zadra-na-www

MATRONATY

"Morze krwi" i morze bzdur
Magdalena Piekara   
14 lipca 2014

Pewnie już wszystko powiedziano. Listy protestacyjne, wyrzucanie ze znajomych na Facebooku, wezwanie do działania kolektywnego, obrażanie się, oburzenie inwektywy, piaskownica. W sumie – to nie moja wojna. Naprawdę. I nie mam ochoty stawać po którejkolwiek ze stron, bo na razie jestem całą tą polemiką związaną z wystawieniem sztuki koreańskiej przez Katarzynę Bratkowską potwornie znudzona, a argumentacją – najczęściej zażenowana, szczególnie, że retoryka całej dyskusji przypomina nawalanki z czasów socrealizmu. To może jednak rozbiorę to od strony takiej, której chyba jeszcze nikt nie próbował. Porozmawiajmy więc o sztuce, dobrze? O samym pojęciu sztuki.

koreaPod koniec XIX wieku artyści, którzy uczestniczyli w modernistycznej rewolucji w całej Europie, formułowali tezy, że sztuka jest poza pięknem i brzydotą, a więc także poza etyką i estetyką. To ładna teza, o której trzeba pamiętać, szczególnie gdy – jak radni LPR-u parę lat temu – w sztuce o świętej Wilgefortis widzi się Chrystusa z biustem, a tym samym profanację i bluźnierstwo. Trzeba też o tym pamiętać, gdy szuka się w dziełach sztuki prawdy. W tym XIX wieku wszystko wydawało się cudowne i piękne i że wreszcie sztuka jest emanacją duszy, jak twierdził Przybyszewski – co w skrócie oznaczało, że jak ci się nie podoba, to nie rozumiesz i jesteś mydlarz oraz filister. Artysta zaś sam sobie był sterem, żeglarzem i okrętem, nie musiał się płaszczyć jak Mozart po arcybiskupich przedpokojach, mógł dumnie unieść głowę i eksperymentować – czasem przy okazji przymierając głodem.

A potem przyszedł wiek XX i pojawiły się totalitaryzmy. Sztuce wsadzono na dziób kaganiec i skończyło się podskakiwanie artystów, o czym dobitnie świadczą losy Izaaka Babla, Borysa Pasternaka czy Wsiewołoda Meyerholda. Z drugiej strony musimy pamiętać o tym, że nawet w czasach, gdy sztuka była pod całkowitą kontrolą ideologii, powstawały takie dzieła jak „Olimpia” Leni Riefenstahl. Wiemy, że jest to obraz propagandowy, ale... artyzmu chyba nikt mu nie odmawia. To samo można powiedzieć o filmie „Pancernik Potiomkin” Sergiusza Eisensteina. Nic nie jest proste. Jako badaczka socrealizmu uważam, że „Cichy Don” Michaiła Szołochowa (chociaż mówią, że to nie on napisał) jest jedną z najważniejszych powieści XX wieku i będę się o to kłócić z tymi, którzy w tej prozie zobaczą jedynie gloryfikację bolszewizmu.

Musimy jednak pamiętać o tym, że wśród dzieł sztuki, które powstawały i powstają w krajach totalitarnych, trudno jest znaleźć coś naprawdę wartościowego. Nie ma się co dziwić, że Stanisław Lem był przeciwny wznawianiu swych „Astronautów”, chociaż tam naprawdę niewiele jest elementów „obiaty” złożonej systemowi. Mało kto wie też, że oprócz opowiadań z Oświęcimia Borowski napisał później całą masę tekstów, smutnych i żałosnych, swoiste świadectwo frustracji i cierpienia, chęci odnalezienia się w nowym systemie – a jak się to skończyło, to już Państwo wiedzą. Co więc robić? Traktować te teksty „skażone” polityką tak jak inne? Skazać na zapomnienie? Niech się nimi zajmują naukowcy, choćby właśnie tacy jak ja? A może jednak wykorzystywać? Ciekawa jestem, co mogłaby nam dziś powiedzieć bardzo popularna w latach 50. czeska sztuka „Brygada szlifierza Karhana”? Co moglibyśmy w niej dziś znaleźć nowego?

Katarzyna Bratkowska mówi, że wystawiane przez nią „Morze krwi” to „rewolucyjna opera koreańska, opowiadająca o walce kobiet z uciskiem japońskich okupantów i patriarchatem”, bo przełamuje tradycyjny podział ról, w którym „walka zbrojna zarezerwowana jest dla mężczyzn, a rewolucyjne działania kobiet ograniczają się do zadań pobocznych i pomocniczych”. Nie znam się na koreańskiej sztuce rewolucyjnej, ale znam się na tej radzieckiej, polskiej, czeskiej... Otóż sztuka komunistyczna, co udowodniło wiele badań, jest jak najbardziej patriarchalna, zaś wszelkie tworzone przez nią obrazy kobiet (typu „kobiety na traktory”) są jedynie zasłoną dymną i pozorem. Polecam książkę Ewy Toniak o malarstwie i rzeźbie, teksty Jerzego Smulskiego i moje o literaturze tamtych czasów. Nie szukajmy fiołków w kupie krowiego łajna, nie próbujmy udowodnić, że mamy nowe szaty cesarza, gdy i tym razem władca ośmiesza się, chodząc nago. Bratkowska trafiła kulą w płot. Wygłupiła się, nie po raz pierwszy zresztą, pozwolę sobie przypomnieć wywiad z nią w „Rzepie” (na początku tego roku). Proponuję następne rewolucyjne teksty, które będą się „świetnie nadawały” do inscenizacji: „Węgiel” Ścibora-Rylskiego, gdzie jeden z bohaterów mówi do swej żony: „Kopalnia i ty — to, rozumiesz, jedna rzecz”. Możemy tę frazę interpretować jako ukazanie siły kobiety porównywanej z naturą ujarzmioną przez człowieka. Kpię? Ależ owszem. Jak najbardziej.

Jeśli Katarzyna Bratkowska chce, niech dalej wystawia „Morze krwi” – nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie tego wydarzenia traktował serio, jako wyrazu poparcia dla zbrodniczego reżimu i systemu. Chociaż niesmak jest – szczególnie dlatego, że na próby przybiegał jakiś koreański dyplomata. Można to wydarzenie potraktować jedynie tak, jak na to zasługuje. Jako kolejny – ostatnio jeden z wielu – niepoważny występ kawiorowej lewicy, która straszliwie chciałaby być rewolucyjna i postępowa. Bawcie wy się w piaskownicy, wystawiajcie tam sztuki, składajcie samokrytyki jak Sierakowski, ale nie mówcie, na litość wszystkich zmarłych bogów, że jesteście lewicą. A może mówcie, zabraniać wam nie mam zamiaru. W końcu mamy wolność słowa. Nie napiszę, że obrażacie pamięć Róży Luksemburg czy Ludwika Waryńskiego, bo z pewnością boki by zrywali ze śmiechu, widząc wasze prysiudy i podskoki. Zróbcie jeszcze akademię pierwszomajową, połapcie imperialistyczną stonkę, wyrecytujcie „Piosenkę o coca-cola”, a następnie zaśpiewajcie gromadnie:

„Stań razem z nami! Dotrzymaj kroku!

Splata nam ręce braterska więź.

Wygramy walkę o trwały pokój.

Wrogom wolności wzniesiona pięść!

Dalej, młodzi Słowianie, dalej, Grecy, Hiszpanie,

młody Chińczyk do marszu powstaje.

Wnet dołączą tu inni,

czarni bracia z Wirginii,

bohaterscy pospieszą Malaje”.

Wtedy będzie naprawdę zabawnie. Wtedy to nawet przyjdę was obejrzeć.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www