej, że oto rozpoczyna się wojna religijna, to jej początkiem, jej Sarajewem, byłoby wyrzucenie Chazana z pracy za to, że nie przestrzegał obowiązującego w Polsce prawa. Gdzież ta logika Chazana? Czy jeśli np. ja uznam, że nie życzę sobie krzyża w gabinecie mojego kolegi profesora, to też pani redaktor będzie bronić mojej logiki i pisać, że uniwersytet nie jest miejscem, gdzie dmeonstruje się swoje przekonania religijne? Nota bene, niech sobie te krzyże w prywatnych gabinetach wiszą, będę ich bronić jak niepodległości, bo takie są moje obyczaje. Nawet będę walczyć o to, żeby lekarze tacy jak Chazan mieli prawo nie powiedzieć, u kogo zrobić aborcję – w zamian za system ogólnopolskiej informacji (jak proponuje w finale swego tekstu Wielowieyska). Jednak Chazan zamiast zająć się stworzeniem systemu, który by chronił jego wartości, a innym ludziom życie ułatwiał (w sytuacji tak dramatycznej), po prostu mówił „nie”. I reszta go nie obchodziła. Miał głęboko w nosie fakt, że zrozpaczona kobieta chciała (jak sama mówiła) oszczędzić cierpień swemu dziecku. Wystarczyło nawet nie wskazywać nazwiska, ale innego lekarza, z którym mogłaby ta kobieta porozmawiać o aborcji. Zobaczcie Państwo, jak wymyślam rozwiązania, które empatycznemu człowiekowi powinny odruchowo przyjść do głowy. Profesorowi medycyny – jakoś nie przyszły. Ja naprawdę się staram zrozumieć dylematy wierzących – bo jak inaczej żyć? Ale czy jakikolwiek katolik rydzyjny będzie bronić mojej wolności, którą niszczy profesor Chazan i jemu podobni? Czy w ogóle weźmie moje zdanie, moje poglądy, moje zasady pod uwagę?

Z wojną mamy do czynienia wtedy, gdy dwie strony nawalają się wzajemnie. Z czym więc mamy do czynienia w Polsce? Może z trwającą od dwudziestu lat okupacją? To może właśnie czas na powstanie? Na twarde „nie”? A może czas już przestać delikatnie, przepraszająco, żeby tych biednych uczuć religijnych nie urazić? Czy mają obchodzić mnie czyjeś uczucia religijne (ciągle powtarzam, że to niegramatyczne jest, bo nie można obrazić abstrakcji, ale kto mnie tam słucha), które codziennie powodują przemoc i ograniczenie mojej wolności? A przecież chrześcijaństwo to religia miłości. Pamiętam słowa pieśni, którą śpiewałam w dzieciństwie: „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali”. Niech szlag trafi taką miłość. Po trupach bezmózgowych dzieci do celu. Jedynie słusznego. Alleluja i do przodu.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www