zadra-na-www

MATRONATY

Poglądy i wybory
Magdalena Piekara   
01 marca 2014

Sześć lat temu denerwowało mnie pytanie, które co jakiś czas pojawiało się w mediach: macierzyństwo czy kariera? W podtekście – wybór należy do ciebie, kobieto. Albo – albo. Ta paskudna perspektywa pojawiała się tam, gdzie można było dokopać wykształconym kobietom zajmującym prestiżowe stanowiska, bo paniami z Tesco czy Auchana nikt się raczej nie interesował. Ich praca, którą tylko idiota nazwałby karierą, raczej nie skłaniała do refleksji, że tak naprawdę nie chodzi o opozycję, alternatywę, ale o niemożność dokonania wyboru. Jakoś mało osób wpadło wtedy na to, że nie jest istotne, co kobieta wybiera, byleby mogła tego wyboru dokonać. I że trzeba każdy taki wybór szanować, przestać ukazywać świat jako opozycję między karierą a kuchnią, tylko zadać sobie pytanie, czy kobieta w Polsce może takiego wyboru dokonać świadomie, bez wyrzutów sumienia, bez lęku o przyszłość.

wyboryMinęło kilka lat i znów czytam w gazecie: „Z sondażu przeprowadzonego w pierwszej połowie stycznia 2014 roku przez TNS Polska wynika, że 64 proc. Polaków jest za tym, aby kobiety miały pełne prawo do robienia kariery zawodowej, nawet jeśli przez to nieco mniej będą zajmować się rodziną”. Nic się nie zmieniło. Znów jest ostra opozycja, którą łatwo można zauważyć, czytając wpisy internautów pod tekstem. Wszystko postawione na głowie, poczynając od zdania „aby kobiety miały pełne prawo do robienia kariery zawodowej”. Ludzie powinni mieć prawo, żeby żyć tak, jak chcą. Ludzie – czyli mężczyźni, kobiety, starcy, dzieci. Gdy postrzegamy świat przez pryzmat płci, zaraz wylezie w kontekście kobiet obrazeczek niesłychanie prosty, taki który nie zgadza się z rzeczywistością, ale wydaje się „naturalny”: albo robisz karierę, ale masz do tego prawo i przez to gorzej zajmujesz się rodziną (no trudno, ty paskudna), albo jesteś kurą domową, zagrzebaną w kupach i pieluchach (no trudno, ty ograniczona). Czy naprawdę musimy obraz Polki sprowadzać do czegoś tak banalnego? Banalnego i prostackiego, ale jakoś mocno wpisanego w nasze myślenie, które z jednej strony powoduje wyrzuty sumienia u tych pracujących, a z drugiej – kompleksy u tych „pozostających” w domu. A poza tym, dlaczego „pozostawanie” w domu ma być czymś gorszym? Dlaczego mówimy o tych kobietach, że nie pracują? Dlaczego także piętnujemy te, które łączą pracę z obowiązkami domowymi i wytykamy im, że nie spełniają się we właściwych dla swej płci rolach? Dlaczego potępiamy te, które nie mają dzieci i mieć ich nie chcą? Narzucamy im naszą wizję, poczynając od prymitywnych argumentów o emeryturze, a kończąc na emocjonalnej pustce przybliżającej się każdym dniem, aż do całkowitej starczej samotności.

„Zwolennikiem poglądu, że kobiety powinny być przede wszystkim matkami i żonami, jest co trzeci mężczyzna (36 %) i co czwarta kobieta (26 %)”, czytam dalej. Ja z kolei jestem zwolenniczką poglądu, że w każdej rodzinie powinien być pies albo kot. Wtedy jest mniej kłótni, dzieci nie są egoistami, od małego uczą się potrzeb innego. Ale mimo iż jestem zwolenniczką takiego poglądu, nie będę nikogo zmuszać do zakupu zwierzaka. W przypadku kobiet i ich decyzji jest inaczej – cały świat ciągle im mówi, co powinny robić i dlaczego. Kiedy się to zaczyna? W momencie, gdy świat twierdzi, że pora wyjść za mąż. Pora potem urodzić dziecko, potem czas na drugie, bo różnica wieku między potomstwem nie powinna być za duża. Potem dyskusje rodzinne, kiedy iść do pracy, bo dziecina taka maleńka, a z jednej pensji trudno jednak wyżyć. Przed laty się zastanawiałam, co powinnam zrobić, gdybym miała spełniać oczekiwania świata (nie przyznam się, czyje dokładnie): powinnam być doskonałą panią domu, szorującą okna z miłością i entuzjazmem, gotującą doskonałe obiady, piekącą ciasta, zadbaną (żadnej nadwagi, to takie nieeleganckie) – mającą czas na fryzjera i manicure, posiadającą przynajmniej jedno – doskonale ułożone i inteligentne – dziecko, które już od trzeciego roku życia winno chodzić na balet i angielski, ponadto powinnam szybko zrobić karierę naukową i wykładać na uniwersytetach połowy Europy. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, zaczęłam się śmiać i pozostałam z moimi wyborami. Zadowolona i spełniona właśnie dlatego, że mogłam ich dokonać.

Oczywiście, że można być zwolenniczką czy zwolennikiem jakiegoś poglądu. Problem zaczyna się wtedy, gdy chcemy komuś ten nasz pogląd wszczepić, uznać go za obowiązujący, jedyny możliwy do realizacji w życiu społecznym. Wolałabym, żeby wszyscy byli zwolennikami poglądu, że każdy ma prawo żyć jak chce, byleby tylko nie zakłócał spokoju drugiego i jego wolności nie ograniczał.

Na dodatek cała ta dyskusja o roli kobiety krzywdzi też mężczyzn, którzy zostają sprowadzeni do roli penisa i portfela – zapładniają i utrzymują. Albo do roli pantoflarzy, którym się nie udało, bo ich żony czy partnerki robią karierę. A to przecież oni powinni – powinni, bo takie jest życie. Mężczyźni polują, a kobiety oprawiają skórki mamutów. Tak było, jest i będzie. Natury się nie zmieni. Niestety, role płciowe nas uwierają, gniotą, ale wyskoczyć z nich – trudno. Jeśli pomyślimy, z jakimi trudnościami borykają się kobiety, które po urodzeniu i odchowaniu dzieci chciałyby wrócić do pracy, łatwo zauważymy, że wybór kobiety w Polsce jest naprawdę iluzoryczny. Ileż kobiet nie zachodzi w ciążę z obawy przed pogarszającymi się warunkami życia rodziny? Ileż nie może wrócić do pracy, a chce? Ile decyduje się tylko na jedno dziecko, a chciałoby mieć więcej? Miło by było, gdyby wszyscy „zwolennicy poglądów” zaczęli działać, żeby Polki mogły dokonywać wyborów. A nie tylko objawiali, w jaki sposób mają się one realizować. Życie wówczas byłoby znacznie milsze i prostsze. A wybory – wreszcie realne.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www