zadra-na-www

MATRONATY

Prawico, jedz kremówki
Magdalena Piekara   
08 maja 2014

W primaaprilis ogłoszono, że w Kraśniku na Lubelszczyźnie zostanie wyciętych 231 drzew, z których potem zostaną zrobione pomniczki papieża. Tylko 180 cm każdy. Gdyby ta wiadomość była primaaprilisowym żartem, wszystko byłoby w porządku. Ale już następnego dnia okazało się, że pomniczki powstaną –dwanaście. Dla upamiętnienia kanonizacji największego z Polaków. Może to i tak nie jest najgorzej. Tylko dwanaście, na każdy miesiąc po jednym papieżu. A przecież mogłoby być tych pomników tyle, ile lat pontyfikatu. Albo tyle, ile jest kilometrów z Wadowic do Rzymu. Albo tyle, ile gwiazd na nieboskłonie. Z ciekawości zapytam: od jednej sztancy będzie ten Wojtyła? Czy w różnych pozach? Proponuję zacząć od rocznego Karolka w sukienczynie, żeby było genderowo, przejść przez filologicznego, teatralnego, potem turystycznego, jedzącego kremówkę, aż do tego najdonioślejszego – całującego ziemię. Tę ziemię.

papiez_siweradzaOstatnio byłam w jednym z moskiewskich parków, gdzie zgromadzono rzeźby kojarzące się z poprzednim systemem. Mam nadzieję, że dożyję kiedyś dnia, w którym będę zwiedzać podobny park w Polsce, taki, w którym ku uciesze gawiedzi ktoś zgromadzi te wszystkie kiczowate papieskie potworki. Podobno papież kiedyś powiedział: „Nie budujcie mi pomników. Zróbcie coś dla ludzi”, ale w miłości Polaków do Jana Pawła nie ma wiele słuchania czy czytania, są emocje i racja. Ta najświętsza i jedyna.

Najwybitniejszym egzegetą myśli Jana Pawła II w Polsce jest oczywiście Tomasz Terlikowski, który po skierowaniu do Sejmu projektu ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, stwierdził że mamy do czynienia z hipokryzją rządu i zaprzeczeniem nauki papieskiej. No właśnie, jak można takie coś do Sejmu zanosić kilka dni po kanonizacji, po tym wielkim wydarzeniu? A może właśnie wtedy? A może właśnie dlatego? Nie powinnam powoływać się na teksty Jana Pawła II, bo nie jestem wierząca, ale mogę się na nie powoływać, bo jestem filolożką i zajmuję się czytaniem oraz interpretowaniem teksów. Nie będę się więc skupiać nad życiem i twórczością papieża, ale przypomnę to, co mówił w „Liście do kobiet”. To dość długi fragment, ale znamienny: „Jesteśmy, niestety, spadkobiercami dziejów pełnych uwarunkowań, które we wszystkich czasach i na każdej szerokości geograficznej utrudniały życiową drogę kobiety, zapoznanej w swej godności, pomijanej i niedocenianej, nierzadko spychanej na margines, a wreszcie sprowadzanej do roli niewolnicy. Nie pozwalało jej to być w pełni sobą i pozbawiało całą ludzkość prawdziwych bogactw duchowych. Z pewnością niełatwo ustalić dokładnie odpowiedzialność za ten stan rzeczy, z uwagi na głęboki wpływ wzorców kulturowych, które w ciągu wieków kształtowały mentalność i instytucje. Ale jeśli, zwłaszcza w określonych kontekstach historycznych, obiektywną odpowiedzialność ponieśli również liczni synowie Kościoła, szczerze nad tym ubolewam”.

Wniosek? W Liście do Kobiet papież mówił o czasach dawnych, w których życie kobiet naznaczone było upokorzeniem, a jej pozycja sprowadzona do niewolniczej. Odsuwana na margines, bez możliwości realizacji, bez nadziei, opieki i ochrony z niczyjej strony. Wiem doskonale, że te słowa mają się nijak do rzeczywistości, bo nadal to zakonnice piorą kalesony biskupa Nycza, a nie on ich rajstopy, ale...

Dlaczego więc ratyfikacja konwencji jest niezgodna z myślą papieską? No, dlaczego? Bo jest tam ten potwór gender i taki paragraf: „Strony podejmą działania niezbędne do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”. Jak dla mnie – ale co ja tam, głupia filolożka, wiem – ten cytat z konwencji bardzo ładnie komponuje się ze słowami papieża. Że nie wolno poniżać ludzi ze względu na płeć, że żadna płeć nie jest gorsza. Że trzeba upominać się o pokrzywdzonych, pomagać im i ich chronić. Ale nie – lepiej pozwolić na to, żeby lać kobiety kablem, deską czy kopać, niż żeby wstrętny gender nam wychynął gdziekolwiek w kraju, który wydał świętego Jana Pawła.

Skąd ten protest? Jak można być aż tak niewrażliwym na fakt, że co czwarta (a według niektórych źródeł – nawet co trzecia) kobieta w Polsce co najmniej raz w życiu doświadczyła przemocy domowej? I nad taką oczywistą krzywdą, nad takim barbarzyństwem przechodzi się do porządku dziennego, żeby tylko potwora dżędera pod strzechy polskie nie wpuścić? Co z tego, że chodzi o potwora nazwanego także ideologią, a nie o rzeczywiste badania naukowe? Co z tego, że mówimy o fantazmatach Terlikowskiego i jemu podobnych? Jak można w chwili, gdy mówimy o biciu człowieka, mówić jednocześnie o zamachu na wolność polskiej rodziny i naszą tradycję? Nie, nie posunę się do często przywoływanego porównania o mentalności damskich bokserów, bo zdaję sobie sprawę – a może mam nadzieję – że żaden z obrońców tradycji bicia w swoim domu nie uskutecznia, ale jestem zaniepokojona mentalną głuchotą i ślepotą tych obrońców tradycji. Kogoś biją, ktoś ma pęknięte żebra, maskuje sińce pod oczami pudrem, kogoś bolą nerki odbite kopniakami, a tu „piękne” słowa o tradycji i rodzinie? A co z tymi rodzinami, w których jest dzieciobójstwo, w których silniejsi spychają słabszych ze schodów, w których śpi się na mrozie, w panicznej ucieczce przed pijanym agresorem?

Może dla pana Terlikowskiego dżęder jest tak samo straszny, jak dla mnie to bicie. Jednakże, przypominam, że na razie nikt nikogo nie przerobił z chłopczyka na dziewczynkę, nikt żadnemu posiadaczowi penisa nie kazał chodzić w spódnicy i w staniku – a bicie jest na porządku dziennym. Dotyczy co czwartej rodziny w Polsce. To jednak nieważne, najważniejsza jest obrona naszej polskiej i chrześcijańskiej tożsamości. Opartej na nauce Jana Pawła II. Naprawdę? A ktoś go w ogóle czytał? A ktoś go w ogóle cytuje? A czy w ogóle jest taka potrzeba? Można przypisywać mu te wszystkie treści, które aktualnie pasują do naszego polskiego piekiełka. Kto tam sprawdzi, co on pisał, co mówił. Chyba tylko te wstrętne feministki i inne lewactwo paskudne. Po co zresztą czytać, wystarczą nam „przekaźniki” jego myśli, tacy jak Terlikowski i jemu podobni.

Kult papieża, nawet zanim jeszcze został świętym, był u nas zawsze ludyczny, nie wiązał się w żaden sposób z rozumem, pozostawał nim nieskażony. Pomniki, pomniczki, procesyjki, kremówki, obrazki, pioseneczki – jak na jarmarku. A skoro taki już ten kult musi być, to mam prośbę: nie budujcie pomników papieża. Jedzcie już lepiej kremówki. Przynajmniej w czasie jedzenia będziecie mieli zajęte ręce i usta. Wtedy nic głupiego nie powiecie, ani nie napiszecie. Smacznego.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www