zadra-na-www

MATRONATY

Z sąsiadką na basenie
Magdalena Piekara   
07 marca 2013

Ostatnio ciągle pisałam o polityce i już mam dość. Wysłuchałam dziś wywiadu z posłem PiS, rozmowy z aktorem Agnieszką Pilaszewską (ciekawe, czy Jadwiga Smosarska też była aktorem, bo uznawała, że aktorka to coś gorszego) i naprawdę mi się nie chce pisać jeszcze raz o tym samym. Opowiem Państwu coś innego i obiecuję, że nie będzie to lanie wody, chociaż akcja będzie zlokalizowana na pływalni.

Chodzę z sąsiadką na basen. Specjalizujemy się w średnich dystansach (2000 m) i chyba tu jest pies pogrzebany. Chodzi o dystans… do siebie. Zacznijmy od nakreślenia scenerii. Dwie panie w wieku, który można by nazwać "późnobalzakowskim", jedna wzrostu siedzącego psa (to ja), a druga osiągająca niebotyczne rozmiary wyrośniętego hobbita (to sąsiadka). Przez prawie rok pływałyśmy na torze z jednym takim miluśkim studentem AWF-u, który startował w półmaratonach. Uwielbiałyśmy go, a on nas. My mu nie przeszkadzałyśmy, a on nas stymulował do ciężkiej pracy. Pokonując kolejne metry mruczałyśmy jak koń Boxer z "Folwarku zwierzęcego": "Będę starał się jeszcze bardziej". Było naprawdę miło, aż do momentu, gdy nasz młodzian zniknął jak sen jaki złoty. Pewnie to jakiś dłuższy maraton. Może kiedyś do nas wróci. Jeśli teraz czyta ten tekst, to niech wie, że tęsknimy wściekle.

W dyskusjach związanych z wyśmiewaniem feministek często pojawia się argument, że kobiety są po prostu słabsze od mężczyzn. Nie lubię się kłócić i przyznaję rację tym, którzy tak mówią, ale także i tym, którzy twierdzą, że jest inaczej. Dlaczego? Nauczył mnie tego basen. Z sąsiadką rozwalamy na torze większość mężczyzn w wieku od lat 26 do 106 (poza studentami i absolwentami AWF-u). Czy sprawia nam to satysfakcję? Od razu się przyznaję, że malutką i owszem. Nie chodzi o samo wyprzedzanie, bo każdy pruje na torze tak, jak potrafi, ale o zwycięstwo nad tymi, którzy się stawiają. Sąsiadka usłyszała kiedyś "nie będzie mnie, kurwa, pizda wyprzedzać". Oczywiście, że ktoś może uznać to za chamstwo. Tak, było to chamstwo, ale była to również falliczna duma. Nie męska duma, ale właśnie falliczna, taka która wywodzi się z przekonania, że kobieta nie może być lepsza w sporcie od mężczyzny. Faktem jest, że na koniec tego zajścia pan, o którym mowa, przeprosił i podziękował za szkołę niezłego pływania. Proszę zwrócić uwagę na zacytowane zdanie. Najpewniej pan ów nie wściekałby się jak głodny borsuk, gdyby wyprzedził go inny mężczyzna. Natomiast wyprzedzająca "pizda" powoduje wzrost testosteronu, agresji i niebotycznego zdumienia, że naruszony został "naturalny" porządek. Innym razem pewien pan stwierdził z przekąsem: pani to chyba za szybko pływa. A co miała robić, jak on się guzdrał niby żółw o jednej nodze? Miała z godnością płynąćc za nim, żeby się czasem nie skonfundował był? Żeby nie urazić? A ponadto, kto na basenie sportowym wyznacza tempo? Od tamtego dnia wiemy z sąsiadką, że z pewnością nie my. Tylko ów pan żółwiowy, przekonany o własnym potencjale (może takim wewnętrznym, bo w pływaniu się nie ujawnił). Pewnie, gdybyśmy z sąsiadką wyglądały jak NRD-owskie pływaczki, też by nam nasze osiągi wybaczono. Ale dwie pańcie? Na dodatek stare jak żona Matuzalema, na wymienienie imienia której nikt w Starym Testamencie nie wpadł.

W pracy – gdzie wszyscy wiedzą o moim hobby wodnym – słyszę czasem żarty o tych NRD-owskich pływaczkach. Najpierw, przyznam się bez bicia, mnie śmieszyły – szczególnie, gdy wyobrażałam sobie, jak mi się marynarki przestaną dopinać od tych pleców jak szafa gdańska. Ale po jakimś czasie zaczęłam się zastanawiać, skąd się te żarty biorą. Jestem wykładowczynią akademicką, filolożką, moi koledzy nie mają postur krzepkich drwali. To delikatni poeci, eteryczni miłośnicy Prousta, subtelni marzyciele. Nic w tym złego. Naprawdę nic. Kochane chłopaki. Nie każdy musi mieć sześciopak na brzusiu, nie każdy musi mieć muskuły a la Arnold.

Natomiast te kochane chłopaki też zapragnęły zrobić coś dla swego wątłego ciałka. Założyli drużynę piłkarską. Nie, nie nożną. A potem wywalili wielki plakat, na którym napisali, że kolegów zapraszają do gry, zaś koleżanki do kibicowania. Ja mam być pomponiarą? Ja? Postrach torów basenowych od Kłobucka do Pucka – pomponiarą? Zaczęłam drążyć temat. Plakat wymyślił jeden taki, który nigdy nie był tytanem intelektu. Drugi, gdy mu wierciłam dziurę w brzuchu o ten seksizm, odrzekł, że to nic złego. I dlaczego nie mogłabym kibicować? Zripostowałam, że wolałabym grać, ale skoro mnie nie chcą, to niech się bawią w tej piaskownicy sami. Trzeci, gdy przedstawiłam mu swoje racje, powiedział, żebym nie była taka serio. Czwarty i piąty byli oburzeni plakatem, o którym nic nie wiedzieli. Szósty i siódmy po cichu i ze wstydem plakat zerwali. Ósmy powiedział, że odchodzi z takiego szowinistycznego grajdołka.

I nadal zastanawiam się, czy gdybym została czirliderką, to skończyłyby się dowcipy na temat moich ramion i pleców? Podejrzewam, że tak. Dodam, że wymienieni czwarty, piąty, szósty, siódmy i ósmy kolega, nigdy krotochwil na temat moich przypakowanych pleców nie robili. Pod jednym z ostatnich moich tekstów pojawił się komentarz, że chamstwo nie świadczy o tym, iż istnieje coś, co można roboczo nazwać "kulturą falliczną". Myślę, że mężczyźni powinni pewne rzeczy przeżyć na własnej skórze. Przeżyć tak, jak ja. Przeżyć tak, jak każda kobieta, która często widzi, że nie chodzi o chamstwo, tylko właśnie o płeć. No a teraz koniec pisania, bo czas na pływanie.

 

Komentarze  

 
#2 Autorka 2013-03-08 17:37
O, droga pani Anno. Głodny borsuk to poważna sprawa :)
Cytować
 
 
#1 Anna 2013-03-08 14:28
Lubię Pani porównania:)(wś ciekałby się jak głodny borsuk:)

W wieku dorosłym, uczę się pływać i podziwiam osoby, które płyną 20 długości basenu pod rząd, nie gubią rytmu i nie wypluwają płuc.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www