zadra-na-www

MATRONATY

Panny szlachetne
Magdalena Piekara   
30 maja 2014

Agnieszka Graff powiedziała ostatnio, że brakuje w Polsce dyskusji o macierzyństwie. Niezależnie, czy ma rację czy nie, trzeba przyznać, że książka felietonistki i przeprowadzony z nią wywiad sprowokowały wiele osób do komentarzy i polemik, w tym prof. Magdalenę Środę. Słucham tych głosów, słucham i w niektórych przypadkach myślę sobie, że jeśli tak ma wyglądać ta dyskusja, to lepiej niech się wszystko dzieje zgodnie ze starą zasadą: błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia – milczą.

Jeszcze do niedawna, gdy mówiło się o wizerunku matki w Polsce, stereotypowy obraz poazywał szczęśliwą, uśmiechniętą, a przede wszystkim wyspaną kobietę, która z radością prała, sprzątała, gotowała, wychodziła na spacer, karmiła, bawiła się z dzieckiem, bo jeśli sobie nie radziła, oceniana była jako nieudacznica życiowa, która sprzeciwia się swemu „naturalnemu” powołaniu i przeznaczeniu.

tired-momOstatnio sporo się zmieniło – macierzyństwo już nie jest ukazywane jako jednolite pasmo szczęścia, mówimy także o trudnościach, wyzwaniach i niepowodzeniach. A co nam zaoferowały w tej dyskusji Środa i Graff? Obraz matki z wielkiego miasta, której największym problemem jest znalezienie pani do sprzątania, zapewnienie kącika dla maluchów na feministycznym kongresie, rozpacz z powodu konieczności opuszczenia potomstwa, gdy trzeba napisać nowy felieton w kawiarni, albo z powodu konieczności zostawienia dziecka z opiekunką.

Gdy Magdalena Środa oznajmia, że to pralka pierze, prasować nie trzeba, a gotowanie to przecież przyjemność, ustawia nową perspektywę – mam nadzieję, że nie obowiązuje ona wszystkich – matki, która świetnie sobie radzi zarówno z karierą zawodową, jak i pracami domowymi, a dzieje się tak dlatego, że na pewne rzeczy po prostu ją stać (opiekunka, pani do sprzątania). Mam dziwne wrażenie, że oto usłyszałam: jak nie masz chleba, to żryj ciastka. Jest łatwo, kobieto, no jest łatwo, ale musi być cię stać na tę łatwiznę, a wtedy na twoje pstryknięcie palcami przyjdzie opiekunka i sprzątaczka, ty natomiast będziesz mogła poświęcić się pisaniu tekstów i pasji gotowania. Życie jest proste, nie rycz głupia, to nie depresja poporodowa i płaca minimalna brutto, to brak pani do sprzątania.

Ja przepraszam, że się skupiam na tej elitarystycznej perspektywie, bo może krzywdzę zarówno Graff, jak i Środę, ale właśnie ta ich wizja uderza mnie najmocniej, jak w „Nowym, wspaniałym świecie” Aldousa Huxleya, gdzie każdy był był zadowolony ze swego miejsca w systemie społecznym: jestem alfą i jest mi dobrze, a delt nikt o zdanie nie pytał. A co mamy u Środy i Graff? Jestem dobrze sytuowaną intelektualistką z wielkiego miasta i nie jestem empatyczna, mówię o sobie i zapominam o tym, że rzeczywistość innych nie jest równie różowa jak moja.

Zawsze mnie denerwowało, kiedy słyszałam teksty typu: „ja nie byłam nigdy dyskryminowana i dlatego…”, albo „ja tak się nie zachowuję w stosunku do kobiet i dlatego…”. To dostrzeganie wyłącznie koniuszka własnego nosa zawsze wydawało mi się ograniczone. Skoro coś mnie nie dotyczy, to tego nie ma. Ja nie doświadczam, ja nie robię, ja nie postrzegam – więc inni też tak muszą mieć.

Dlatego słowa Graff i Środy odbieram nie jako dużą niezręczność, ale też jako pewne „odklejenie się” od feminizmu praktycznego, który rozumiem jako poczucie łączności z innymi kobietami. Zrozumienie cudzego punktu widzenia, współodczuwanie – to drugie jest warunkiem koniecznym, a nie jedynie wystarczającym. Gdyby nie było konieczne, wówczas na marsze przeciwko przemocy domowej chodziłyby tylko te kobiety, których mężowie je biją. Jeśli potrafimy dostrzegać problemy związane z przemocą, to chyba powinnyśmy też szerzej patrzeć na kwestię macierzyństwa, a nie wyłącznie z perspektywy intelektualistki ze stolicy.

Poczucie mojego dyskomfortu wzmacnia nie tyle kolejny, wygłoszony z poczuciem wyższości tekst, a koszmarna wpadka, która po prostu nie powinna się zdarzyć profesorce etyki, wykładającej na jednym z najlepszych polskich uniwersytetów, i członkini PAN-u. Środa mówi bowiem: „Potrzeba kobiet do bycia z dziećmi to niekoniecznie jest potrzeba ludzka […]. To jest potrzeba, która narodziła się mniej więcej w XVIII wieku. Wszystkie kobiety oddawały swoje dzieci do mamek i to wyglądało zupełnie inaczej”. A ja mam ochotę dodać, że Matka Boska też była szlachcianką, bo w litanii mówi się „panno szlachetna”. Czyżby Środa wierzyła w konserwatywne wizje, że 70% Polaków (Polki na razie zostawmy) pochodziło ze stanu szlacheckiego? Wszystkie kobiety oddawały dzieci mamkom? Naprawdę? Chłopki też? Ubogie Żydówki z Małopolski i z Kresów? I te szlachcianki zagrodowe i szaraczkowe też? No, skoro ma się taką wizję, to można też dziś wierzyć, że każdą kobietę stać na panią do sprzątania, a czasem i na nianię.

Skoro wszystkie dzieci siedziały ze zdrowymi, obfitopierśnymi i rumianymi mamkami, to niech mi ktoś odpowie na głupie pytanie: kto odwalał pańszczyznę? Znaczy, te mamki karmiły dzieci – a kto grządki kopał? Nie leżały te dzieci na miedzy pod gruszą czasem? Albo nie były noszone na plecach, w płachcie, przez starsze rodzeństwo, które już do pasionki było przyuczone? Widocznie Środa pochodzi z bogatej szlachty i u niej w rodzinie, z dziada-pradziada i babki-prababki mamek się używało, a pańszczyzną nikt sobie główki wyfiokowanej nie zawracał. A u mnie w rodzinie była bieda, bose stopy oblepione gliną i być może moje przodkinie były właśnie mamkami u przodkiń Środy.

Zaczynam wszystko rozumieć. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – jak zawsze. A myślałam, że my – feministki – jesteśmy mądrzejsze.

 

Komentarze  

 
#1 Rawka 2014-06-02 01:04
no właśnie. Dokładnie tak. Dlatego ja jestem Team Graff :)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www