zadra-na-www

MATRONATY

Sezonie ogórkowy, przyjdź!
Magdalena Piekara   
09 lipca 2013

Chciałabym, żeby nastał sezon ogórkowy. Żebym nie miała Państwu do opowiedzenia niczego smutnego ani wkurzającego. Żeby skąpany w słońcu świat był miły i przyjazny dla wszystkich feministek i feministów, takiż sam dla sympatyków i sympatyczek, a nawet dla naszych zaciekłych wrogów. Gdyby zaiste nastał sezon ogórkowy, to Państwo siedząc pod kasztanem (bukiem, brzozą, osiką – do wyboru), sięgaliby ręką do koszyczka z wonnymi i słodkimi truskawkami oraz mogliby przeczytać:

- o tym, że doktorantka polonistyki UW tańczy na rurze. Okazuje się bowiem, że właśnie taniec na rurze nie odbywa się wyłącznie w zasmrodzonych papierosowym dymem podejrzanych klubach, w których zaślinieni panowie patrzą na prężące się, prawie nagie, dziewczęce ciała. Magda Ciereszko, która pisze doktorat o obsceniczności we współczesnych przekazach medialnych, mówi: „Taniec na rurze interesuje mnie z punktu widzenia feministycznego”. Chodzi jej o zanegowanie dotychczasowego wizerunku tańca na rurze. Dla nowoczesnych kobiet może on być właśnie afirmacją własnego ciała, zmierzeniem się z własnymi słabościami, a docelowo z wytrenowaniem zdrowej, ładnie umięśnionej sylwetki. W wizji Magdy i jej koleżanek nie chodzi o zaspokojenie mężczyzny, ale przełamanie stereotypu i sprawienie przyjemności sobie samej. Trenujące pole dance chcą nawet, żeby wprowadzić ten rodzaj tańca na igrzyska olimpijskie. Tu już nie jestem tak afirmacyjnie nastawiona, ale (z drugiej strony, jak rzekłby Tewje Mleczarz) dlaczego nie? Skoro pływanie synchroniczne jest dyscypliną olimpijską? I to jest, proszę Państwa, miły temat na sezon ogórkowy. Dziewczyna ma pasję, trenuje i pisze doktorat. Czego jeszcze można chcieć?

Napisałam, że chciałabym nastania sezonu ogórkowego. Niestety, dla nas taki sezon chyba nie istnieje. Nie można się położyć na trawie i spodziewać się, że w czasie naszego odpoczynku nie będzie seksistowskich uwag albo czegoś w tym rodzaju. Bo:

- nawet na Wimbledonie komentator radia BBC potrafił „zabłysnąć” indolencją i chamstwem: „Myślicie, że tata [był jej trenerem] powiedział Bartoli, kiedy była mała, że nigdy nie będzie pięknością, nigdy nie będzie wyglądała jak Maria Szarapowa, dlatego musi zwrócić na siebie uwagę walką?”. Jak widać na najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej tenisowy w świecie wpuszczają teraz byle kogo, ale mnie to nie dziwi, bo nie wierzę w dziennikarzy. Ten zawód w ostatnich latach zszedł nie tyle na psy, co wręcz na robactwo. Nie interesują mnie rozgrywki tenisowe, dlatego nie wiem, jak wygląda Marion Bartoli, która wygrała prestiżowy turniej sportowy. I nawet nie chcę wiedzieć, bo ona ma grać, a nie wyglądać. Ponadto, gdyby komentator z BBC czytał „Sceny z życia smoków” Beaty Krupskiej, to wiedziałby, że „każdy wygląda jak potrafi”. Jeśli on wygląda, tak samo jak mówi, to... A tak na marginesie – podejrzewam, że wielbicielki i wielbiciele tego sportu nie włączają telewizorów, ani nie kupują drogich biletów po to, żeby oglądać buzie, łydki, klaty, biusty czy pupy. Najwidoczniej niektórzy dziennikarze – owszem. Komentator BBC powinien posłuchać wypowiedzi z tenisowych zmagań, które prowadzi Bohdan Tomaszewski. Właśnie tak powinno się mówić o tenisie oraz o zawodniczkach i zawodnikach. Wiedza i klasa. Może zaprosimy Bartoli do Polski, żeby odzyskała wiarę w dziennikarzy? Żeby wiedziała, że to nie tylko seksistowskie chamy i buce, ale że zdarzają się też komentatorzy dobrze wychowani, szanujący zawodniczki.

Niestety, mimo że jest lipiec, na plaży słońce praży, armie komarów na Mazurach i wszędzie indziej ostrzą swe kłujki, a opalone Polki i Polacy okładają plecy maślanką, to absolutnie nie można powiedzieć, że atmosfera wakacji jest sielska. Bo:

- Zanosi się na kolejną część spektaklu „Obrońcy życia przeciwko zabijaniu dzieci nienarodzonych”, który znamy aż za dobrze. Tym razem chodzi o wykreślenie z art. 4a w punkcie 1 ustępu 2, który dopuszcza aborcję, jeśli „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Nie wiem, jak Państwo, ale jak ja sobie przypomnę, co działo się ostatnim razem, gdy ustawa trafiła do parlamentu, już teraz zaczyna oblewać mnie zimny pot. A na dodatek Maciej Stasiński z „Wyborczej” opowiedział dziś historię z Chile, gdzie jedenastolatka była gwałcona od dwóch lat przez swego ojczyma. Dziewczynka zaszła w ciążę, a rząd nie zgadza się na przeprowadzenie aborcji. Matka wybiela ojczyma jak może, tłumacząc sądowi, że jej córka sama chciała z nim współżyć. Dzieckiem w ciąży nie interesuje się nikt. Ważny jest płód (zwany także dzieckiem nienarodzonym) i utrwalenie w społeczeństwie przekonania, że rodzina jest święta i nikt się nie powinien wtrącać.

Czy jeśli się czyta w porannej gazecie takie informacje, to można później iść na plażę? Jeść lody? Truskawki? Popijać zimne napoje? Leżąc na kocu, zacząć czytać coś lekkiego, łatwego i przyjemnego? Właśnie dlatego, proszę Państwa, naprawdę chciałabym, wręcz marzę o tym, żeby kiedyś napisać feministyczny felieton zaczynający się od słów: sezon ogórkowy w pełni...

 

Komentarze  

 
#2 Ania1 2013-07-13 11:06
Nie rozumiem, o co Panu się rozchodzi. Ni w ząb.
Cytować
 
 
#1 Jan Sebastian 2013-07-10 22:32
Feminizm? Kiedy dojdziemy do władzy, porządne niewiasty będą noszone w lektykach, nie codziennie ale raz na 2-3 miesiące na pewno. Za nieprzepuszczen ie kobiety przodem np. w drzwiach tramwaju będzie mandat. Godna czci kobiecość zostanie wreszcie doceniona
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www