zadra-na-www

MATRONATY

Wywiad itd.
Magdalena Piekara   
31 marca 2013

Skąd ta nagła wymiana zdań, poglądów, skąd ten poziom emocji sięgający zenitu? Zaczęło się od wywiadu z Małgorzatą Terlikowską. Wywiad jest, przepraszam Państwa, mierny. Co zresztą zauważa na samym początku Terlikowska, kiedy zapytana o metodę antykoncepcyjną odpowiada drwiąco: „Wielkie dziwowisko. Proszę”. Nie dziwię się jej. Gdyby mnie dziennikarz zapytał o metodę zabezpieczeń, dostałby kapciem. Od tego zaczynać wywiad? Oczywiście wywiad z tezą. Prowadzony z pozycji dobrotliwego antropologa, który zajrzał do indiańskiej chatynki i pyta: „A jakim rodzajem trzciny wypchaliście przodka? A czy jego duszę trzymacie w słoiku?”.

Niby dziennikarz rozmawia z Terlikowską, ale dowiedzieć za wiele się nie chce. Pociąga go sensacja, co widać w pytaniach, które zadaje po informacji, że dzieci Terlikowskich nie czytają Harry’ego Pottera. No i co z tego? Nie wiedziałam, że jest to współcześnie literatura dla dzieci obowiązkowa. I wyznacznik czegokolwiek. Dla mnie wyznacznikiem świadomego wychowywania dzieci jest to, czy rodzice czytają dzieciom i chcą, żeby ich dzieci czytały. A dlaczego Harry Potter, a nie Homer? Albo Kubuś Puchatek? Albo Konopnicka? Co my wszyscy biedni robiliśmy w naszym dzieciństwie, gdy nie było książek o Potterze? No tak, zwisaliśmy głowami w dół na trzepakach.

Sam wywiad jest nudny, bo prowadzony z perspektywy obserwatora życia motylków, a Terlikowska musi niestety grać obserwowanego owada. Dziennikarz patrzy, wyciąga różne ciekawostki z życia rodziny katolickiej, na przykład to, z czego się Terlikowska spowiada. Ta kobieta ma żelazne nerwy, bo ja bym odpowiedziała: nie twój zakichany interes. Na dodatek dziennikarz niby rozmawia z Terlikowską, ale znacznie bardziej interesuje go jej mąż. Ciekawe dlaczego jego nie złapał i nie przepytał, byłoby łatwiej.

Jednak nie sam wywiad jest tu ważny. Bo dopiero po jego opublikowaniu się zaczęło. Nie wiem, czy dobrze opiszę kolejność pojawiających się tekstów, przepraszam, już się chyba pogubiłam. Agnieszka Graff bardzo się ucieszyła z wypowiedzi Terlikowskiej. Powiedziała, że ją „szanujemy i podziwiamy”. W równie ciepłych słowach wypowiedziała się Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Też mówiła o szacunku do rodziny Terlikowskich, ale użyła dość niefortunnego sformułowania „kobiety domowe” – rozumiem wybuch Terlikowskiego, który pisał, że takie mogą być kapcie. Był jeszcze wywiad z Anną Czerwińską, w którym pojawiły się słowa całkowicie zrozumiałe w kontekście odpytywania Terlikowskiej przez dziennikarza szukającego sensacji: „To, co mówi pani Terlikowska o swoim życiu, nie jest znowu w Polsce takie bardzo egzotyczne. Przecież mnóstwo kobiet tak żyje: wychowują dzieci, są tym zmęczone, negocjują z mężem kolejne dziecko, starają się jakoś dorabiać, chociaż w zasadzie nie muszą, często w ogóle nie wychodzą z domu, radzą się księdza... To nie jest "odmienny kulturowo", szokujący obrazek. Przecież już go doskonale znamy – opisała to Danuta Wałęsa”.

Niby nic złego, prawda? Żebyście się Państwo nie zdziwili. Okazuje się, że nawet szacunek i podziw może być różnie odczytany. A za odcinanie się od pokazywania rodzin katolickich w perspektywie egzotyki też można zdrowo oberwać.

Były jeszcze inne głosy – w końcu papier jest cierpliwy. Agnieszka Jucewicz nazwała wywiad z Terlikowską jej aktem odwagi – nie mam pojęcia dlaczego. Agnieszka Kublik z kolei napisała, że jest to „bardzo smutna, bardzo przygnębiająca historia kobiety, która żyje w zgodzie z potrzebami męża”. Potem swoje trzy grosze dodał Wojciech Orliński: „Tak opisuje swoje życie człowiek nieszczęśliwy”. No dobra, niektórzy tuż przed świętami, zamiast okna pucować albo baranki z cukru lepić zajęli się hipotetycznym nieszczęściem Terlikowskiej. A kto za to oberwał? Nie ci, co głupio gadali, to rzecz jasna. No, a kto mógł oberwać? Oczywiście feministki.

Antropolog prof. Wojciech Burszta powiedział o zderzeniu dwóch fundamentalizmów – tego Terlikowskiej i tego feministek. Oczywiście, postawiono kolejną tezę, że wywiad z Terlikowską zbulwersował feministki. Serio? Mnie nie. Trudno, widocznie jestem farbowanym lisem. Na samym końcu dołożył swoje Terlikowski, jak zawsze w niepowtarzalnym stylu, bo w jego wypowiedziach zawsze subtelności tyle, co przy wybuchu granatu, zaś empatii, co w słoiku pikli. Nie wiem, co czytał, pewnie coś innego niż ja. Może do wszystkiego nie dotarłam. W każdym razie zaciekawiło mnie zdanie redaktora „Frondy”: „I choć wszystkie panie robią wszystko, by uderzyć we mnie, to przede wszystkim pokazują głęboką pogardę dla kobiet, które żyją i myślą inaczej niż one”. Te panie to feministki, które krytykują ponoć w niedopuszczalny sposób styl życia Terlikowskiego.

Lepiej było siedzieć cicho, nie mówić o szacunku. Agnieszka Kublik stała się wiodącym głosem polskiego feminizmu (o tempora, o mores), zaś wywiadu z Czerwińską Terlikowski po prostu nie zrozumiał. Nie pierwszy raz to uczynił był, bo jak się czyta jego teksty, ma się wrażenie, że ma po prostu problem z rozumieniem słów innych, zwłaszcza tych, których uznaje za adwersarzy. Ma jednak całkiem spore grono tych, którzy go czytają, i to jest super. Każdemu według potrzeb. Jak Państwo wiedzą, nie jestem kłótliwa.

Mam jednak pytanie: dlaczego oberwały feministki? Feministki, które od lat podkreślają wagę prac wykonywanych przez kobiety? Które prowadzą kampanie uświadamiające w tej sprawie? Feministki, które z atencją podchodzą także do świadomych wyborów kobiet? Jak zawsze dorobiono nam gębę. Powtarzam, bo naiwnie wierzę w sprawczą moc edukacji. Feministki walczą o wybór kobiet – jeżeli jakaś nie chce pracować zawodowo i zająć się wychowywaniem dzieci, to chwała jej za to. Taka sama, jak w przypadku, gdy postąpi inaczej. Chodzi o świadomy wybór. Ten wybór jest dość oczywisty, widoczny w wywiadzie z Terlikowską. Ma własne zdanie – nie chce odmawiać brewiarza, nie jest gotowa na piąte dziecko i to artykułuje.

Gdzie więc mamy do czynienia z feministyczną pogardą? Komuś trzeba było przyłożyć. A jak nie wiadomo, kto ma oberwać, to wiadomo – mówi się o gardzących innymi kobietami feministkach. A niech będzie, że gardzę własną ciotką, która ma dziewięćdziesiąt jeden lat. Pewnie komuś takie słowa są potrzebne, szczególnie przed jakże ważnymi dla katolików świętami.

 

Komentarze  

 
#2 Paulina 2013-04-02 00:56
"Dziennikarz patrzy, wyciąga różne ciekawostki z życia rodziny katolickiej [...]. Ta kobieta ma żelazne nerwy, bo ja bym odpowiedziała: nie twój zakichany interes".

Jeśli jest łączona z formacją umysłową skłonną do nadmiernego wnikania w cudzą intymność, uchylenie się od odpowiedzi byłoby hipokryzją.


To, że p. M.T. wikła się w kwestie dowodzące sprzeczności jej czynów z głoszoną doktryną, to w świetle tej doktryny mniejszy problem, bo zawsze można odpowiedzieć, że każdy jest niedoskonały i grzeszy.
Cytować
 
 
#1 Anna 2013-04-01 13:58
· „(…)nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki”.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www