zadra-na-www

MATRONATY

Polowanie na lisa
Magdalena Piekara   
24 marca 2014

Warszawska aktywistka miejska Joanna Erbel oświadczyła, że będzie kandydować na stanowisko prezydentki Warszawy. No, będzie, to będzie. Zanim dowiedziałam się czegoś o jej programie, już zdążyłam się wściec. Ale nie na Erbel, bo nadal niewiele o niej wiem. Na Facebooku jest grupa wyłapująca błędy dziennikarzy, która nazywa się „Cała Polska czyta dziennikarzom”. Proponuję też założenie innej: „Cała Polska uczy dziennikarzyny pisać (szczególnie o kobietach)”. Załóżmy, że właśnie wróciłam z amazońskiej dżungli, gdzie nie miałam dostępu do internetu i naprawdę chcę się czegoś dowiedzieć o ewentualnej prezydentce stolicy Polski. Czego się dowiem?

erbelZ artykułu na portalu mowimyjak.pl dowiemy się, że Erbel to „młoda dziewczyna”, na dodatek „tryskająca energią”, a najbardziej zaskakujące dla dziennikarki jest to, że ma wielu zwolenników. Mam wrażenie, że autorka tego tekstu nie informuje o postaci ze świata polityki, nie mówi mi o działaczce społecznej, tylko konstruuje śliczniutki obrazeczek, jak w prowincjonalnej gazecie brytyjskiej z połowy XIX wieku, o dziedziczce fortuny, która zjechała z Londynu na wieś, zaś sąsiedzi mają prawo czegos się o niej dowiedzieć, zanim plotka obiegnie wszystkie salony. Czego brakuje? Może czegoś o polowaniu na lisy? O toczku, postawie na koniu oraz tego, kto podczas owego wydarzenia młodej dziedziczce towarzyszył? A konia umiała prowadzić pewną, aczkolwiek delikatną dłonią? Brakuje też opisu balu, na którym rozkosznie prezentowałaby się w walcu (angielskim, rzecz jasna) w różowej sukni doskonale podkreślającej bladość jej karnacji i delikatność rysów. No, bo skoro o doktorantce socjologii na UW, członkini Krytyki Politycznej i aktywistce społecznej można napisać tylko, że młoda oraz energiczna, to skupmy się jeszcze na jedwabnych pantofelkach i kolii na jej łabędziej szyi. Z pewnością ciemny lud to kupi.

Z kolei portal Liberte przedstawia wizję Erbel jak prawicowe polskie czasopismo z lat 30. XX wieku, piszące o jakiejś radzieckiej femme fatale (no dobra, nie było takich, bo najpierw Nadzieżda Krupska siedziała i przepisywała notatki męża, a potem Stalin szybko wygonił Aleksandrę Kołłontaj do Szwecji). Sprytniutki ten artykulik, no jaki sprytniutki. Niby opisujemy, co Erbel zrobiła, ale każde z jej działań albo dezawuujemy, albo lekceważymy, albo dodajemy do niego komentarz, że jakieś takie to wszystko nieprawdziwe i niewiarygodne. Ciągła wątpliwość w jej szczerość, w to czy jej działania nie są ściśle zaprojektowaną strategią polityczną. Ryszarda Kalisza i posła Piechę też o szczerość pytacie? Zastanawiacie się, drodzy dziennikarze, jak szczerym facetem jest Jacek Kurski albo Roman Giertych? Jarosław Gowin? Szczerze? Naprawdę szczerze? To głupota czy ignorancja? Zła wola czy upośledzenie polegające na nieumiejętności posługiwania się językiem ojczystym? Manipulacja czy ograniczenie?

W środkowej partii tekstu jest najlepsze. Właśnie ten fragment jakoś dziwnie nawiązuje do stylistyki konserwatywnego pisemka z czasów przedwojennych: ci Rosjanie to mają wspólne żony i jak nas napadną i podbiją, to wszyscy też będziemy musieli mieć wspólne żony. No, po prostu scena jak z powieści Kadena-Bandrowskiego, gdy takie wieści straszliwe elektryzują siedzących przy kawuni i ciasteczku strasznych mieszczan i straszne mieszczanki. Puls przyspiesza, serce zaczyna bić nerwowo, a na policzki wypełza zdradzający niezdrowe zainteresowanie rumieniec. Bo ta Erbel... to biseksualna jest. I poliamoryczna. Jaka? Jaka? Pani Stasiakowa, a ta poliamoria to ten dżęder jest? Znaczy, że jak – wszyscy razem żony między sobą wymieniają? A może nawet żon nie ma, tylko, za przeproszeniem, metresy albo nawet, że tak powiem, konkubiny!

Nie podoba się Erbel? To przedstawić argumenty, wyniuchać np. przekręty finansowe, a nie – jakieś słabe teksty o tym, że istnieje „rozdźwięk pomiędzy elitarnością, salonowym opowiadaniem o biedzie i posługiwaniem się skomplikowaną terminologią naukową, a deklarowanym egalitaryzmem”. Jakieś konkrety? Coś mocniejszego, bardziej rzeczywistego niż pustosłowie i zajmowanie się życiem prywatnym kandydatki na prezydentkę? Jak poseł Iwiński pojechał za naszą kasę do Gujany Francuskiej, bo se chciał startującą rakietę pooglądać, to jakoś nikt tego nie krytykował. Jak ostatnio prawicowy poseł miał aferę (też za publiczne pieniądze) z jakąś kobitą, to też nie widziałam dziennikarzy z Liberte w akcji. Widocznie żyjemy w kraju, w którym fiku-miku posła czy senatora na koszt podatników jest znacznie mniej interesujące niż biseksualizm. No fakt, do tego pierwszego już się społeczeństwo od czasów wiktoriańskich przyzwyczaiło. Ostatnio nawet już jakoś temuż społeczeństwu i „wybitnym” dziennikarzom przeszła ekscytacja na widok posłanki Grodzkiej naprawiającej samochód. Jest biseksualizm – jest nowy temat. Nie zapomnijcie wszyscy, że Erbel jest cyklistką. No, cyklistką jest. Mówię wyraźnie: CYKLISTKĄ! Nie zastanawia was to? Nie budzi podejrzeń? Biseksualizmem to się zajmą, a najważniejszym – rowerem, to już wcale?

Za to portal natemat.pl porusza się w sferze sugestii, niedopowiedzeń, przypuszczeń, aluzji. Coś o rodzinie, ale co? Że „czerwona księżniczka”? Znaczy się, jakieś związki z synem premiera Jaroszewicza, którego za komuny nazywano „czerwonym księciem”? Nie wiem, a z artykułu niczego się nie dowiedziałam. Tak jakby był napisany dla „znajomych królika”, dla tych, którzy wiedzą. „Wiedzą” powinno być wypowiedziane szeptem, najlepiej demonicznym.

Nie mam pojęcia, czy Joanna Erbel ma szansę na wygraną. Ale życzę jej tego z całego serca. Dlaczego? Skoro jej decyzja tak rozeźliła świat, że musiał wylać tyle wiader pomyj, to znaczy, że jest niebezpieczna. A ja bardzo lubię niebezpieczne kobiety. Pasjami. I uwielbiam, kiedy te niebezpieczne kobiety powodują świąd i łysienie plackowate niektórych typków. Do boju, Joanna. Nie daj się, kobieto!

 

Komentarze  

 
#11 Autorka 2014-03-28 13:18
No własnie, Pani Sylwio, hieny tak mają, a ja chyba jestem staroświecka :)
Cytować
 
 
#10 Sy 2014-03-27 17:26
Orwell to świetny przykład. „Jak daleko jesteśmy…?” Ja myślę, że w odległości 13 lub 17 lat, zależy, czy liczyć pierwszą polską edycję programu „Big Brother”, czy pierwszą ze wszystkich (Holandia). Z tego, jak czytam Pani słowa, rozrywki i zabawy z Wielkim Bratem to chyba najbardziej szokujący przykład przechwycenia określenia.

Jeszcze pomyślałam o tym wątku z poliamorią. Wejście do wielkiej polityki oznacza wyciąganie prywatności. Niestety! Co jest w Polsce ogólnie wiadome o burmistrzu Berlina poza tym, że jest gejem? A tu w przypadku kandydatki taki soczysty kawałek się trafił. Co się hieny nie miały rzucić?

Sylwia
Cytować
 
 
#9 Autorka 2014-03-27 16:11
Cytuję Sy:
Właśnie działaczka była „oskarżana” za pochodzenie za pomocą określenia kawiorowa lewica, które przylgnęło też do środowiska Krytyki Politycznej, że niby taki z nich salon.
O, własnie. Tu mamy do czynienia z twórczym przekształcenie m frazy - nadaniem jej nowego "życia" i sensu. Natomiast "czerwona księżniczka" nadal mnie nie przekonuje językowo. Znaczenia się zmieniają i przesuwają, oczywiście, ale nie... "od czapy". Rozwój języka nie jest procesem przypadkowym. A dziennikarze myślą, że jak coś nazwą po swojemu, to jest dobrze. Otóż, nie jest. Bo jeśli znaczenia się zmieniają i przesuwają na mocy arbitralnych decyzji, to jak daleko jesteśmy od Orwella? I jego "1984"?
Cytować
 
 
#8 Sy 2014-03-26 23:43
Właśnie działaczka była „oskarżana” za pochodzenie za pomocą określenia kawiorowa lewica, które przylgnęło też do środowiska Krytyki Politycznej, że niby taki z nich salon. Akurat kawiorowa, a nie kanapowa, było wykorzystane w tekście o Erbel w Wysokich Obcasach parę miesięcy temu. Nie pamiętam dokładnie, ale w takim sensie, że bohaterka reportażu zdaje sobie sprawę, że tak o niej mówią, ale się z tym nie zgadza i przekonuje, że to niesłuszne. Nie jestem z Warszawy, jestem z Poznania. Zgadzam się, że nowe użycie frazy o znaczeniu oczywistym dla ludzi w średnim i starszym wieku jest nieodpowiedzial ne, ale nie zgodzę się, że jakaś konotacja jest „błędna”. Znaczenia się przesuwają, w czasie i w zależności od odbiorców. Czerwona księżniczka czyli kto? Dołgoruka, Gierek, Erbel?
Cytować
 
 
#7 Autorka 2014-03-26 21:45
PS. Sy, jest dobre określenie, na to o czym piszesz: kanapowa lewica. Znane i zadomowione w polszczyźnie. Znów lenistwo dziennikarzy :). Sorry... taki mamy klimat.
Cytować
 
 
#6 Autorka 2014-03-26 16:07
Sy, możliwe, ale o tym wiesz Ty, a ja nie, bo nie jestem z Warszawy. Dziennikarze nie powinni tworzyć metafor czy fraz, nawiązujących wyraziście do już istniejących, bo to powoduje, albo może powodować (jak w tym przypadku) błędne skojarzenia i odwołania.
Cytować
 
 
#5 Autorka 2014-03-26 07:59
szoszo, ale pan Mietek przynajmniej powiedział, że mu się nie podoba, że nie lubi. Ma prawo do takiego spojrzenia, do takich emocji. Natomiast od dziennikarzy wymagamy czegoś więcej. Prywatna osoba może oceniać polityków nawet kierując się np. sympatiami czy antypatiami. I to jest konkret. A to, co zrobili dziennikarze, nawet nie jest ukazaniem własnego zdania, tylko... tym, co napisałam. Pozdrawiam.
Cytować
 
 
#4 Sy 2014-03-26 01:45
"Czerwona księżniczka" jako osoba o poglądach demonstracyjnie lewicowych, która sama jest społecznie uprzywilejowana - np. zajmując się działalnością społeczną oraz jak tu czytam, robieniem doktoratu i mając własne mieszkanie, marzenie ściętej głowy statystycznego przedstawiciela jej pokolenia, jest odbierana jako niewiarygodna adwokatka najbiedniejszyc h. W porównaniu z małżeństwem Ikonowiczów trudno się dziwić, że ma łatkę kawiorowej lewicy. Ta czerwona księżniczka ma tu inne znaczenie.
Cytować
 
 
#3 szoszo 2014-03-25 23:46
Przepraszam ale co to za argument że osoba A mi sie nie podoba bo zadaje sie z osobą B, ktorej nie lubię? Jak mowimy o osobie A to by wypadalo powiedziec cho c jedna rzecz o niej a nie o jej afiliacjach. Tak że to nie jest zadne konkretne zdanie.
Cytować
 
 
#2 Autorka 2014-03-25 23:17
Dziekuję, panie Mietku. Przynajmniej konkretne własne zdanie, a nie jakieś takie niesprecyzowane i niesmaczne ogólniki.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www