| Gwałt artystyczny |
| Magdalena Piekara |
| 19 października 2013 |
|
Tyle słychać ostatnio wypowiedzi tak ciekawych, że w zasadzie nic tylko pisać, pisać i pisać. Chociażby o najnowszych błyśnięciach intelektu duchownych (Michalik, Oko), które zarówno mocno zirytowały, jak i rozbawiły. Rozumiem, że niektóre słowa bawić nie powinny, ale jeśli oglądamy kabaret, to czemu nie? Na dodatek występujący komik wydaje się całkowicie nieświadomy wagi wypowiadanych przez siebie słów, co wzmacnia efekt humorystyczny. Rozumiem, że są osoby, które w tym prymitywnym spektaklu niczego śmiesznego nie widzą. Mnie bardziej śmieszy ksiądz Oko niż Michalik, bo ataki na potworną ideologię gender (jabbergendera strzeż się, strzeż), pokazują, że sztuka czytania jest niektórym obca. I to nawet takim całkiem utytułowanym naukowo. Zawsze powtarzam, że teologia jest mocno ezoteryczną nauką i będę się tego trzymać dopóki ktoś mi nie udowodni, że jest inaczej. Zajmę się jednak mało nagłośnionym wydarzeniem, które nazwałabym quasi-artystycznym czy też wątpliwej jakości prowokacją, która ze sztuką niewiele ma wspólnego. Doskonale wiem, że od czasów rewolucji modernistycznej, która objawiła, że dzieło sztuki jest poza dobrem i złem, poza pięknem i brzydotą, uznanie lub nieuznanie czegoś za wypowiedź artystyczną jest wyjątkowo trudne. Jak powiedziałby Przybyszewski: sztuka jest odtworzeniem istotności czyli duszy, a z tym dość trudno dyskutować, ale... W Gdańsku nocą 13 października 2013 roku tuż obok czołgu T-34 (tak, ten sam, w którym czterej pancerni wygrali wojnę), student gdańskiej ASP ustawił rzeźbę własnego autorstwa, którą nazwał „Komm Frau”. Rzeźba, jak widać na zdjęciu, przedstawia żołnierza Armii Czerwonej (gwiazda na hełmie), który gwałci (zamierza zgwałcić) chyba ciężarną kobietę. Do ust wkłada jej lufę pistoletu, ciągnie kobietę za włosy (tu chyba się coś anatomicznie artyście nie udało, a kontakt z rzeczywistością też jakiś niewielki). Student ASP, Jerzy Bohdan Szumczyk, powiedział, że wyrzeźbił to, co dla niego ważne („Zarówno rzeźba, jak i cała akcja są poświęcone prawdzie historycznej oraz losowi kobiet podczas wojny”). Możliwe, ale chyba nie wyszło. Bo ja widzę coś na kształt apoteozy przemocy i gwałtu. Sztuka nie musi być dosłowna, żeby przekazywała treści zrozumiałe, żeby zmuszała do interpretacji, do zastanowienia się. A tu mamy do czynienia z łopatologią stosowaną, łopatologią jak się patrzy. (fot. z archiwum autora) Po pierwsze, piętnowane są gwałty Rosjan, bo ta gwiazda na hełmie żołnierza dobitnie o tym informuje. Och, jakże podli Rosjanie, zwierzęta ze wschodu. Czy artysta pomyślał, że los kobiet podczas wojny zawsze jest taki sam? Nie tylko Rosjanie gwałcili, nie tylko Niemki i Polki były gwałcone. Artysta pozbawił swoje dzieło uniwersalnego wymiaru i nadał mu prostacką wymowę, odnoszącą się bezpośrednio (może nawet do współczesnej) polityki. A jak ta rzeźba ma się do wojny na Bałkanach? Do współczesnych wojen afrykańskich, gdzie także mężczyźni padają ofiarą gwałtu? A jak się to ma do gwałtów na Rosjankach? To moja pierwsza wątpliwość. Dosłowność przedstawienia odebrała imprezie sens. I zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę chodziło o napiętnowanie gwałtu, czy też o to, żeby o młodym artyście stało się głośno. A stało się, bo t wypowiedział się naweambasador Rosji. O to chodziło młodemu rzeźbiarzowi? Na marginesie dodam, że opisujący wydarzenie dziennikarz sugeruje, że wzmocnienie wymowy „dzieła” potęguje styl („wykonana w socrealistycznej estetyce”). Zapraszam pana dziennikarza do muzeum w Kozłówce, niech się trochę poduczy. I nie chodzi o temat, ale o styl właśnie. I w tym miejscu pojawia się moja druga wątpliwość. Mężczyzna przedstawiony jest realistycznie. Emanuje z niego siła, władza. Kobieta zaś jest niesłychanie anonimowa – cała w draperiach sukni, rysy twarzy niewyraźne. Czy nie ma ona w tym przedstawieniu funkcji przedmiotowej? A przecież powinna mieć podmiotową, skoro autorowi chodziło o zwrócenie uwagi na wojenny los kobiet. To żołnierz jest konkretem, kobieta zaś, hmmm... posłużę się obrazowym terminem z powieści „KG 200. Bezimienny oddział Luftwaffe” – ona jest materacem, jak mówił jeden z bohaterów. Ona służy mężczyźnie. Po drugie, zastanówmy się nad funkcją pistoletu w kobiecych ustach. Za mało dosłownie? Mógł się ktoś nie domyślić, że to gwałt? To pokażmy to bardziej prostacko, ukażmy bez żadnej metafory. Co ciekawe, to młody artysta posługuje się kategorią prawdy. Kiedy artysta mówi o prawdzie, mam ochotę wyciągnąć pasek ze spodni i wejść w konflikt z ustawą o przemocy. Dzieło sztuki i prawda? Czyja? Jaka? Przypominam, że dzieło sztuki jest poza etyką i estetyką. Ono jest. Podobnie jak róża jest różą, jest różą, jest różą... Jeśli ktoś używa w opisie czy interpretacji dzieła sztuki słowa „prawda”, to znaczy, że wytworzył to dzieło nie po to, by widz je interpretował, ale po to, by widz się z nim zgodził. Jednoznacznie. Słowo „prawda” użyte przez artystę kompromituje go. Pokazuje manipulację. Kobieta jest ciężarna. Odwołuje się tym samym do stereotypu skalania „naszych” kobiet. Ta jej ciąża ma wzburzyć odbiorcę jeszcze bardziej. Wstrząsnąć nim, że dla zezwierzęconego komunisty nie ma niczego świętego, że zbruka nawet MATKĘ. A zbrukanie nie-matki mniej będzie działało? Ano mniej, bo to tylko jej wstyd (co doskonale wiemy na podstawie rozmów ze zgwałconymi podczas działań wojennych kobietami, które wstydziły się przyznać do tego, co je spotkało, by nie być potępionymi przez współziomków) , zaś atak na matkę jest naszym wspólnym bólem i gniewem. Młody artysta poszedł na łatwiznę. Wierzę w to, a raczej chcę wierzyć. Pewnie przydałyby mu się korepetycje z interpretacji dzieła sztuki. A jeśli nie jest po prostu cienki i niedouczony? Jeśli naprawdę myśli, że tego rodzaju rzeźba służy rozwojowi sztuki i coś może znaczyć w jej historii? Wtedy jest źle. Bardzo źle. Mam niestety dziwne wrażenie, że młody rzeźbiarz ma dalekosiężną wizję, o czym świadczą plany przewiezienia artefaktu do Berlina i ustawienia go pod Bramą Brandenburską. Z drugiej strony, może to nie byłoby takie złe, bo kiedy by już wyszedł z pierdla, mógłby sobie pochodzić po nowoczesnych berlińskich muzeach i zrozumieć, że połączenie słów „dosłowność” i „sztuka” nie powinno iść ze sobą w parze. Głosy internautów dotyczące tego wydarzenia skupiały się na ważności poruszenia tematu istotnego w stosunkach polsko-rosyjskich. Że właśnie takie są historyczne fakty. Faktów się nie neguje, to rzecz pewna, ale fakt stający się dziełem sztuki? A gdzie wizja? Gdzie interpretacja? Gdzie zmuszenie widza do myślenia? Gdzie metafora? Gdzie uniwersalność? Czy odwzorowanie, dość toporne, wręcz niesłychanie prostackie, może być dziełem sztuki? A jeśli wrócić do Przybyszewskiego, to mogę powiedzieć jedynie, że zastanawiam się nad duszą artysty. Bo chociaż „sztuka jest objawieniem duszy we wszystkich jej stanach, śledzi ją na wszystkich drogach, wybiega za nią we wieczność i wszechprzestrzeń, wgłębia się z nią w praiły bytu i sięga w tęczowe szczyty”, to czy gdańską rzeźbę można zmieścić w tym zdaniu? Anonimowa, potraktowana przedmiotowo kobieta, gwałcona przez brutalnego Rosjanina, to fakt czy sztuka? Nie odpowiem na to pytanie, ale zasugeruję, że po tym wydarzeniu to ja na żadną wystawę pana Szumczyka nie pójdę. Bo fakty znam, a poza nimi ten artysta nie ma mi nic do powiedzenia. Po co mam oglądać fakt, który pretenduje do bycia dziełem sztuki? To tak, jakby schabowego przybrać ananasem i mówić, że to schab po hawajsku. Sztuka nie musi uwznioślać, nie musi zmuszać do kontaktu z ideałem, ale musi zmieniać świat. A pan Szumczyk siedzi na stereotypie, podpiera się stereotypem i stereotypem pogania. Ma dobre samopoczucie, ale świata nie zmienia, a jedynie utrwala stereotypy. |









Komentarze
okazuje się również, że gwałtu jako takiego nie można pokazać, tym bardziej na kobiecie w ciąży, bo to wpędza ją w rolę ,,materaca dla mężczyzny''.
właśnie, to może przestańmy w ogóle o tym mówić ? bo przecież nawet gdy mówimy to ten stereotyp utrwalamy.
ocenzurujmy się tak profilaktycznie .
a o czym jest obieranie ziemniaków ? i dlaczego to obieranie trafia na salony, a ta rzeźba nie ?