zadra-na-www

MATRONATY

Jesteśmy połową świata
Magdalena Piekara   
10 marca 2014

Czy świętowanie Dnia Kobiet ma sens? Ktoś może powiedzieć, że jest to ten dzień, w którym mówimy o problemach kobiet, wychodzimy na ulice miast i podczas manif artykułujemy głośno i wyraźnie to, co nam się nie podoba w przestrzeni publicznej. Ktoś powie, że to dzień, w którym można tulipanem afirmować kobiecość, życzyć miłych rzeczy, przypominać o codziennym trudzie kobiet.

A ja będę dziś adwokatką diabła i powiem, że połowa świata nie potrzebuje tego święta.

(fot. Jan Bińczycki)

manifa1Połowa świata nie potrzebuje goździka, tulipana, torciku, ciasteczka i nie potrzebuje też manify. Dlaczego? Ano dlatego, że kiedy wyłazimy na ulicę, to nadal pokazujemy, że mimo iż jesteśmy połową, to jesteśmy mniejszością. Z kolei kwiatek – dawniej rajstopy, kawunia i ciasteczko – to gest, dla niektórych miły, ale w istocie rzeczy bez żadnego znaczenia. Owszem, dasz mi kwiatek i złożysz mi życzenia, ale rektorami i prorektorami mojego uniwersytetu są nadal mężczyźni. Ostatnio moja uczelnia nakręciła film, który miał służyć jej promocji. I co było? Działający mężczyźni i kupa ślicznych, ładnie ubranych kobiet-paprotek. A w tle piękne dziewczyny w strojach ludowych, kręcące piruety, żeby tylko jak najwyżej uda było widać. Ja dziękuję za taką wizję świata. Przed moim rektoratem stoi pomnik studenta. Ano właśnie – półnagiego ślicznego kurosa w uniwersyteckiej czapce. Studenta. Najwidoczniej mój dyplom był i jest mniej ważny.

Dlatego ciasteczko i tulipanka mam w dupie. Bo to tylko gest, który na nic konkretnego się nie przekłada. Służy jedynie uspokojeniu wyrzutów sumienia: rąsia, buzia, kwiatek i... mamy na rok spokój. Manify przejdą ulicami, dziennikarze i dziennikarki pobiegają za demonstrującymi, znów zadając żenujące pytania, na które już udzielono im odpowiedzi w roku zeszłym i w tym poprzednim też, wklepią w komputer artykuł, z którego nic nie wynika. A już jutro mamy dziewiątego marca. Na rok spokój. Połowa świata nie potrzebuje święta. Potrzebujemy poważnego i rzeczowego traktowania przez cały rok. Zacznijmy od biologii.

Połowa świata miała, ma i będzie miała menstruację. To nie są żadne trudne dni, to normalny stan fizjologiczny, o którym mamy normalnie mówić, a nie złośliwie, w kontekście buzowania hormonów i straszliwego PMS-u, który zakłóca zwykłe życie biurowe. Połowa świata może zajść w ciążę. To nie jest karta przetargowa dla pracodawców, to nie jest „dzietność populacji”, to nie jest zadowalający kompromis ustawy antyaborcyjnej. To są ciała kobiet, to jest rzeczywistość połowy świata. Zarabiamy mniej? A dlaczego? No dlaczego? Proszę mi to wyjaśnić. Co trzecia istota z tej połowy świata doświadcza przemocy domowej. Mogę tak wymieniać i wymieniać wszystko to, co dotyczy połowy świata, a jest marginalizowane, co jest przemilczane w dyskursie publicznym, co wydaje się tematem zastępczym, a dotyczy POŁOWY ŚWIATA.

Dopóki kobieca połowa świata będzie traktowana jako dodatek do obowiązującej normy, którą jest męskość, nadal rzeczywistość będzie przyjazna (bo dla niej jest stworzona) dla męskiej połowy świata. Nie chcę zmiany biegunów, nie chcę zemsty za wielowiekowe upokorzenia i odsuwanie połowy świata od rzeczywistej działalności, od możliwości, zemsty za pozbawianie wyboru, za niemożność podjęcia własnej decyzji. Skądże, mściwa nie jestem – a ponadto feminizm nie może być walką z mężczyznami, tylko dążeniem do likwidacji opresji (w tym także tej dotyczącej mężczyzn). Dlatego może wystarczy przyznać, że kobiety są połową świata. A kiedy już to zauważmy, zobaczymy różnice, ale nie te głupie, które są związane ze stereotypami o sile mężczyzn, ich szybszym bieganiu i muskulaturze, ale te prawdziwe. Jak choćby to, że połowa świata jest dyskryminowana (w większym lub mniejszym stopniu) na rynku pracy.

Dlatego właśnie nie potrzebujemy specjalnego święta. Święto jest zaznaczeniem różnicy, tym, że kobiety są wyjątkowe – wyjątkowe w męskim świecie. A my nie jesteśmy wyjątkowe, nie jesteśmy dodatkiem do obrazka – jesteśmy jego POŁOWĄ. Proszę sobie wyobrazić, że właśnie zniknęła połowa kolorów. Zniknęły na przykład wszystkie odcienie żółci, niebieskiego i zielonego. Co zostaje? Tęczy się nie zrobi. Słońce nie jest już fajne. Niebo też. Czy świat byłby dalej taki sam bez połowy barw? No właśnie, może na razie spora część populacji to daltoniści i daltonistki? Nie widzą pełnego spektrum barw, patrzą i oceniają świat dysponując jedynie połową informacji.

Połowa świata nie powinna wychodzić na ulicę ósmego marca, bo nam się należy wszystko to, co ma ta druga połowa. Na razie musimy o to walczyć, ale lepiej jest mówić o tym (i działać) przez cały rok – tak, jak robimy to teraz. A jednodniówki zostawmy na przykład futurystom. Nie wierzę w to, że ktoś siedzący przed telewizorem po obejrzeniu relacji z manify zmieni zdanie w kwestii równości. Ale zmieni je, gdy codziennie będzie bombardowany wiedzą, że świat, który zna, nie jest pełny, nie jest pełnowartościowy. Może ktoś stwierdzić, że nie wierzę w sens protestów organizowanych przez ludzi w przestrzeni publicznej. Ależ wierzę, ale tylko wtedy, gdy chcemy coś zaakcentować, gdy chcemy być zauważeni tu i teraz, podkreślić ważność problemu. A coroczne manify? Jak ktoś chce, niech chodzi. Chwała tym, którzy w nich uczestniczą i wierzą w sens tego, co robią. Ja się skupię na głoszeniu, że jestem połową świata i chcę wszystkiego. tego samego, co ma druga połowa. Tylko tyle i aż tyle.

PS. Przepraszam, że upraszczam, wiem, że płci jest znacznie więcej, ale proszę moją wypowiedź traktować jako metaforę różnicy i wynikającej z niej dyskryminacji – a ósmy marca jest tu pretekstem.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www