zadra-na-www

MATRONATY

O przyjdź, prawdziwa kobiecości
Magdalena Piekara   
07 października 2013

Kiedyś czytałam o nadmuchiwaniu żab albo gzów. Bierze się zwierzaka, wsadza mu się rurkę zrobioną z jakiejś łodyżki i się dmucha. Abstrahując od okrucieństwa takiego działania i jego bezmyślności, ostatnio widuję całkiem pokaźne stadko nadmuchanych żab i słyszę odgłosy przez nie wydawane. Nie mam pojęcia, dlaczego. Co jest najbardziej idiotyczne w całej tej historii, to fakt, że żaby nadmuchały się same. Czym sobie zasłużyłam na oglądanie takich nadmuchanych żabsk w pełnej okazałości? Na słuchanie ich rechotu? Żabska wydają z siebie odgłosy pełne powagi i dumy: kum, kobieta, kum, Polska, kum, prawo, kum, natura, kum, prawda. Siedzi taka żaba na liściu i co chwilę sobie kumka, przekonana że ma monopol na wszystkie wielkie słowa. Rechocze zdecydowanie częściej bez sensu, aniżeli z sensem. Tylko czy jest coś w takiej nadmuchanej żabie poza jej rechotem, tak zadowolonym z siebie, tak nadętym, jak ona sama? Od zwykłej żaby nie wymagamy zbyt wiele. Ma być zielona albo brązowa, podskakiwać, wydawać żabie dźwięki, jakże pożądane np. w wiejskim otoczeniu.

A czego wymagać od nadmuchanej żaby? Takiej grubaśnej od zasad, poglądów, przekonań, która napompowana nimi siedzi tuż obok nas? Odzywa się do nas np. w internecie? Oczywiście doskonale wiemy, że istnieją dwie szkoły: otwocka i falenicka. Falenicka zaleca zadawanie pytań, prośby o konkretne odpowiedzi, logiczne trzymanie się tematu, nauczycielskie tłumaczenie rzeczy najprostszych. Do niedawna szkoła otwocka zalecała spokój. Stoicki spokój. Wzruszenie ramionami albo mruknięcie pod nosem: nie mam już sił na te żaby. Ostatnio jednak szkoła otwocka już nie chce być zen. Ostatnio szkoła otwocka marzy o dezodorancie i zapalniczce. Tak, tak, szkoła otwocka wie, że nie można nawet wstrętnych żab traktować w taki sposób, ale pozwólcie jej dziś państwo na mordercze metafory. Dlaczego? Już tłumaczę. Ostatnio „zalajkowałam” na Facebooku feministyczny link zaproponowany przez mojego kolegę. A pod tym linkiem przeczytałam słowa wielkiego żabiego mędrca: „Kobiety kochane są szczęśliwe, kobiety niekochane szukają sposobu, by ktoś je zauważył – i tak ‘rodzą się’ feministki....”.

rzymiankaNo jasne. Urodziłam się i nikt mnie nie zauważał. I tak sobie żyłam, niezauważona przez nikogo (chyba w domyśle chodzi o to, że żaden mężczyzna mnie nie zauważył, bo w sprawie kochających mnie kobiet to się chyba żaba nie wypowiadała), robiło mi się tak smutno i źle, że aż musiałam zostać feministką. No dobra, wiem, że mam niewiele (dokładnie 3 centymetry) ponad półtora metra, ale w końcu Michał Jerzy Wołodyjowski też duży nie był, a feministką nie został. Wyrosłam jakoś nie bardzo, ale żeby zaraz, że jestem niezauważona? Ja przepraszam, ale taka Sławka Walczewska to wysoka dziewczyna jest, a feministka. A może chodzi o to, że feministkami zostają osobowości przezroczyste? Takie osoby, które poznajemy i już po pięciu minutach nie pamiętamy, jak miały na imię? Pozwolę sobie zaprzeczyć, że właśnie taka osoba zostałaby feministką albo feministą. Nota bene, nie chodzi mi tu o kopiowanie argumentacji przekonanej o wartości swego zdania żaby, ale przyznają państwo, że jest ono bardzo zabawne. Tak samo, jak dalszy ciąg kumkania: „Ja uważam, że Kobieta jest cudowna i wcale nie musi udowadniać, że jest równa/lepsza/taka sama itp. Feminizm to ucieczka od kobiecości – zupełnie ślepa uliczka. Oczywiście każdy ma wolną wolę, ale nie każdemu się to musi podobać – mnie osobiście to lekko smuci, lubię Kobiecość w Kobietach. Jestem realistą i niepoprawnym politycznie logikiem – widzę różnicę płci i wiem, że każdy ma swoje możliwości i predyspozycje. Oczywiście piszę o cechach kobiecych i męskich, a nie o Kobietach i mężczyznach – i dlatego bywają zniewieściali faceci i ‘chłopobaby’”.

O rany, rany, ale milusio się zrobiło. Kobieta i Kobiecość pisane zawsze wielką literą, w połączeniu ze wzmacnianymi autorytatywnie zdaniami (przy pomocy form „ja” i „mnie”), że coś jest obowiązujące i powszechnie znane.

Kobiecości prawdziwa, o przyjdź. Natychmiast, bo pragnę cię i pożądam. Jak przyjdziesz, to wreszcie się dowiem czym jesteś, w jakiej postaci mnie nawiedzisz. Uciekam od ciebie, moja kobiecości, bo nie wiem, jakżeś piękna, jakże ważne twe istnienie w kobietach. Niczym zawartość cukru w cukrze w filmie Barei „Poszukiwany, poszukiwana”. Co to jest ta kobiecość? Że niby puella, pulcher, pia, prudens, pecuniosa? A może coś innego? Zadam bardziej porządkujące pytanie: a w której epoce? A w jakim kraju? A dla jakiej grupy wiekowej? O prawdziwe piękno kobiecego ciała Rubens i Rembrandt pobiliby się sztalugami. A jakby dołączył do nich van Dyck oraz Gainsborough, to byłaby jatka w imię obrony piękna kobiecego ciała, w obronie piękna kobiecości. A co by było, gdyby nagle na ring wszedł artysta neolityczny? Co więc jest kobiece? Miała to matka Teresa z Kalkuty, Joanna d’Arc, Dolores Ibarruri, Hildegarda z Bingen? Miały? I kto ma? I co ma?

Ja nie mam, bo od kobiecości uciekam. Jakie to smutne. Widzę to w klimacie jakby postapokaliptycznym, jak uciekam przed jakimś monstrum, w całkowicie pustym świecie, który nie ułatwia zrozumienia tego, że uciekam przed kobiecością. Wyobraźcie to sobie Państwo, jak zapylam w żółtym polarku (bo już jesień przecież) przed ogromną, rozlaną niczym macica, mgławicą kobiecości, która już, już, ma mnie pochłonąć, a ja popiskując bezradnie, chronię się w ślepym zaułku z napisem Feminism Street. Dopadnie mnie, no dopadnie, oddycham z trudnością, przełykam ślinę i... nagle zaczynam się śmiać. Bo cóż innego mogę zrobić. Słuchać kumkania żab, które bredzą o wzorcu kobiecości? Proponuję tenże wzorzec wyrzeźbić z drewna, ulepić z plasteliny albo skonstruować ze zużytych prezerwatyw i zanieść do Sevres pod Paryżem. Wreszcie będę wiedziała, czym – no właśnie, czym, bo przecież nie kim – mam się stać, by dopasować się do tego wzorca. Jeśli kobiecość ma jedną twarz, to jaką? Maryi Dziewicy czy dziwki z obrazów Hogartha? Czy to Molly Bloom, a może Izabela Łęcka?

Ja nie mam pojęcia, żaba – wie. Nadmuchana przekonaniem, że zeżarła wszystkie rozumy. A tymczasem, powiedzmy to brutalnie, przez dupę wlazło jej trochę powietrza do brzucha. To uczucie przepełnienia, a nie wiedza. To tylko powietrze, wystarczy żeby się odbiło i już będzie lepiej. A najlepiej wyjąć z tyłka to źdźbło i zacząć myśleć. Poskakać po łące, zjeść trochę zdrowych owadów, oderwać się od własnych przyzwyczajeń, poskakać jeszcze trochę i tak naprawdę poznać łąkę, na której się mieszka. Poznać inne stworzenia, wśród których się żyje. I jak już bez tego ciężaru słomki z tyłu żaba się porozgląda i trochę pomyśli, zaraz będzie wiedziała, że wzorców kobiecości jest wiele. Może tak będzie.

Dlatego szkoła otwocka ostatnio ma mordercze myśli. Te o dezodorancie i zapalniczce. Bo mi się już nie chce. Naprawdę mi się nie chce tłumaczyć po raz kolejny, że twój fantazmat kobiecości, droga żabo, nie jest moim. Że nie masz pojęcia o feminizmie i bredzisz, jak postać z bajki dla potłuczonych. Z drugiej strony, jak rzekłby nieśmiertelny Tewje z Anatewki, mordercze metafory też niczego nie zmienią, bo co nam po truchełku żaby? Wyrzuty sumienia i żabi męczennik. W związku z tym wróćmy do zasad szkoły falenickiej: tłumaczmy, spokojnie tłumaczmy, starajmy się wytłumaczyć, nawet przez zaciśnięte zęby.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www