zadra-na-www

MATRONATY

O panach i władcach piersi
Magdalena Piekara   
20 maja 2013

Sprawa z piersiami Angeliny Jolie zaczęła się w Polsce dawno temu. Na portalach plotkarskich od kilku lat internauci odsądzają aktorkę od czci i wiary za to, że jedna z jej córeczek ubiera się jak chłopiec. Komentatorki i komentatorzy np. Pudelka gromią, że tak wychowana dziewczynka stanie się lesbijką albo osobą transseksualną, bo dziewczynki powinno się ubierać jak dziewczynki, żeby dziewczynkami się czuły. Inaczej nastąpi rewolucja, dies irae czy coś równie wszetecznego. Pisano także, że ta dziewczynka wcale nie chce się tak nosić, że chodzi o skandal, o wydarzenie, o to, żeby prasa pisała, o… event. Takie głosy wydawały mi się manifestacją prowincji, rozumianej jako stan umysłu.

Wydawało mi się także, że działania Angeliny interesują wyłącznie czytelników plotek albo magazynów filmowych. Myliłam się, bo są obecnie fascynujące także dla polskich prawicowych polityków i dziennikarzy. Prof. Wojciech Burszta interpretował tę sytuację jako zagrożenie dla porządku świata, który budują konserwatyści: „Chodzi o to, że mastektomia Jolie wydaje im się zagrożeniem norm większościowych. […] Prawica polska nie znosi celebrytów i ludzi bogatych. Nieraz już to udowadniała w swoich wypowiedziach. Każda, nawet najbardziej szlachetna inicjatywa ludzi bogatych, nie jest dobrze widziana na prawicy. To, co słyszymy, nie pozostawia wątpliwości, że obyczajowy zaścianek, który jest wpisany w myślenie konserwatywne w Polsce, objawił się z całą mocą. Jestem zbulwersowany ich nieuctwem”. To trafna diagnoza, ale niepełna, bo w wypowiedzi profesora nie został podkreślony aspekt, który wydaje mi się najważniejszy. Chodzi o kobiece ciało i kontrolę nad nim. Po raz kolejny chodzi o to samo.

Łukasz Warzecha nazwał operację aktorki fanaberią znudzonej gwiazdki i objawił, że „usuwanie organów, które mogą być jedynie potencjalnym siedliskiem raka, wydaje się cokolwiek dziwaczne”. Senator Piecha wyraził swe poglądy jeszcze ostrzej: „Nikt z powodu np. możliwości zachorowania na siatkówczaka oka, mówiąc bardzo brzydko, nie wydłubuje oka, nie usuwa gałki ocznej”. Potem senator – warto pamiętać, że jest lekarzem ginekologiem – przeprosił i uznał swą wypowiedź za niefortunną. Przyznam się Państwu, że powstrzymuję się naprawdę mocno, żeby nie napisać czegoś obraźliwego o senatorze, naprawdę obraźliwego. A potem przeprosić i uznać wypowiedź za niefortunną. Nie zawiódł nas, jak zawsze, Tomasz Terlikowski: „Usunięcie jajników, które zapowiada obecnie Jolie, będzie skutkowało w całym jej życiu, a wielu z jej skutków nie da się usunąć, a mastektomia także nie jest usunięciem pryszczy, ale operacją, która narusza integralność cielesną człowieka”.

Nie będę Państwu przypominać, że matka Angeliny zmarła na raka w wieku 56 lat, że lekarze obliczyli prawdopodobieństwo wystąpienia tej samej śmiertelnej choroby u aktorki na prawie 90%. Nie będę także pisać o sześciorgu dzieciach Angeliny, dzieciach, z których najstarsze dopiero wkracza w wiek nastoletni, zaś dwa to jeszcze kilkuletnie maluchy potykające się o własne stopy. Chociaż to ma znaczenie i to olbrzymie. Wymienieni przeze mnie panowie nie zabrali nigdy głosu w sprawie operacji plastycznych: podciągania sobie zmarszczek, poprawiania biustów czy pup przez rzeszę amerykańskich i polskich aktorek. Dopiero usunięcie gruczołów piersiowych i potencjalne usunięcie jajników przez Angelinę rozpaliły ich do czerwoności. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, drogi Watsonie: kobiety dla polskich konserwatystów są zredukowane do płodnych łon i mlecznych piersi. Angelina ma szóstkę dzieci. No i co z tego? Mogłaby mieć więcej, ale się tego pozbawiła. Nie była heroiną na miarę świętej Joanny Beretty Molla, która miała włókniaka, ale nie zdecydowała się na aborcję. Osierociła pięcioletniego Pierluigiego, czteroletnią Mariolinę, dwuletnią Laurettę oraz kilkudniową Giannę Emanuelę.

Przyznam się, że szanuję Joannę Berettę Mola. To była jej decyzja, związana z jej światopoglądem. Miała prawo postąpić w sposób, jaki dyktowała jej wiara. Nie rozumiem jej, ale szanuję. Natomiast chciałabym też, żeby konserwatywni polscy „myśliciele” szanowali też decyzję kobiety, która chce żyć dla swoich dzieci. I dlatego usuwa gruczoły piersiowe oraz jajniki. Angelinę nie dość, że szanuję (bo zwróciła uwagę milionów kobiet na problem, który ich dotyczy), to na dodatek rozumiem. Okaleczenie? Jakie okaleczenie? Walka o życie. O zdrowie, o czas ze swoimi dziećmi. Czas nieograniczony przez chemię i operacje. Terlikowski pisze, że ważna jest profilaktyka, a w razie zachorowania – leczenie. To właśnie była profilaktyka. Jak ktoś ma prawie 90% pewności, że dom mu się spali w ciągu kilku najbliższych lat, to inwestuje w lepsze kable czy w piorunochron. Nie da się zainwestować w geny. Jak rak przyjdzie, to będzie operacja, chemia, zmęczenie, przerażenie dzieci, osierocenie ich. Tego właśnie chce uniknąć Angelina. Szkoda, że dla niektórych to takie trudne. Bo oni wiedzą, że to tylko fanaberia gwiazdy, że to event. Bo jaka normalna matka i kobieta dałaby się tak okaleczyć, pozbywając się atrybutów i atutów swej kobiecości. Dla Angeliny ważny jest mózg. Dla prawicowych myślicieli – biust i macica. Założę się o spore pieniądze, że gdyby Brad Pitt usunął sobie jądro, bo miałby 87% pewności, że zachoruje na raka tegoż, to by mu współczuli albo pominęli sprawę milczeniem. Ich tylko irytuje niepomiernie każdy wybór dokonany przez kobietę, wybór, który dotyczy sfery rozrodczości nawet w minimalnym stopniu. W Polsce kontrolują ową sferę albo tak im się wydaje – bo z ich skutecznością nie jest dobrze (aborcje nadal są przeprowadzane, ale oni o tym wiedzieć nie chcą). Są zadowoleni, pewni siebie w tym kontrolowaniu polskich kobiet, że ich pycha uniosła aż za ocean. 

Mam nadzieję, że ci władcy z własnej nominacji nie dowiedzą się o tym, że w Polsce też żyją kobiety po prewencyjnej mastektomii i takimż usunięciu jajników. Jak chociażby pani Ilona, która mówi: „- Żadna z kobiet z mojej rodziny nie dożyła, jak ja, 45 lat”. Jej siostra zmarła mając 37 lat, mama zaś w wieku 39 lat. Niech może pan Terlikowski wytłumaczy tej rodzinie, że istnieje profilaktyka, a potem można się leczyć. Szczególnie w polskich przychodniach i szpitalach.

Jak zawsze polscy mężczyźni o konserwatywnych poglądach wiedzą lepiej co jest dobre i właściwe dla kobiet. Nawet dla Angeliny Jolie. Ja też wiem, co dla nich jest najlepsze. Proszę wziąć wałek z kuchennej szuflady i walnąć się w łepetynę. Przepraszam, moja wypowiedź była dalece niefortunna i pospieszna. No co, senatorze Piecha, uczę się od najlepszych. Staram się, chociaż mam macicę. Dodam, że mam też dupę – w okolice której niektórzy mogą mnie pocałować.

 

Komentarze  

 
#2 Autorka 2013-05-23 08:36
Tak, Karol, masz rację. Raczej chodzi o to, że w Polsce obecnie nie można rozmawiać nie odnosząc się do argumentacji drugiej strony. Od dawna mówię i piszę: nie oddawać języka. Ale to się już dokonało - niestety. Dla mnie chęć życia wystarczy. Moja babcia używała powiedzonka: tłumaczyć, jak krowie na granicy. Chyba czasem trzeba, szczególnie jeśli wiemy, iż naszych argumentów (chęć życia) ktoś nie zrozumie.
Cytować
 
 
#1 Karol 2013-05-22 21:17
Mnie martwi, że w całej tej dyskusji stronie "jak ona może myśleć o usunięciu jajników, nie będzie mogła mieć więcej dzieci" przeciwstawia się strona "ona się poświęca żeby żyć dla swoich dzieci". Niby przeciwstawne opinie, a jednak w obu widać, że kobieta ma być inkubatorem i maszyną do karmienia.
Smutne jest też to, że poparcie decyzji AJ jest wyrażane z listą "usprawiedliwie ń" dla czynu. Jakby sama chęć życia to było za mało.
Kobieta chce żyć. Reszta nie powinna nikogo obchodzić. Nie ważne, czy ma dzieci, ile ich ma, czy jest dobrą, czy niezbyt dobrą matką. Kobieta chce żyć. Kropka.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www