zadra-na-www

MATRONATY

Bzdurne pytania
Magdalena Piekara   
25 czerwca 2013

W australijskim radio dziennikarka skrytykowała strój pani premier. A dokładniej wielkość jej dekoltu. Że za duży i wyborcy mogą go zinterpretować jako brak szacunku dla parlamentu i nich samych. Wyborczynie zareagowały natychmiast i to całkowicie wbrew intencjom dziennikarki: zaczęły publikować zdjęcia własnych dekoltów w internecie, w tym na poświęconej temu wydarzeniu stronie, w formie protestu przeciwko seksizmowi w życiu publicznym. Szeroki odzew społeczny, jak powiedziała jedna z australijskich działaczek feministycznych, był doskonałym sposobem zakomunikowania dziennikarce, na dodatek w humorystyczny sposób, że jest idiotką.

Polskim dziennikarzom nie wystarczyło omówienie czy opisanie wydarzenia z antypodów. Trzeba było sprawdzić, jak posłowie postrzegają nasze polityczki. Wypowiedź posła Tomasza Górskiego z SP była skandaliczna. Powiedział, że parlamentarzystki nie potrafią ładnie się ubrać, zamiast zasłaniać mankamenty figury, to je eksponują, a na dodatek nie potrafią chodzić („Mam czasem wrażenie, że chód naszych parlamentarzystek, niektórych przynajmniej, jest podobny do chodu Whoopi Goldberg z filmu ‘Duch’”). Uwaga publiczna skupiła się na wypowiedzi posła Górskiego (nie, to nie ten, który mówił o wyginięciu białej rasy i o tym, że kazałby żonie rodzić dziecko pochodzące z gwałtu). Anna Dryjańska zapytała: „Ile arogancji ma w sobie pan poseł, który chodząc w wygodnych butach na płaskich podeszwach poucza kobiety, jak powinny nosić niewygodne szpilki? Czy pan poseł zdobył się kiedyś na to, by ocenić własną atrakcyjność?”. Trudno się z tymi pytaniami nie zgodzić, ale pies jest pogrzebany gdzie indziej. Co nie znaczy, że usprawiedliwiam wypowiedź posła Górskiego, która świadczy: po pierwsze o tym, że podręcznik zasad dobrego wychowania widział jedynie na wystawie księgarni; po drugie, że jako relikt patriarchatu przyznaje sobie prawo do oceniania i wychowywania kobiet; po trzecie, że sam ma doskonałe samopoczucie i uznaje się za wzorzec elegancji i stylu.

Do jakości wypowiedzi naszych rodzimych parlamentarzystów, które dotyczą kobiet, już się przyzwyczaiłyśmy. Oczywiście można, a nawet trzeba piętnować, niech nie myślą, że są całkowicie bezkarni i niech nie wyciągają bzdurnych wniosków, że mówią mądrze i wszyscy się z nimi zgadzają. W tej całej sprawie jednak interesuje mnie coś innego: postawa dziennikarzy, którzy wybierają się do sejmu, by zapytać posłów, jak według nich ubierają się posłanki.

A co posłom do tego? Czy posłanki występują w parlamencie po to, żeby wyglądać? Czy są modelkami prezentującymi kreacje? A może ich zadaniem jest udział w zespołach parlamentarnych, tworzenie i ocenianie ustaw, oraz głosowanie nad nimi? Rozumiem, że sytuacja wymaga, żeby przedstawiciele naszego narodu występowali w czasie obrad w strojach schludnych i odpowiednich dla sytuacji. W związku z tym koronki, tiule czy prowokujące pęknięcia są niedopuszczalne. Tak samo, jak obwarzanki skarpet na łydkach posłów i senatorów. Tak samo, jak marynarki, który można by określić jako wyciągnięte przedwczoraj z psiego pyska. Normą powinny być także umyte włosy i czyste paznokcie.

Nie rozumiem jednak, dlaczego dziennikarze pytają posłów, jak ubierają się posłanki? I dlaczego w ogóle to pytanie zostało postawione? Dopóki jakaś posłanka (lub poseł) nie będzie wyglądać niezgodnie z przyjętymi w naszej strefie kulturowej normami, nikomu nic do ich stroju, a tym bardziej chodu. Poseł Górski ubolewa, że parlamentarzystki nie potrafią chodzić na szpilkach. A muszą? A może lubią, a nie potrafią. Jak widać poseł Górski też lubi się wypowiadać, a nie potrafi.

Dlaczego dziennikarze uważają, że trzeba oceniać ubiór i sposób chodzenia polskich parlamentarzystek? Proszę oceniać stroje Dody, ona to lubi. Ubiera się właśnie po to, by wszyscy o tym mówili i je oceniali. A jeśli dziennikarze chcą oceniać posłanki, to raczej proszę się pytać o ilość i jakość ich interpelacji, o prace w komisjach, o dyżury w biurach poselskich, a nie o to, czy komuś bluzka się ze spódnicy nie wysunęła. Ponadto skoro już kwiat polskiego dziennikarstwa uznał, że stroje są ważne, to pytać wszystkich, jak leci. A nie znów kobiety stawiać pod pręgierzem, że nie potrafią chodzić. One nie mają chodzić, tylko SIEDZIEĆ w ławach poselskich i głosować. Ich chodzenie mnie nie interesuje, tak samo, jak nie powinno obchodzić dziennikarzy. Posłanki i senatorki nie są modelkami. Są urzędniczkami w państwowej służbie. I wyłącznie to można oceniać. Nic więcej.

W zeszłym roku na gali w Metropolian Museum of Art projektant Mark Jakobs wystąpił w koronkowym czarnym szlafroku, pod który założył białe bokserki. Dodatki do tego stroju stanowiły: czarne skarpetki, dość oświeceniowe w kształcie buty z błyszczącymi klamrami oraz skórzana torebka ze złotym zapięciem. Podczas tego samego wydarzenia Anja Rubik wystąpiła w kreacji Anthony'ego Vacarello, której apetyczne pęknięcia ukazywały, że modelka nie ma pod spodem bielizny. To są osoby, których ubiór można oceniać. W dzisiejszym świecie jest dużo okazji do pooglądania pięknych czy szokujących kreacji. Ich prezentacją i oceną zajmują się portale zajmujące się modą i plotkami z wielkiego świata,do wyboru, do koloru. Ale jak widać, duża część polskich dziennikarzy porusza sie na poziomie tabloidów. W tym przypadku zaczęła Superstacja, ale po jakie licho "Wyborcza" kontynuowała te niesmaczne rozważania, zamiast umieścić je w niebycie, tam gdzie jest miejsce głupich tekstów dziennikarskich? Rozumiem, że sezon ogórkowy już się zaczął, ale nie lepiej pisać o potworze z Loch Ness? Albo o yeti?

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www