zadra-na-www

MATRONATY

Konwencja Stambulska - to trzeba wiedzieć
Małgorzata Tarasiewicz   
04 lutego 2014

Uwaga, pojawiło się właśnie nowe zagrożenie dla polskiej rodziny. Pod niewinną nazwą – Konwencja Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (zwanej również od miejsca jej przyjęcia Konwencją Stambulską) – kryje się antyprzemocowy instrument prawa międzynarodowego. Prezydium Episkopatu określiło go „niebezpieczną ingerencją w system wychowawczy i wyznawane przez miliony rodziców w Polsce wartości”.

Mimo, że już rok temu Federacja Ruchów Obrony Życia zwróciła uwagę premiera na to, że według niej nie należy podpisywać tej Konwencji, bo „obowiązujące rozwiązania prawne w zakresie przemocy wobec kobiet są już więcej niż wystarczające”, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocniczka rządu do spraw równego traktowania, w grudniu 2012 roku dokument podpisała. Doprowadziła tym samym do sytuacji, w której polskie ustawodawstwo zostało dostosowane do wymogów Konwencji – na przykład gwałt jest ścigany z urzędu, a nie na wniosek ofiary. Pojawiła się też możliwość, że polski parlament i prezydent, nie oglądając się na przestrogi „obrońców rodziny”, Konwencję ratyfikują. Kilka dni temu okazało się, że konkretny projekt legislacyjny umożliwiający ratyfikację zostanie przedstawiony Radzie Ministrów do końca lutego 2014 roku.

przemocPoczątków prac nad Konwencją Stambulską można upatrywać w Szczycie Szefów Państw i Rządów 46 państw członkowskich Rady Europy, który odbył się 16 -17 maja 2005 roku w Warszawie. Przyjęto na nim deklarację, w której zwrócono uwagę na potrzebę przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. W celu przygotowania odpowiedniej konwencji powołano Komitet, który przygotował projekt Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Konwencja została przyjęta przez Komitet Ministrów Rady Europy w Istambule w maju 2011 roku – stąd jej skrótowa nazwa: Konwencja Stambułska.

Polska była 26 państwem, które Konwencję podpisało. Aby Konwencja weszła w życie, musi być ratyfikowana przez przynajmniej 10 państw, w tym 8 państw członkowskich Rady Europy. Dokument został ratyfikowany przez 8 państw: Albanię, Austrię, Bośnię i Herzegowinę, Czarnogórę, Portugalię, Serbię, Turcję i Włochy. Byłoby wspaniale, gdyby Polska stała się jednym z 10 krajów, dzięki którym Konwencja wejdzie w życie.

Jakie obowiązki nakłada na państwa-strony ten dokument? Zapewnienie oficjalnej infolinii, działającej 24 godziny na dobę, dla ofiar przemocy oraz portalu z informacjami, a także odpowiedniej liczby schronisk i ośrodków wsparcia; przygotowanie procedur przesłuchań policyjnych chroniących przed wtórną wiktymizacją; monitorowanie, zbieranie danych na temat przestępstw z uwzględnieniem płci; prowadzenie akcji informacyjnych i szkoleń także dla chłopców i mężczyzn. Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej jest pierwszym aktem prawnym na szczeblu europejskim, który całościowo traktuje sprawę przeciwdziałania i zwalczania przemocy wobec kobiet, a także przemocy domowej.

Skąd więc obawy o zagrożenie dla tradycyjnych wartości? Otóż Konwencja zwraca uwagę, że przemoc ma płeć (gender), wychodząc z założenia, że istnieje związek między przemocą z nierównym traktowaniem kobiet i mężczyzn, a walka z dyskryminacją i stereotypami sprawia, że przeciwdziałanie przemocy staje się bardziej skuteczne. Ofiarami przemocy są najczęściej kobiety. W Unii Europejskiej 45% kobiet deklaruje, że co najmniej raz padło ofiarą przemocy ze względu na płeć; a 40-45% kobiet doświadczyło molestowania seksualnego w pracy. Według oficjalnych szacunków w Europie w wyniku przemocy ze względu na płeć codziennie umiera 7 kobiet. Większości aktów przemocy wobec kobiet dokonują mężczyźni z bezpośredniego otoczenia ofiar, głównie partnerzy lub byli partnerzy.

Duży niepokój przeciwników Konwencji wydaje się budzić jej założenie (wyrażone w Preambule), że „przemoc wobec kobiet jest manifestacją nierównego stosunku sił między kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, który doprowadził do dominacji mężczyzn i dyskryminacji kobiet, a także uniemożliwił pełną poprawę sytuacji kobiet”, że „strukturalny charakter przemocy jest uwarunkowany płcią” oraz że „przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są spychane na podległą wobec mężczyzn pozycję, a dzieci są ofiarami przemocy domowej, również jako świadkowie przemocy w rodzinie.”

W Preambule Konwencji i w raporcie wyjaśniającym podkreśla się związek pomiędzy osiąganiem równości płci a eliminacją przemocy wobec kobiet zarówno w prawie jak i w praktyce. Równość płci zmniejsza zagrożenie przemocą, dlatego też zapobieganie przemocy wiąże się z promowaniem równości płci rozumianej jako równość szans kobiet i mężczyzn, solidarne i sprawiedliwe dzielenie się prawami i obowiązkami, zarówno w życiu rodzinnym, jak i zawodowym.

Zapobieganie przemocy wobec kobiet to także podejmowanie niezbędnych działań na rzecz zmiany społecznych i kulturowych wzorców zachowań kobiet i mężczyzn, tak by wykorzenić uprzedzenia, zwyczaje, tradycje i inne praktyki oparte na przekonaniu o niższości kobiet lub na stereotypowym postrzeganiu ról społecznych kobiet i mężczyzn, które sprzyja przemocy.

Kiedy rok temu rząd polski zadecydował, że podpisze Konwencję, biskupi wyrazili zdziwienie, że nie poprzedzała tego działania debata publiczna nad dokumentem. Powiedzmy jasno: chodziło o debatę nad genderowymi uwarunkowaniami przemocy. Można przypuszczać, że to właśnie Konwencja, która jako instrument prawa międzynarodowego nada szczególną rangę problemowi powiazania przemocy seksualnej i przemocy domowej z ugruntowanymi w kulturze i tradycji rolami kobiet i mężczyzn, jest przyczyną nagonki na gender, która przetacza się właśnie przez Polskę i inne kraje europejskie.

Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w swoim oświadczeniu z 9 lipca 2012 roku napisało: „Konwencja, choć poświęcona jest istotnemu problemowi przemocy wobec kobiet, zbudowana jest na ideologicznych i niezgodnych z prawdą założeniach, których w żaden sposób nie można zaakceptować. Wskazuje ona, że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura. (…) Wprowadza definicję płci jako „społecznie skonstruowane role, zachowania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn”, przy czym całkowicie pomija naturalne, biologiczne różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną i zakłada, że płeć można wybierać”. Co na to odpowiedzieć? Odsyłam tu do tekstu Joanny Bator "Gender biskupa Michalika", która pisze, że „nawet w ramach poststrukturalistycznego konstruktywizmu spod znaku Judith Butler (…) nie uważa się, że gender jest kostiumem, który można zmieniać w zależności od kaprysu”. (Gazeta Wyborcza, 14-15 grudnia 2013).

Ponadto Artykuł 3 Konwencji podaje definicję gender jako „płci społeczno-kulturowej”, która oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, uznawane przez dane społeczeństwo za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn.

Chwilami wydaje mi się, że problem nie polega na niezrozumieniu intencji autorów Konwencji, lecz na wzbudzeniu irracjonalnego lęku wśród osób, które nie znajdą czasu lub chęci, żeby zagłębić się w rzeczywiste intencje tego dokumentu. W ten sposób Konwencja stanie się powszechnie znana jako jedno z narzędzi „niszczenia rodziny”, który Rada Europy „podstępnie” podsuwa do ratyfikacji. Tak opisała tę sytuację europosłanka Lidia Geringer de Oedenberg: „Gdy w prawie międzynarodowym określono, że przemoc wobec kobiet i przemoc domowa nie może być uważana za sprawę prywatną i państwa mają obowiązek zapobiegania przemocy, ochrony ofiar i karania sprawców i Polska mogła złożyć podpis pod tym dokumentem, który to gwarantował, ówczesny Minister Sprawiedliwości, Jarosław Gowin, uznał ten dokument za szkodliwy i sprzeczny z polską Konstytucją: „Jestem ministrem sprawiedliwości, ślubowałem wierność Konstytucji. A Konstytucja RP jasno stwierdza w art. 18, że macierzyństwo i małżeństwo, definiowane, jako związek kobiety i mężczyzny, są wartościami szczególnie chronionymi”. Dlatego, jak tłumaczył „Polska nie może się zgodzić na zapisy proponowane przez organizacje gejowskie i feministyczne (czyli Radę Europy?)”. Konwencja Stambułska wytyka wszelkie “powody, dla których współczesne kobiety są ciągle narażone na przemoc i punktuje wzorce kulturowe, które pozwalają na dyskryminację kobiet. Stereotyp kobiety „której wątroba gnije, jeśli się jej nie bije” nie jest jednak, jak się wydaje, wszystkim niemiły. W styczniu 2013 roku minister Jarosław Gowin prorokował, że Konwencja trafi do Sejmu dopiero w następnej kadencji, „bo wymaga głębokich zmian w polskim prawie. Poza tym - powiedział minister – „mamy wiele innych ważnych i pilnych problemów do rozstrzygnięcia, przede wszystkim gospodarczych”. Ja zwykle, wiele „ważnych problemów” jest na pewno pilniejszych niż sprawa skutecznego ścigania sprawców przemocy czy ochrony osób doświadczających przemocy.

Czas jednak nagli i należy jak najszybciej doprowadzić do tego, żeby osoby doświadczające przemocy domowej czy seksualnej otrzymały odpowiednie wsparcie. Jednym z najstraszniejszych przejawów przemocy motywowanej genderem są gwałty. Badania na poziomie europejskim wskazują, że tylko 2-10% gwałtów zostaje zgłoszonych organom ścigania. Ogromna większość przestępstw seksualnych przeciwko kobietom pozostaje nieujawniona, a przemoc seksualna – niedoszacowana. Uwarunkowania genderowe, które wpływają na przemoc wobec kobiet, w tym na gwałty, to m.in. oczekiwania kulturowe co do wypełniania określonych ról społecznych, niższy społeczno-ekonomiczny status kobiet w społeczeństwie, patriarchalne postawy i zwyczajowe praktyki mające na celu kontrolowanie kobiecej seksualności. Tymczasem Konwencja Stambulska jest konkretnym narzędziem, które może posłużyć do zmniejszenia zjawiska przemocy mężczyzn wobec kobiet, w tym gwałtu.

Jej punktem wyjścia jest założenie, że przemoc wobec kobiet jest uwarunkowana kulturowo i jest formą przemocy uwarunkowanej genderowo (gender-based violence), którą popełnia się wobec kobiet, ponieważ są kobietami. Z tego właśnie powodu stała się centralnym obiektem ataku tych, którym podrzędna rola kobiety wcale nie przeszkadza. Konwencja nie pozostawia wątpliwości: nie może być prawdziwej równości między kobietami i mężczyznami, dpóki kobiety doświadczają na wielką skalę przemocy uwarunkowanej kulturowo (genderowo), a instytucje państwowe i wyspecjalizowane agendy rządowe patrzą na to przez palce.

Jak wspomniałam, „uruchomienie” Konwencji wymaga ratyfikowania jej przez minimum 10 krajów – do tej liczby brakuje jeszcze dwóch. Miejmy nadzieję, że Polska będzie jednym z tych dwóch krajów, które w najbliższym czasie ratyfikują Konwencję i spowodują, że ten dokument chroniący kobiety przed przemocą już wkrótce wejdzie w życie.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www