zadra-na-www

MATRONATY

Dzieci i lalki
Magdalena Piekara   
18 lipca 2013

Jedenastolatka z Chile, która była gwałcona przez dwa lata przez ojczyma i zaszła w ciążę, stała się doskonałym przykładem w naszej rodzimej dyskusji na temat dopuszczalności przerywania ciąży. Tomasz Terlikowski z emfazą dowodzi, że słowa dziecka w ciąży, które obiecuje ponoć, że swoje dziecko będzie kochać i nosić na rękach jak lalkę, są wspaniałym przykładem i sednem prawdziwego człowieczeństwa oraz kobiecości, które nie są zależne od wieku, ale od sumienia.

Nie mam pojęcia, kto się zajmie tą dziewczynką, kto się nią zaopiekuje, jak dalej będzie żyła, niezależnie od dalszych wydarzeń. Nie wiem nawet, czy urodzi dziecko pochodzące z gwałtu. Jedno natomiast wiem. Terlikowski sprowadza kobiecość do prokreacji, ale nie to w jego wypowiedzi jest najbardziej uderzające i szokujące. Mnie wręcz przeraża zawarta w jego słowach naiwna wiara, że jeżeli coś uznajemy za słuszne, dobre i piękne, to właśnie takim jest. Że dziecko deklaruje chęć wychowania własnego dziecka, a my bez zastrzeżeń przyjmujemy te słowa. Co więcej, apoteozujemy je!

Dzieci często mówią: mamo, tato, kupcie mi pieska. Będę z nim wychodzić na spacer, będę go czesać i karmić, nigdy nie zapomnę o wodzie w miseczce. Ostatecznie dzieciak gra w grę komputerową, wychodzi pograć w piłkę przed blokiem, a psem zajmują się rodzice. I tak może się dziać, bo takie są dzieci. Dlatego są dziećmi. Dlatego nie można słów jedenastolatki o miłości do swego nienarodzonego dziecka traktować serio. Po prostu nie można. Szczególnie, gdy dziewczynka mówi, że będzie swą pociechę nosić na rękach, jak lalkę. No właśnie, lalkę. Dzieci nie powinny rodzić dzieci – powinny mieć lalki. Bez względu na to, jaki kit im ktoś wciśnie. Bo można opowiedzieć jedenastolatce o szczęściu macierzyństwa, o przytulaniu żywej laleczki, o wożeniu jej w wózeczku. Ona sama też może w to wierzyć. Do czasu. Niestety, w rzeczywistości żywa laleczka robi kupę, ząbkuje, nie śpi w nocy, płacze, choruje, trzeba ją karmić, zajmować się nią cały dzień (i noc). A jedenastoletnia dziewczynka nie jest gotowa na podjęcie tak ciężkich obowiązków tak samo, jak nie jest gotowa na odpowiedzialne zajęcie się psem, kotem, a nawet chomikiem. Tak na marginesie, ile Państwo znają opowieści o tragicznych zgonach chomików naszych milusińskich?

Jedenastoletnia matka jest figurą prawdziwego człowieczeństwa, prawdziwej kobiecości. W jej dziecięcej deklaracji, ekscytacji związanej z posiadaniem żywej laleczki, widzi się coś wielkiego. Coś wspaniałego. Ja bym wolała żeby jedenastolatki nie zachodziły w ciążę ze swoimi ojczymami, przy cichej akceptacji własnych mamuś. W całej tej historii z Chile nie widzę ani człowieczeństwa, ani apoteozy prawdziwej kobiecości. Matka rajfurzyła swoją jedenastoletnią córką – ależ to cud kobiecości. To jej dziecku działa się krzywda, a ona niczego nie zrobiła. Możemy się zachwycać postawą dziewczynki w ciąży, ale wtedy zachowujemy się jak egzaltowana dziewiętnastowieczna filantropka. Może zamiast optymizmu i zachwytu, całkowicie naiwnych – wręcz w tym miejscu groteskowych – zobaczyć potworność wydarzenia, że zgwałcone dziecko zachodzi w ciążę? Że wszyscy to dziecko zawiedli: państwo, sąsiedzi, a najbardziej jej rodzina. Ci, którzy mieli dziewczynkę chronić, okazali się oprawcami. Choćby matka dziewczynki – gdzie w jej osobie dostrzec prawdziwą kobiecość? Z kolei ojczym gwałcił powierzone jego opiece dziecko – ależ to prawdziwe człowieczeństwo.

Może mniej wzniosłych słów? Może obejrzeć całą sytuację dokładnie? Z jej paskudnym początkiem, potwornym środkiem i niewiadomym końcem? Kiedy sprawa jedenastolatki w ciąży zejdzie już ze szpalt dzienników, gdzie będzie to człowieczeństwo i kobiecość? Nadal ojczym będzie gwałcił przy zgodzie mamusi i dziewczyna do osiemnastego roku życia urodzi jeszcze piątkę dzieci? To jest człowieczeństwo? Może lepiej najpierw się dowiedzieć, co stanie się z nastolatką, kto zapewni jej godziwe życie, wykształcenie, terapię – a nie napawać się słodkim i nierealnym obrazem dziecka z dzieckiem na rękach? A jeśli nastolatka nie przeżyje ciąży i porodu? Być może śmierć dziewczynki, znacznie bardziej prawdopodobna niż happy end wymyślony przez konserwatywnego publicystę, nie byłaby na tyle interesująca, by pisać o niej z tak wielkim zaangażowaniem, jak o kobiecości czy człowieczeństwie.

Nie chodzi o to, żeby rodzić. Chodzi o to, żeby wychować, żeby wykształcić, żeby mieć nadzieję. Może lepiej nie zachwycać się dziewczynką z Chile, ale zobaczyć coś na naszym podwórku. Osiemnastolatka zabiła dwoje swych dzieci – po porodzie pakowała je w reklamówki i porzucała na bagnach. Oczywiście można powiedzieć, że to patologia. A może to trochę starsza koleżanka dziewczynki z Chile? Która też chciała nosić żywe laleczki na rękach i je przytulać, ale nie wyszło. Bo interesujemy się tylko tym, żeby nie usuwać, żeby nie było holocaustu niewiniątek. A co z żywymi? A co z tymi młodymi dziewczynami, które w szkole poznają katolicką wizję życia społecznego i rodzinnego? Nie potrafią zapobiegać ciąży, nie chodzą do ginekologa. Kto jest winny temu, że nie chcą kochać swych dzieci i nosić je jak lalki? A może chcą? Ale niemowlęta nie są lalkami. Te dziewczynki nic o tym nie wiedzą, w szkole się o tym nie dowiadują. Mówi im się tam tylko o wzniosłości macierzyństwa i o ich NATURALNYCH oraz pozytywnych dla tego stanu uczuciach. Mniej wielkich słów, mniej egzaltacji, a więcej kontaktu z rzeczywistością – tego życzę prawicowym publicystom. Ja widziałam dzieci z odparzeniami na pupach, które nadawały się do interwencji chirurgicznej. Ciekawa jestem, czy prawicowi publicyści widzieli takie małe tyłeczki z otwartymi ranami i czuli ten okropny smród moczu. Widziałam dzieci alkoholiczne, urodzone przez matki-nastolatki, które nie wiedziały, że w ciąży nie można pić i palić. Czy kochały swoje dzieci? Deklarowały, że tak. Tak samo, jak nastolatka z Chile.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www