zadra-na-www

MATRONATY

Mityzacja ciąży
Magdalena Piekara   
17 kwietnia 2013

W latach 2007-2011 przynajmniej kilkanaście razy czytałam w gazetach o narodzinach pijanych noworodków. Z kolei czasy nowsze przyniosły nam informacje o zwłokach chłopca znalezionego w Cieszynie, którego nazwano później Szymonem z Będzina. Obecnie toczy się rozprawa o zabójstwo Magdy z Sosnowca. Całkiem niedawno gazety donosiły o zabójstwie dziecka w Inowrocławiu i o znalezieniu ciał trzech niemowląt w zamrażarce (Lubawa). W Lubawie ojca dzieci prokuratura zwolniła do domu – widocznie do lodówki nie zaglądał, więc jasne, że nic nie wie. Nie chcę być pesymistką, ale w słynnym procesie, w którym chodziło o trupki dzieci trzymane w beczkach po kapuście, tatuś został uniewinniony. Widocznie nie kisił kapusty, toteż nic nie wiedział. Dziwny to kraj, w którym takich tatuśków wymiar sprawiedliwości postrzega jak te małpki, co nie widzą, nie słyszą i nie mówią. Do lodówki owi „ojcowie” nie zaglądają przez kilka miesięcy, do beczek nie wtykają nosa latami, nie wiedzą o ciąży żony, a na dodatek nie wiedzą też o morderstwach. Takie nieświadome niczego i niewinne baranki.

Zaczynam się zastanawiać jednak nad czymś innym: czy oto nie jesteśmy świadkami pewnego przekształcenia świadomości społecznej, którego początek można znaleźć w języku. Mamy do czynienia z „zabijaniem poczętych dzieci”, „uśmiercaniem nienarodzonych dzieci”, „rozwojem dziecka w łonie matki”, „cudem życia”, „dzieckiem nienarodzonym”, „cudem narodzin”, „dzieckiem noszonym pod sercem”, a znacznie częściej pod „serduszkiem”. Kobieta w ciąży już JEST matką. Na jednym z blogów pro-life komentarz o sprawie Agaty, nastolatki w ciąży, która wygrała w Strasburgu brzmiał: „zapłacić odszkodowanie za trudności w zabiciu dziecka”. Trzeba w tym miejscu przypomnieć także historię zmarłej Agaty Lamczak z Piły, która cierpiała na wrzodziejące zapalenie jelita grubego, jednak jej straszliwych cierpień lekarze nie traktowali poważnie i koncentrowali się jedynie na podtrzymaniu jej ciąży. W trakcie kolejnych pobytów w szpitalu nie wykonano nawet endoskopii, bo jeden z lekarzy stwierdził, że „sumienie mu nie pozwala”. Agata po pięciu miesiącach ciężkiej choroby zmarła.

Na blogach pro-life (sam ten termin jest bardzo interesujący, bo zgodnie z nim każdy, kto o ustawie antyaborcyjnej myśli inaczej, już jest „przeciwko życiu”) widzimy zdjęcia rozkosznych, pyzatych i uśmiechniętych dzieciaczków, a czasem też rysunki chroniących je aniołków. Czyżby ciąża nabrała wymiaru mistycznego? No właśnie – ciąża. Tylko i wyłącznie ona. Mamy ustawę antyaborcyjną, która jak wiemy jest fikcją, bo kto ma pieniądze, a chce usunąć ciążę, to sobie poradzi, zaś kto ich nie ma – urodzi i nawet dostanie becikowe. Na stronie becikowe.com czytamy: „Becikowe to znak życzliwości, uśmiech społeczeństwa dla rodzącego się życia, uznanie dla narodzin, a dla wielu, zwłaszcza uboższych, ważny i cenny gest. Ten symboliczny gest ma znaczenie także dla matek zamożnych – świadczy on o uznaniu dla macierzyństwa, dla powstawania nowego życia”. No dobra, mamy nowe życie – super, ale proszę pamiętać, że nie wolno się za bardzo wtrącać, bo rodzina jest święta, trwała i nienaruszalna.

Ciąża jest super. Narodziny są super. Będę sceptyczna i napiszę: zależy dla kogo i z jaką świadomością. Jakiś czas temu oglądałam film dokumentalny „Kiedy w Indiach rodzi się dziewczynka”. W filmie była przedstawiona działalność kobiet prowadzących dom dla podrzutków. Podrzutków właśnie – i to dziewczynek, bo dla biednych rodzin są one znacznym obciążeniem finansowym (chodzi o dawany przy zamążpójściu wysoki posag). Jak wiadomo, w Indiach można zrobić aborcję po badaniu USG, na którym poznaje się płeć. Usuwa się właśnie płody żeńskie, bo syn to radość dla rodziny, a córka – kłopot. A jeśli ktoś aborcji nie zrobi i jest ubogi, to urodzoną dziewczynkę np. ładuje w karton i zostawia pod takim schroniskiem. Porzuca się też je na śmietnikach, nad rzeką, gdziekolwiek, w związku z czym dużo noworodków umiera – dziewczynki nie są w cenie. Wywołuje się też przedwczesne porody, wcześniaki bez opieki lekarskiej mają małą szansę na przeżycie. I o to właśnie chodzi. Pogrzeb rozwiązuje kłopoty. Wstrząsające, prawda? Gdy oglądałam ten film, nagle uświadomiłam sobie, że nie różnimy się od Indii tak bardzo, jak byśmy chcieli. Tak jak wypadałoby krajowi europejskiemu, za który lubimy się uważać. Chodzi o poziom świadomości.

Na internetowych forach, pod artykułami opisującymi ostatnie sprawy morderstw w Inowrocławiu i Lubawie, można znaleźć ciekawe komentarze (pisownia oryginalna): „Nie chce dożywotnio placic podatkow na utrzymanie morderczyn W DODATKU DZIECI !!!!!!!!!!!!!!!! Na stos”, albo „mnoży się to dno społeczne pijaczki i narkomanki a potem zabija”. Pojawiają się też, na szczęście, głosy wyrażające oburzenie namawianiem kobiet do rodzenia dzieci i ignorowaniem ich sytuacji już po urodzeniu.

Dzieciobójstwo jest faktem. Policja będzie znajdować kolejne trupki w zamrażarkach, utopione w przydomowym gnojowisku, na śmietnikach. Posłowie nadal będą debatować o ochronie życia poczętego, może znów pojawi się pomysł o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. A noworodki w beczkach nadal będą. Ktoś może powiedzieć, że są przecież tzw. okna życia. Są – w Polsce jest ich około pięćdziesięciu (np. w Łodzi są aż dwa) i do 2012 roku przyjęły 41 noworodków. Zwolennicy ustawy antyaborcyjnej się cieszą, że ponad czterdzieścioro dzieci zostało uratowanych. Czy to jest przekonujące? Czy to działa? No, w sumie, kto ratuje jedno życie ratuje cały świat. Dla mnie, to jednak za mało. To są wszystko półśrodki.

Chodzi o świadomość, o mentalność. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa. Chodzi o brak potępienia. Po cholerę Katarzyna Waśniewska wychodziła za mąż? Bo była w ciąży. Jasne – wcześniej była głupią nastolatką, a od momentu zapłodnienia stała się matką. I podział komórkowy miał zmienić jej mentalność, charakter, świadomość. O ten właśnie schemat chodzi. Zachodzi dziewczyna w ciążę, dodam że przypadkową całkowicie (bo w szkole nikt nie nauczył, że można ciąży zapobiegać, a w domu się tego nie dowiedziała, bo przecież współżycie nastolatków rodziców nie dotyczy, jest zbyt nieprzyzwoite, żeby kalać ich niewinne duszyczki) i staje się MATKĄ. Natalia S. z Inowrocławia zaszła w ciążę w wieku 18 lat. Wcześniej mieszkała w domu dziecka, a zanim tam się znalazła, rodzice-alkoholicy ją bili. Po osiągnięciu pełnoletności zamieszkała z babcią. Poznała starszego mężczyznę, urodziła dziecko. Pojawiły się awantury, kłótnie z konkubentem. Wyprowadził się. A ona udusiła półtoraroczne dziecko. Straszne? Owszem, ale też niesamowicie smutne. Najstraszniejsze i najsmutniejsze jest to, że tak niedojrzała osoba, z tak dużym życiowym obciążeniem nie otrzymała żadnej pomocy. Mieszkała w norze, kochanek odszedł, została zupełnie sama. Nie było nadziei. Nie było cudownego obrazu macierzyństwa z pyzatym i uśmiechniętym bobasem.

Zabójstwa dzieci nadal będą się zdarzały. Powoduje i powodować je będzie mityzacja ciąży. Nie ma aborcji, ratujemy życie. Serio? Ja wiem, że najlepiej by było, żeby nie było aborcji i żeby nie było zabójstw noworodków. Żeby każde dziecko rodziło się w kochającej i szczęśliwej rodzinie. Niestety, tak nie jest i mało kogo to rusza. Znacznie bardziej medialna jest gadka-szmatka o zabijaniu zarodków przy zabiegu in vitro. A w beczkach nadal smród gnijących noworodków. Nie jestem tak empatyczna, jak minister Gowin, który słyszy „krzyk rozpaczy tych dziesiątków tysięcy zamrożonych embrionów” i mówi: „czuję ich rozpacz”. Ja tylko się zastanawiam, czy tak trudno zdobyć się na empatię w stosunku do dzieci? Czy tak trudno połączyć pewne sprawy? Tak trudno pomyśleć?

 

Komentarze  

 
#2 autorka 2013-04-26 16:27
Nic dodać, nic ująć. Jak można nie zauważyć ciąży u własnej żony? I to kilka razy? Rację miał Janusz Korczak, który zauważał że gdy ktoś chce otworzyć budkę z piwem musi mieć koncesję, zaś do rozmnażania takowa jest niepotrzebna.
Cytować
 
 
#1 Ania 2013-04-25 16:25
Ad. sprawy noworodków w zamrażarce.
Nie wyobrażam sobie małżeństwa, w którym jest pożycie, a mąż nie wie, że żona jest w ciąży. Mąż nie wie, że ciąża jest zaawansowana, że był poród. I tak kilka razy.
Zawsze przy komentowaniu dzieciobójstwa, okazuje się że nie ma ojców. Nic nie wiedzą nic nie słyszeli. A to mało prawdopodobne.

Mój małżonek przy takich sprawach przeważnie rzuca "a gdzie jest ojciec tych dzieci?". Dla niego to oczywiste, że nastąpiła nie tylko czynna zbrodnia, popełniona przez kobietę, ale i bierna zbrodnia, ze strony mężczyzny.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www