zadra-na-www

MATRONATY

Wygrane referendum
Anna Kohli   
14 lutego 2014

9 lutego Szwajcarzy i Szwajcarki wzięli udział w dwóch referendach. Jedno dotyczyło ograniczenia napływu cudzoziemców do Szwajcarii, a w drugim społeczeństwo miało zadecydować, czy aborcje nadal mają być finansowane z kasy chorych – czy też opłacane przez kobiety z własnej kieszeni. W związku z tym, że pierwsza inicjatywa partii konserwatywnych niestety przeszła i wywołała falę krytyki i oburzenia w Europie – pies z kulawą nogą nie zainteresował się tym, że na szczęście w sprawie aborcji wszystko zostaje po staremu. A więc aborcja na życzenie kobiety do 12 tygodnia ciąży (Fristenlösung) będzie nadal opłacana z kasy chorych. Okolo 70% głosujących opowiedziało się za tym, aby nadal solidarnie współfinansować aborcję.

referendumAutorką inicjatywy „Finansowanie aborcji to sprawa prywatna“ jest Szwajcarska Partia Ludowa, którą popierają partie konserwatywne i chrześcijańskie. Niektórzy podejrzewają nawet, że kampania była współfinansowana przez książęcą rodzinę z Liechtensteinu, w którym aborcja jest zabroniona.

W 2002 roku w Szwajcarii zostało wprowadzone przez ogólnokrajowe referendum przy 72% poparciu głosujących tzw. Fristenregelung, czyli możliwość przerywania ciąży do 12 tygodnia ciąży. Wtedy również głosujący poparli finansowanie zabiegu przez kasy chorych. Za zachowaniem dotychczasowej ustawy jest rząd szwajcarski oraz partie lewicowe i centrowe. Koszt aborcji to tylko 0,03% ogólnych wydatków kasy chorych, co oznacza sumę mniej więcej ośmiu milionów franków szajcarskich rocznie, a więc w przeliczeniu 3 franki na obywatela/ obywatelkę.

Dzięki ogólnej dostępności antykoncepcji i seksualnemu uświadomieniu liczba aborcji w Szwajcarii jest najniższa w Europie. Na 1000 kobiet w wieku 15-44 lat wykonuje się przeciętnie 6,9 zabiegów rocznie. (dane z 2012 roku, za „Tages-Anzeiger“ z 29.1.2014). W Niemczech – 7,3. We Francji, Włoszech, Anglii, Hiszpanii i Danii ta liczba jest wyższa, najwyższa jest w Szwecji i wynosi 20,9. Również ilość zabiegów u nastolatek spada z roku na rok. W 2005 roku 6 na 1000, w 2013 – 4,5. Niemal połowa przerywających ciążę w Szwajcarii to imigrantki.

Ponieważ argument finansowy jest wątły, przeciwnicy aborcji sięgają po inne argumenty, na przykład wolności sumienia: nikt nie powinien być zmuszany do współfinansowania zabiegów niezgodnych z jego/ jej zasadami moralnymi. Dziennikarka lewicowej gazety „Wochenzeitung“ uważa tę argumentację za błędną, bo gdybyśmy wszyscy podobnie rozumowali, to powinniśmy właściwie przestać płacić podatki. Oprócz tego powinniśmy chorym na przypadłości wynikające z niezdrowego trybu życia albo ofiarom ekstremalnych sportów również kazać płacić za leczenie z własnej kieszeni. Równie nieprawdziwe jest przekonywanie Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), autorki inicjatywy, że jeżeli kobiety będą zmuszone do płacenia za zabieg z własnej kieszeni, to aborcji będzie mniej. Jak bardzo ta teza jest fałszywa, widać na przykładzie Austrii. Oficjalnie wykonuje się tam 12 zabiegów na 1000 kobiet rocznie, ale te dane są grubo zaniżone, bo kasa chorych nie pokrywa tam kosztów, a lekarze nie mają obowiązku meldowania aborcji. Ogólnie przypuszcza się, że liczba aborcji w Austrii jest trzykrotnie większa niż w Szwajcarii czy w Niemczech.

Dyrektor wiedeńskiej kliniki Gynmed, Christian Fiala, twierdzi, że indoktrynacja katolicka ponosi winę za dużą ilość przerywanych ciąż, nie ma ogólnokrajowej kampanii o zapobieganiu, brakuje edukacji seksualnej w szkołach, odpowiednich podręczników oraz odpowiednio przeszkolonych nauczycieli. Fiala otworzył w Wiedniu jedyne na świecie „Muzeum Antykoncepcji i Aborcji“. (Museum for Contraception and Abortion http://en.muvs.org/?r=1). Zdarza się niestety, że nauczycielki, które przyprowadzają młodzież do Muzeum, są wyrzucane z pracy w szkole.

Jakie mogły być konsekwencje obciążenia kobiet kosztami zabiegu, pokazuje skandal, który wstrząsnął austriacką opinią publiczną w lecie minionego roku. 75-letnia rumuńska ginekolożka reklamowała przez internet swoje usługi za dumpingową cenę 300 euro (zazwyczaj zabieg kosztuje od 450 do 800 euro). Zabiegi były przeprowadzane na macie, na stole, pacjentki wyły z bólu, bo dostawały zbyt niską dawkę środków przeciwbólowych, parę z nich znalazło się w klinikach z uszkodzoną macicą i innymi powikłaniami. Klientkami owej ginekolożki były przeważnie imigrantki i prostytutki. („Neue Zuercher Zeitung“, 17.8.2013) Podobne tragedie mogły się wydarzyć również w Szwajcarii, gdyby inicjatywa „Finansowanie aborcji to sprawa prywatna“ przeszła w referendum. Ich ofiarami byłyby najbiedniejsze i najbardziej bezbronne kobiety.

Szwajcarzy i Szwajcarki zdają sobie z tego doskonale sprawę. Już próbne głosowania wykazywały, że zdecydowana większość zagłosuje za zachowaniem status quo. Prolajferzy nie mają w tym kraju zbyt wielkiego pola do popisu. Mało ludzi daje się nabrać na ckliwe historie o szczęśliwych dzieciach „uratowanych od zagłady“ i lekkomyślnych egoistkach, które wolą iść na aborcję niż łykać pigułki. Zdrowy rozsądek podpowiada im, że czasem właśnie wybór zabiegu może być mądrą i społecznie słuszniejszą opcją, a decyzja urodzenia – bezmyślnością. Na argument, że kasa chorych nie powinna płacić za aborcje, bo ciąża nie jest chorobą, szwajcarska feministka Anne Marie Ray, odpowiedziała jasno w telewizji szwajcarskiej: „Niechciana ciąża jest stanem prowadzącym do choroby“ (krankmachender Zustand). Dzięki zaangażowaniu Anne Marie Ray 12 lat temu Szwajcarzy przyjęli rozwiązanie, które do tej pory świetnie sprawdza się w praktyce.

Moja koleżanka westchnęła głęboko podczas niedawnej rozmowy: „Niesamowite, że ciągle trzeba bronić już dawno wywalczonych, rozsądnych decyzji. Ta walka nie ma końca“. Rzeczywiście. Nie mogę jej pocieszyć: końca nie będzie.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www