zadra-na-www

MATRONATY

Kobieta mnie bije
Magdalena Piekara   
30 kwietnia 2013

Zachichotałam nieprzystojnie, gdy dowiedziałam się, że Krzysztof Zanussi poskarżył się włoskiej prasie, iż jest prześladowany przez polskie feministki. Reżyser chce nakręcić film o młodym pracowniku korporacji (katoliku), który jest nękany przez swe przełożone. W wywiadzie Zanussi wyjawia szczegóły fabuły: sekują młodego chłopaka w pracy z powodu wyznawanych wartości („pada ofiarą prawdziwego mobbingu ze strony kobiet”). O rany, prawdziwy mobbing, to brzmi poważnie – chyba jestem ignorantką, ale przyznam, że nie bardzo rozumiem, po co ten przymiotnik? Dla wzmocnienia, żeby zaakcentować, że mobbing to poważna sprawa? Dla rozróżnienia, że istnieją dwa typy mobbingu: fałszywy i prawdziwy? A jeśli tak jest, to co oznacza mobbing fałszywy? Co reżyser chciał nam powiedzieć?

Żeby tylko wątpliwości dotyczyły jednego nieszczęsnego słowa. Przyznam, że niewiele z całej tej sprawy rozumiem, bo Polski Instytut Sztuki Filmowej w 2012 roku dofinansował projekt Zanussiego i dał mistrzowi 2 mln 200 tys. złotych. To co tu jest prawdziwe? Kasa, którą Zanussi dostał, czy jego przekonanie, że „w Polsce produkcję filmu zablokowało skrajne skrzydło feminizmu”? Co skrajne skrzydło feminizmu ma do kasy na film? Czy to znaczy, że Instytut Sztuki Filmowej jest sterowany zakulisowo przez wpływowe lobby skrajnofeministyczne? (A Żydówek i cyklistek tam nie ma?) Może dwa miliony to za mało? Nie chcę być złośliwa, ale na film o prześladowaniu młodego katolika przez wstrętne feministki (pewnie jeszcze lesbijki i zwolenniczki aborcji), na film tak „mocno” osadzony w polskiej rzeczywistości, dwa miliony są stanowczo za dużą kwotą. No, ale może się mylę i młodzi katolicy są masowo poniżani w korporacjach przez szefowe-feministki. A może to film fantastyczny?

Nie wiem, czy Państwo pamiętają, ale dwadzieścia lat temu powstał już podobny film, „Disclosure” (w kinach polskich wyświetlany pod tytułem „W sieci”), na podstawie powieści Michaela Crichtona, w reżyserii Barry’ego Levinsona, z grającymi główne role: Demi Moore i Michaelem Douglasem. Dziesięć lat temu podobny temat został poruszony przez indyjską kinematografię w filmie „W sieci miłości”. Widocznie teraz czas na nas, teraz Polska. A raczej polski reżyser musi kręcić we Włoszech, bo w Polsce feministki blokują powstanie tak wielkiego dzieła i dają mu tylko dwa miliony. Widocznie ta kwota to jałmużna, dowód na istnienie tego wstrętnego feministycznego lobby.

Przez wiele lat uważałam Krzysztofa Zanussiego za wyrafinowanego intelektualistę, za delikatnego i wysublimowanego człowieka oraz wrażliwego humanistę. Po raz pierwszy ten twórca zburzył ów obraz, gdy sugerował, że trzynastolatka zgwałcona przez Polańskiego była prostytutką, która pragnęła przez łóżko rozpocząć karierę, otrzeć się o sławę, bądź takową wszelkimi dostępnymi środkami zdobyć. Było mi wtedy przykro, po prostu przykro, że tak można myśleć i mówić. Z kolei słowa Zanussiego o lobby feministycznym w Polsce wydają się pokazywać, że reżyser „odleciał”, stracił kontakt z rzeczywistością. W trakcie Polskiego Festiwalu Filmowego w Londynie twórca „Cwału” powiedział też: „Feminizm, według mnie, jest jak cholesterol – dobry i zły. Chciałbym bronić kobiety przed tym złym. W Polsce feminizm jest spóźniony. Obserwuję losy kobiet, które uwierzyły, że w walce o karierę, w pazerności na władzę, pieniądze, mają być jeszcze gorsze od mężczyzn. Ten feminizm walczy o zrównanie szans nie w prawach, co jest słuszne, ale w bestialstwie. Na szczęście kobiety są na to mniej podatne, ale kobiety biznesu czy władzy czasem mogą budzić grozę”.

Jakież to szczęście, już czuję się bezpiecznie, bo reżyser chce mnie bronić przed tymi bestialskimi kobietami władzy i biznesu. Może głupio zapytam: a gdzie one są? No, nie ma ich – pewnie Zanussi je wytępił. Brawo, mistrzu.

Może już czas, żeby pan Krzysztof poznał jakąś feministkę, porozmawiał z nią, zamiast zatrudniać w filmie Dodę? Notabene ten marketingowy chwyt nie wyszedł mu na dobre. Film „Serce na dłoni” oceniony został dość podobnie przez widzów i krytyków – że słaby, że nielogiczny. W skrócie: gdzie podział się dawny Zanussi, jeden z największych twórców kina moralnego niepokoju? Intelektualiście Zanussiemu pewnie wydaje się, że nowe czasy wymagają nowego języka, nowego spojrzenia na kino. Nie wychodzi mu? Trudno – pozostaje jeszcze stary sposób, czyli wzbudzenie kontrowersji wokół kiepskiego projektu, ukazanie konfliktu interesów w zderzeniu z wartościami. Feministki będą oburzone, prawicowe media się wzruszą, film będzie powstawać w atmosferze skandalu. Tyle, że feministki nie są oburzone, raczej rozbawione.

Czy ten skandal jest potrzebny? Czy takie działania są potrzebne tak wysokiej klasy reżyserowi? Śmiem wątpić, ale czegóż się nie robi dla sławy. Ale czyż czegoś takiego według Zanussiego nie robią wyłącznie zepsute amerykańskie nastolatki?

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www