zadra-na-www

MATRONATY

Ustawa czyli młot na kobiety
Magdalena Piekara   
16 maja 2013

Czy widzieli Państwo komiksy, obrazki albo opowiadanka, ukazywane z perspektywy szczęśliwego, bo niewyabortowanego płodu, albo przeciwnie – biednej istotki rozrywanej kleszczami na strzępy, krzyczącej dramatycznie: mamo, cóżeś mi uczyniła. Robią wrażenie, nieprawdaż? Równie mocne, jak statystyki opublikowane przez CBOS: „W ciągu swojego życia ciążę usunęła, z dużym prawdopodobieństwem, nie mniej niż co czwarta, ale też nie więcej niż co trzecia dorosła Polka. W skali całego społeczeństwa daje to od 4,1 mln do 5,8 mln kobiet”. Nie znam się na statystyce, ale tabuizacja tego tematu sprzyja ukrywaniu działań, nawet podczas anonimowego badania można odczuwać społeczną presję i się nie przyznać („Dość rygorystyczne prawo, charakter dyskursu publicznego, a także ogólna delikatność problemu sprawiają, że temat aborcji funkcjonuje w Polsce w sferze tabu”). Nie chodzi o postawę ankieterek i ankieterów, ale o społeczny klimat związany z tematyką aborcji i ciąży – przemianę dotyczącą tego tematu dostrzec można chociażby w używanym języku – dziecko pod sercem czy zabójstwo dziecka nienarodzonego.

Ciekawa jestem, co statystyki opublikowane przez CBOS mówią ludziom zorientowanym pro-life (o, następny sposób wyrażania językowego nacisku: jesteś przeciwko ustawie – jesteś przeciwko życiu). Może opuszczają głowy i mruczą jak koń Boxer z „Folwarku zwierzęcego”: Będę starać się jeszcze bardziej? Może słyszą permanentnie krzyk zarodków i nie mogą spać nocami, albo budzą się zlani zimnym potem? Może obserwują mijane na ulicy kobiety i zastanawiają się, która to zrobiła? Żeby jeszcze bardziej ich zdołować zauważę coś, co dla środowiska feministycznego było jasne od dawna, już w czasach uchwalenia tej nieszczęsnej ustawy:, że „co najmniej jednokrotne przerwanie ciąży częściej deklarują kobiety gorzej wykształcone, niezadowolone ze swej sytuacji materialnej, mające prawicowe poglądy i praktykujące religijnie”. Czyli tak dokładniej, kto? Na przykład kobiety ze wsi, gwałcone przez męża, mające kilkoro dzieci i kiepską pensję. Takie, które już mają dość kolejnej ciąży, nie dają sobie rady z wychowywaniem pociech przybywających w tempie: „co rok, to prorok”. Pewnie się nawet nie spowiadają z tego, bo się boją, że nie dostaną rozgrzeszenia. Nie widzą nadziei, nie słyszą pocieszenia, nie czują pomocnej dłoni.

Co mówią te statystyki? Jak zawsze to samo: ustawa jest fikcją, ustawa jest złem. Proszę mi nie mówić o tysiącach uratowanych dziecinek, bo się zrewanżuję tymi w beczkach, tymi, które wypadły z kocyka, tymi uduszonymi poduszką i tymi wrzuconymi do stawu pod Cieszynem. Mało? Zakaz prawny nic nie daje, tworzy jedynie strefę przestępstw, krzywdy i cierpienia. Wyedukowane kobiety, kobiety z dostępem do środków antykoncepcyjnych, kobiety mające świadomy wybór, kobiety nie żyjące w strachu przed księdzem proboszczem, nie będą robić aborcji. Oczywiście aborcja była, jest i będzie. Możemy jedynie zmniejszać liczbę przeprowadzonych zabiegów przerywania ciąży i dążyć przede wszystkim do tego, by nie było tych nielegalnych, które mogą skończyć się śmiercią kobiety.

Restrykcyjna ustawa antyaborcyjna nie przyniosła niczego dobrego. Ponad cztery miliony kobiet (a pewnie znacznie więcej) zdecydowało się na zabieg. Mimo prawa, mimo społecznego potępienia, mimo wielkich akcji prowadzonych już nawet w szkołach. I co? I nic! Można się oczywiście naiwnie cieszyć, że właśnie to dzięki ustawie kobiety poniżej 35 roku życia decydowały się znacznie rzadziej na przerwanie ciąży: „kobiety poniżej tego wieku decydowały się na aborcję prawie trzykrotnie rzadziej niż kobiety mające 35 lat i więcej (13 proc. wobec 36 proc.)”. Musimy jednak zedrzeć klapki z oczu rozegzaltowanych wizją słodkich rodzących się aniołeczków, przytulanych do pełnych mleka piersi kobiecych i przypomnieć, że statystyka CBOS nie obejmuje tych kobiet, które zataiły przeprowadzony u nich zabieg.

Zwolennicy ustawy cieszą się z tych 13%, ale czy to naprawdę mało? Gdzie procenty tych, które milczą, które się boją, które się nie przyznają nawet przed najbliższymi? Tych, które uzbierały pieniądze i pojechały np. do Niemiec? Ja się nie cieszę z tych 13%, bo to fikcja. I mam pytanie do tych, którzy tak gorliwie i żarliwie działają na rzecz ustawy. Macie czyste sumienie? Czy o tym myślicie? Czy rzeczywiście słyszycie krzyk zarodków?

Wykształcenie, wiedza, a nie społeczne odium i nakaz – wybór, świadomy i związany z możliwościami pomocy, które oferuje rzeczywiście prorodzinnie nastawione państwo. Nie życzenia i wiara, ale fakty. Tak powinno być – a co jest, poza obsesjami konserwatywnych publicystów i polityków? Jakaś refleksja? Jakiś konkret, odpowiedź na pytanie: co dała nam ustawa antyaborcyjna, poza dobrym samopoczuciem polityków, poza wiarą w uratowane istnienia, poza marszami w obronie życia? Co czwarta, a być może co trzecia Polka usunęła ciążę. Może jakiś biskup się wypowie, ale bez straszenia piekłem i mówienia o morderstwie. No dobrze, odwołuję poprzednie zdanie, nie jestem przecież tak naiwna, jak ci „pro-life”.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www