zadra-na-www

MATRONATY

Piłka nożna
Magdalena Piekara   
26 marca 2013

W Macedonii mężczyźni kochają piłkę nożną. Spotykają się w restauracjach, w których zawsze jest wielki telewizor i nieprzytomny kelner-zombie, którego głównym zadaniem jest oglądanie aktualnie nadawanego meczu i mruczenie do klientów pod nosem: sega, sega (zaraz, zaraz). Wszyscy mężczyźni pracowicie pochłaniają kolejne potrawy, zapijają winem i jest im wszystko jedno, czy aktualnie leci liga angielska, hiszpańska czy włoska. Z pewnością nikt nie ma ochoty oglądać ligi malezyjskiej czy polskiej, mogą Państwo być tego pewni. Kibice kupują książeczki z tabelkami i biegają do bukmacherów, obstawiając kolejne wyniki. Oni po prostu kochają piłkę nożną, o której mogą porozmawiać na bieżąco z kumplami, z kelnerem, z towarzystwem przy sąsiednim stoliku. Emocje niebywałe, czasem wszyscy klienci zamierają na chwilę, ze sztućcami w pół drogi do ust, ze wzniesionymi kieliszkami, by za chwilę wrzasnąć zgodnym chórem: gol! A czasem rąbnąć z wsiąkłością pięścią w stół. Ten spektakl oglądania, przeżywania i przeżuwania ma swoje reguły, swoją dramaturgię, swój wewnętrzny rytm. Na dodatek ich pasja piłkarska często nie jest wyłącznie teoretyczna. Od marca do listopada osiedlowe boiska piłkarskie nigdy nie są puste. Raz latają po nich licealiści, raz nieszczupli czterdziestoletni. Wrzask, jaki przy tym czynią, sytuuje ich między obrońcami wąwozu Termopile a startem kosmicznej rakiety. Nie mam pojęcia, jak wysoko w rankingach znajduje się reprezentacja Macedonii w piłce nożnej, ale nie sądzę, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie. Oni po prostu kochają ten sport. Im lepiej zagrany mecz, tym lepiej.

My też kochamy piłkę nożną, ale na dodatek mamy złudzenia. Tak, będę krytykować i proszę mi nie wyjeżdżać z tekstem, że nie wiem, co znaczy „spalony”. Szczerze powiedziawszy, nie sądzę, żeby nasi piłkarze też to wiedzieli. Nie lubię piłki nożnej, lubię boks, w związku z czym proszę usprawiedliwić moją niewiedzę w sprawie pułapki offside’owej. Natomiast mam kilka postulatów w związku z karygodnym (dodam, że od trzydziestu lat) poziomem naszej reprezentacji, która już za długo gra na prestiżowych imprezach mecze rozpoczęcia, mecze o wszystko i mecze o honor. Na dodatek z pewnością zremisuje z San Marino (sama dałam się ponieść patriotycznej powinności, bo, jak Państwo widzą, przez paluchy nie chce mi przejść to, co łacnie może się wydarzyć), co w zasadzie wystarczy za wszelki komentarz.

Proszę mi wyjaśnić, dlaczego promujemy sport, w którym znajdujemy się w dolnej strefie stanów niskich? Dlaczego nie siatkówka, w której idzie nam nieźle? Dlaczego nie skoki narciarskie albo biegi narciarskie kobiet? Domyślam się, że Justyna Kowalczyk dostanie jakąś premię za wyniki osiągnięte w ostatnim sezonie, ale jej się to należy jak psu buda. Natomiast nie rozumiem, dlaczego te lenie z reprezentacji w piłkę kopaną dostają miesięcznie, z Państwa i moich podatków też, kwotę 3113,86 zł (dane z 2010 roku). Nie interesuje mnie, ile zarabiają w klubach – co ciekawe, obecnie jedynie czterech piłkarzy reprezentacji gra w polskim klubie (Legia Warszawa). Reszta zarabia w klubach angielskich, włoskich, francuskich, rosyjskim, holenderskim, niemieckich i tureckich. W sumie niech pracują, gdzie chcą, to ich sprawa, ale to interesujące, że w polskich klubach nie ma zawodników na miarę kadry. W każdym razie ponad 3000 miesięcznie za pokazywanie gołej dupy na murawie (tak, jestem złośliwa). Wyobraźmy sobie, że tokarz zarabia miesięcznie 3113,86 na łapę, a wszystko co toczy na tokarce, nadaje się do kosza. Jak długo będzie zatrudniony? Czy gdyby wszystkie moje artykuły były odrzucane z publikacji pokonferencyjnych, a wszystkie moje książki recenzowane negatywnie, to mój pracodawca nie chciałby wyciągnąć konsekwencji? Dodam, że zarabiam mniej niż 3113,86 (Państwo też fundują moją wypłatę), ale nie będę czepiać się drobiazgów, bo nie chcę wyjść na pieniaczkę i frustratkę. Proszę Państwa, za 3113,86 co miesiąc, to nawet ja mogę wyjść na boisko Raz na kwartał. Przegram, ale przynajmniej może będzie śmiesznie, a nie żałośnie. To mogę Państwu obiecać. Ponadto, gdybym przegrywała wszystko, to bym sobie pomyślała, że piłka to nie jest jednak mój fach. Dlaczego piłkarze nie zostaną operatorami wózków widłowych? No tak, nie mają czasu – zarabiają pieniądze w zagranicznych klubach. I chyba tam dobrze grają, bo czytałam, że taki Tytoń w Holandii dostał podwyżkę. To znaczy, że potrafi. Tylko w białej koszulce i majtach czerwonych jakoś mu nie idzie. Całej reszcie podobnie. Dlaczego – nie wiem. Na razie tylko ciągle mamy nowych trenerów, a nie sądzę, by w tym miejscu pies był pogrzebany. Nawet Fidiasz z gówna Zeusa nie ulepi.

W zeszłym roku mieliśmy mistrzostwa. Cztery wielkie obiekty zostały wybudowane. Po co? Nie mam pojęcia. Po cholerę było robić te mistrzostwa w Polsce? Też nie wiem. Może trochę kasy spłynęło do hoteli, restauracji, moteli itp. Ale jakieś konkretne korzyści? Poza pojawieniem się w Warszawie koszyczka wielkanocnego, którego bryła nawiązywać miała do bocianiego gniazda, jakże rozkosznie polskiego w wymowie (duchy Chopina i Reymonta uszczęśliwione)? Na stadionach dzieją się rzeczy dantejskie. Jakieś typy potrafią latać po meczach z maczetami i siekierami, albo wyrzucać innych fanów piłki z pociągu. Jak trafimy na rozgrywki lokalne, to najwyżej nam oplują samochód, szczególnie wtedy, gdy kibolom rejestracja się nie spodoba. Bo obsikane koła po meczach to standard. Podobnie jak zarzygane klatki schodowe w pobliżu stadionów. Widocznie emocje były zbyt wielkie. Nie piszę tu o prawdziwych kibicach, którzy nie zachowują się jak neandertalczycy w okresie rui.

Proszę mi więc wytłumaczyć, dlaczego my za ten cyrk płacimy. Dodam, że nie mamy na swoim koncie tak spektakularnych sukcesów, jak np. klub FC Barcelona, który zajął się chorym dzieckiem, zafundował mu hormonalną terapię, a teraz odcina kupony z jego gry (niezorientowanym wyjaśniam, że mowa o Lionelu Messim, hobbicie, który zasuwa z piłką po boisku z taką prędkością, że Einstein by się zdziwił). Reprezentacja piłkarska kraju, to coś więcej, niż niemoralne pobieranie 3113 złotych, to także obowiązki. Rozumiała je reprezentacja rugby RPA, która z kiepskiej zbieraniny przeistoczyła się w lwy boiskowe, zwyciężające w pucharze świata w 1995 roku. A oni naprawdę mieli pod górkę. Zmiany w kraju, na dodatek Mandela poprosił kapitana Pienaara, żeby chłopcy z drużyny przeprowadzali też pokazowe treningi w najuboższych dzielnicach. Bo rugby było sportem białych, a chodziło o to, żeby naród miał cel, żeby naród połączyć. W związku z tym chłopaki grali w slumsach, a następnie rozgromili wszystkich po kolei i stanęli na najwyższym podium. Można? Oczywiście, że można. Tylko trzeba chcieć.

Dlatego zastanawiam się, jak to jest, że w kraju z tak kiepską piłką nożną wybudowało się wielkie stadiony, organizuje mistrzostwa, a na dodatek płaci reprezentacji co miesiąc takie pieniądze, o których spora część Polaków może jedynie pomarzyć? Ponadto, na rozgrywki ligowe zatrudnia się tabuny policji. A koleje muszą naprawiać zniszczony przez entuzjastów piłki tabor. Może przesadzam. Stadiony niestety też trzeba naprawiać, skoro już są. Natomiast reprezentację należy rozwiązać. A za kasę, którą dostają piłkarze, zbudować przedszkole. I zatrudnić dobrego trenera małych piłkarek i piłkarzy. Chłopakom z reprezentacji nic się nie stanie, dla nich te 3000 to jest kasa na waciki (policzcie chłopaków w reprezentacji i towarzyszący im zespół). Doliczmy do tego pieniądze z PZPN, bo nie mam pojęcia, dlaczego ci kolesie tyle zarabiają. Dlaczego się tak czepiam? Bo mamy do czynienia z fałszerstwem. W okolicach reprezentacji i PZPN-u jest niesamowita fura pieniędzy. A efektów brak, od trzydziestu lat. Może zacząć inwestować porównywalne pieniądze np. w skoki narciarskie? Może się skończy to słodkie przekonanie, że kibice wierzą w polskich piłkarzy, że są zawsze z nimi, że wszystko im wybaczą.

Jedno przedszkole z pewnością nic nie zmieni. Owszem, ale przynajmniej ta latająca w barwach narodowych galareta przestanie nas irytować. I wtedy będziemy mogli wszyscy powiedzieć, że Polki i Polacy lubią piłkę nożną – tak, jak moja babcia lubiła reprezentację z czasów Piechniczka, nawet nazwiska znała. Bo dziś to wyłącznie masochizm. A w Polsce już za wiele masochizmu obywateli. Wystarczy.

 

Komentarze  

 
#2 Kasieńka 2013-04-08 23:28
Ja znam grę i jej zasady. Znałam reprezentację Górskiego, Piechniczka i Gmocha. Ale obiema rękami podpisuję się pod artykułem - dość żenady i hucpy.
Cytować
 
 
#1 Katarzyna 2013-03-27 20:08
Świetny artykuł. Nawet moja mama zastanawia się, dlaczego jeszcze kibice chodzą na mecze? Nie lepiej pieniądze na przedstawienie teatralne wydać? "W teatrze przynajmniej widać, że aktorzy naprawdę ciężko pracują!" - powiedziała dosłownie minutę temu, kiedy usłyszała, jak to Polacy pieją z zachwytu, bo jako zawodowcy pokonali amatorów.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www