zadra-na-www

MATRONATY

Prawdziwi mężczyźni czyli za łeb ją
Magdalena Piekara   
16 maja 2014

Zrzeszenie Studentów Polskich reklamuje organizowaną przez siebie akcję. Jest to: „Pionierski projekt skierowany do studentów, którzy właśnie wkraczają w świat prawdziwych mężczyzn. Poszerzanie horyzontów, rozwijanie pasji, kształtowanie gustów. Wszystko, co chodzi mężczyźnie po głowie. To właśnie Men's Week!” Nie znam się na prawdziwych mężczyznach, nie odróżniam ich od tych nieprawdziwych. Zastanawiam się, jak tworzyć typologię? Czy moi koledzy z uczelni są prawdziwi czy też nie? Pytam naprawdę zainteresowana, bo może są jakieś legitymacje, jakieś pasowanie na prawdziwego mężczyznę, jakiś rytuał inicjacyjny. Ja bym chciała nauczyć się rozpoznawać tych prawdziwych, naprawdę. To by było przydatne. Bo na przykład: wchodzę do przedziału w pociągu z wielką walichą, a jak już wszyscy wiedzą, mam wzrost siedzącego psa. W walizce książki, walizka ciężka – więc jak odróżnić byle jakiego szmondaka od prawdziwego mężczyzny i tylko do tego drugiego zwrócić się z uprzejmą prośbą o pomoc? No jak?

mensweekOkazuje się, że moja wizja męskości pozostaje chyba w jaskrawej sprzeczności z tą zaproponowaną przez ZSP. Bo wedle tej szacownej organizacji prawdziwa męskość jest ściśle związana z wizerunkiem neandertalczyka, brutala, chama i potencjalnego gwałciciela. Przepraszam za tak mocne słowa, ale czy można coś powiedzieć o poszerzeniu horyzontów, gdy ilustruje to zdjęcie faceta w garniturze, który niesie dziewczynę w nadwiślańskie krzaki? Na dodatek on jest elegancki, ubrany we wspomniany garniak, a ona? Prześwitujący stanik, miniówa odsłaniająca pończochy. A niech sobie wygląda jak tam chce, jak pisała Beata Krupska w Scenach z życia smoków – „każdy wygląda jak potrafi”. Jednak nie jej ubiór mnie niepokoi, chociaż w zestawieniu z jego elegancją wygląda co najmniej dziwnie, ale fakt, że dziewczyna ma zaklejone usta, związane krawatem ręce i spętane nogi. Spętane? Tego w zasadzie nie wiem, ale jakoś mi to tak wygląda, że majtki w panterkę ma opuszczone do kostek. No, jeśli tego właśnie (związanej i zakneblowanej dziewczyny) potrzebuje prawdziwy mężczyzna, to ja przepraszam, dziękuję i się wyprowadzam gdzieś między pingwiny albo białe niedźwiedzie. Z drugiej strony, może prawdziwa męskość od tej nieprawdziwej różni się tym, że ci nieprawdziwi nie noszą na ramionach/ plecach, tylko ciągną za włosy albo za nogę? Przepraszam czytelników płci męskiej za te insynuacje, no ale proszę mi powiedzieć, jak mam coś takiego interpretować? Czy czytają ten tekst ci prawdziwi czy farbowani? Bo w tym kontekście wolę chyba nieprawdziwych. Przynajmniej mogę zakładać, że nie są brutalami i popaprańcami.

Na fejsbukowym profilu Codziennika Feministycznego zagrzmiało. Nie dziwię się, bo sama do tego swoje pięć groszy dołożyłam. I co się wydarzyło? Była odpowiedź tych prawdziwych. Jaka? Ano, proszę: „Jak się nie chodzi do teatrów i do kina, drogie panie, to się nie poznaje takich zdjęć. Do nauki i do książek! I zapraszamy na Men's Week, dzięki serrrrdeczne za pikantną reklamę! Okazuje się, ze nawet feministki mogą się światu do czegoś pożytecznego przydać”. Dziękuję, że na coś się przydaję. Do kina i do teatrów chodzę, a i owszem, ale (jak dowiedziałam się później, zdjęcie nawiązuje do pewnego filmu) nie przepadam za produkcjami z Jasonem Stathamem. A muszę? To jakiś kanon? Obowiązujący? Pewnie w świecie prawdziwych mężczyzn – owszem. W moim – niekoniecznie.

Ale przez moment załóżmy, że jest to scena, którą wszyscy powinni znać. Taka, jak scena z grą w szachy z "Siódmej pieczęci", taka jak zakończenie "Casablanki", taka jak głaskanie kotka w "Ojcu chrzestnym", jak „Różyczka” w "Obywatelu Kane"... Chociaż z drugiej strony, nie wymagam, żeby cały świat znał moje skojarzenia związane z kadrami filmu "Fanny i Aleksander". Nie uważam, że wszyscy muszą znać dzieła Bergmana, a ZSP uważa, że nieznajomość tych ze Stathamem świadczy o analfabetyzmie kulturowym. Muszę nadrobić. Nie wiedziałam, że to bezwzględnie konieczne. Odrzucę nową ekranizację "Anny Kareniny", po co mi jakieś baletowe badziewie. Filmy ze Stathamem zrobią z ciebie nie tylko prawdziwego mężczyznę, ale też zostaniesz kimś, kogo można z dumą nazwać: oto arbiter elegantiarum. I wszystko jasne.

Załóżmy jednak, że to tak znany film, że po prostu wypada go znać. No tak, ale w filmie każda scena ma jakiś sens. Podążamy za fabułą, rozumiemy, że bohater mógł, a wręcz musiał postąpić właśnie tak, a nie inaczej, fakty łączą się ze sobą. A w przypadku wydarzenia organizowanego przez ZSP? Prawdziwa męskość i knebel. Związane ręce. Nawiązanie właśnie do tego, a nie innego kadru filmowego, przedstawiającego brutalne traktowanie kobiety przez mężczyznę. Super. Wyrywamy coś z kontekstu, a jeśli ktoś tego nie zrozumie, najlepiej go spostponować, ośmieszyć i zwyzywać od niekumatych. Na tym też polega prawdziwa męskość? I na ocenianiu, do czego przydają się feministki? Że świetnie reklamują żałosne akcje?

Nie zniżę się do poziomu organizatorów tego wątpliwej jakości eventu i nie powiem, że tacy (pożal się boże) prawdziwi mężczyźni, pewnie tylko w taki sposób mogą zdobyć(?) kobietę – związać, zakneblować i w krzaki. Powiem jedynie, że żal mi tych, którzy uważając się za prawdziwych mężczyzn, promują przemoc wobec kobiet. I przyłapani na tak nagannym zachowaniu, stawiają się – jak dzieci w piaskownicy. Ano właśnie, jak dzieci, które się przebierają za dorosłych. Garnitur nie wystarczy do tego, żeby być „prawdziwym mężczyzną”. A z pewnością wyznacznikiem męskości nie mogą być fantazje o wiązaniu kobiet. Kiedyś zaproponowałam Państwu w felietonie wywiad z feministą. Myślę, że to takich jak on możemy nazwać prawdziwymi mężczyznami, a nie tych, którzy puszą się jak pawie, nie mając światu nic do zaproponowania – poza kneblem i krawatem w funkcji kajdanek.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www