zadra-na-www

MATRONATY

Macho Wilk z Wall Street
Justyna Kowalska   
10 stycznia 2014

Często chodzę do kina, mam swoich ulubionych reżyserów i aktorów. Leonardo DiCaprio i Martin Scorsese do nich nie należą, więc może idąc na „Wilka z Wall Street” byłam do nich uprzedzona? Dlaczego poszłam na ten film? Bo 1 stycznia oprócz filmu „Hobbit” w najróżniejszych wariacjach (3D, 2D, napisy, dubbing) kina nic innego nie oferowały.

Martin Scorsese jest przedstawicielem kina „męskiego”, jeśli można tak nazwać filmy pełne krwi, przemocy i z głównym bohaterem macho w starym stylu, z kobietą w roli dodatku, do tego najczęściej poniżaną, bitą lub w roli prostytutki. Dobrze znam filmy Scorsese, wiem co mnie czeka. Idę.

wilkHistoria jest oparta na faktach: Jordan Belfort w latach 80. wzbogacił się na handlu akcjami śmieciowych spółek, wciskając kit nieświadomym zagrożenia klientom. Film już od pierwszych scen mnie rozczarował, ale myślałam, że potem będzie lepiej. Na ekranie pośladki jednej z kochanek głównego bohatera, z których wciąga nosem amfetaminę. Hm, interesujące, ale nie dla mnie. Czekam co będzie dalej. Kolejne sceny wprowadzają coraz to nowe męskie postaci. To ci ambitni, na stanowiskach kierowniczych, a jeśli są – tak jak główny bohater – na razie bez kasy, to za chwilę dorobią się milionów, oszukując kogo się tylko da. Pojawiają się też kobiety, jest ich w filmie mnóstwo: prostytutki, zdradzane żony, koleżanki z pracy, które świadczą kolegom seksualne usługi. Żadna z kobiet przedstawionych w filmie nie pełni funkcji kierowniczej, żadna nie zarabia dużych pieniędzy, za to wszystkie są bardzo zainteresowane wiecznie pijanym i znarkotyzowanym bohaterem – bo on ma pieniądze. Przesłanie? Wiadomo, kobiety lecą na kasę. Jeśli chcesz mieć tę najpiękniejszą, musisz mieć naprawdę dużo pieniędzy. Stereotyp goni stereotyp.

Po godzinie byłam już bardzo zmęczona oglądaniem tego widowiska składającego się z damskich pośladków, biustów i opowieści dziwnej treści, koszarowego dowcipu, który mnie zupełnie nie śmieszył. Nie roześmiałam się nawet raz na tym filmie, za to sala rechotała bez przerwy. Nie cała. Kobiety, które siedziały obok mnie ze swoimi (rechoczącymi) partnerami, z zażenowaniem odwracały wzrok od ekranu. Bo co jest śmiesznego w seksualnych eskapadach wiecznie zaplutego głównego bohatera, który jest albo pijany albo pod wpływem narkotyków?

Po półtorej godziny tej męczarni (film trwa 3 godziny) wyszłam z kina z równie jak ja zdegustowaną koleżanką, która chciała wyjść już wcześniej, wykończona tym co widziała i czego musiała słuchać. Zainteresowałam się, jak zareagowały na ten film media amerykańskie i trafiłam na list córki finansowego oszusta z Wall Street, współpracownika Belforta, opublikowany w „Los Angeles Weekly”. „Jesteście niebezpieczni, powinniście się wstydzić. Chwalicie ludzi, których zachowanie powaliło Amerykę na kolana” – pisze w liście do Martina Scorsese i Leonardo DiCaprio. Autorka listu zarzuca Scorsese i DiCaprio „potęgowanie narodowej obsesji na punkcie bogactwa i statusu, gloryfikowanie chciwości i psychopatycznych zachowań”. Namawia do bojkotu filmu: „Nie chcę nawet wspominać o niezrozumiałym sposobie, w jaki wasz film degraduje kobiety, jakie mizoginiczne, zacofane przesłanie niesie młodym mężczyznom”. Trudno się z tym nie zgodzić. Film jest pokazywany w kinach jako komedia. Scorsese i DiCaprio tłumaczą, że chcieli pokazać w groteskowej formie zgniliznę moralną bohaterów. Nie przekonuje mnie takie wyjaśnienie, zwłaszcza po tym, jak widziałam reakcję sali – całkowicie pozbawioną refleksji. I jeszcze jedna opinia ze Stanów: 75-letnia aktorka Hope Holiday, znana z filmu Billy Wildera „The Apartment”, napisała na Facebooku, że „Wilk z Wall Street” to trzygodzinna tortura. Zgadzam się. Ja aż tak długo nie wytrzymałam.

Nie jestem zwolenniczką cenzury w kinie, ale może dobrze by było wprowadzić już nie tylko ograniczenia wiekowe – film od 18 roku życia – ale również informacje typu „film przedstawia kobiety w sposób obsceniczny”. Albo „film poniża kobiety. Tylko dla samców macho”. Wtedy bym na taki film nie poszła, nie wydałabym 30 zł na bilet i nie denerwowałabym się ekstatycznymi recenzjami, że to największe dzieło Scorsese. A gdzie tam. „Taksówkarz”, „Przylądek strachu” czy nawet „Chłopcy z ferajny” to filmy, które dają do myślenia, jednocześnie nie epatując gołymi pośladkami. To są moje ulubione filmy Scorsese, też pełne przemocy, ale przemoc jest w nich pokazana jako zło i widz nie ma co do tego wątpliwości.

Wychodzący z „Wilka z Wall Street” widzowie rechoczą, jaka to była super „jazda po bandzie”, nie doszukując się w filmie ani głębi, ani refleksji nad kryzysem w USA i nad niemoralnymi maklerami. Krytycy ogłosili ten film arcydziełem, a ja wyszłam z kina z wrażeniem, posługując się językiem Gombrowicza, że zostałam „zgwałcona przez uszy”.

 

Komentarze  

 
#14 www.technelogic.pl 2016-12-08 19:43
Jestem jak najbardziej za autorem tego postu. Mam podobne zdanie na
ten temat.
Cytować
 
 
#13 http://www. 2015-08-24 15:22
Ciekawe zagadnienie, które mało kto porusza. Dzięki!
Cytować
 
 
#12 Mary 2014-01-24 22:07
Dla mnie ten film to przede wszystkim próba rozliczenia się z amerykańskim mitem sprzedawcy (owszem, tu ubranego u Armaniego i pracującego na Wall Street). I tak dziwne, że powstał tak późno, po serii wielu spektakularnych bankructw... Ten film upokarza bez wyjątku zarówno facetów, jak i kobiety. Wszystkich, których jedynym sensem istnienia jest posiadanie coraz większej ilości pieniędzy i rzeczy, które można za nie kupić. Ten film upokarza też tysiące ludzi, którzy tak łatwo dają sobą manipulować. Czy to może zaimponować widzom? Chyba tylko takim psychopatom, jak nasz Wolfie. Wydaje mi się, że większość wyjdzie z kina zasmucona tym zezwierzęceniem ... Na marginesie, zastanawiam się, czy dla kogokolwiek ten film może stać się filmem lubianym, do którego się wraca- wątpię.
Cytować
 
 
#11 fanka 2014-01-24 11:58
chyba, czegoś nie rozumiem. film pokazuje to jak się REALNIE traktowało kobiety. Czy w takim razie ma zakłamywać historię? Co z filmami wojennymi? Kampaniami braci? Są seksistowskie bo pokazują, że to mężczyźni w dużej mierze poszli na wojne, a kobiety jakie widzieli to zazwyczaj prostytutki...? Tak było...
Cytować
 
 
#10 Ella 2014-01-23 10:58
Lekko i swobodnie napisana recenzja ! Pozdrawiam autorkę Justynę ! aczkolwiek mizoginii w tym akurat filmie nie widzę. Reżyser przedstawił wyobrażenia (oparte na faktach) na temat życia tych akurat yuppies w tamtych czasach i kobiety były dla nich, ociekających kasą facetów, po prostu kolejnym symbolem statusu stąd wymiana przeciętnie wyglądającej żony na sexbombę i przeciętnego samochodu na Lamborghini… Trudno się czepiać, że tak to właśnie było. Wymowa filmu jest też raczej jednoznaczna…He donizm jest dobry ale na krótką metę ! Impreza zawsze się musi skończyć, a ten film i tak był przydługi… ;)
Cytować
 
 
#9 Justyna 2014-01-19 20:18
Sama bym tego lepiej nie ujęła. Świetna recenzja, gratuluję Autorce.
Cytować
 
 
#8 Krystyna 2014-01-18 15:56
http://www.filmweb.pl/article/Artysta+pod+pr%C4%99gierzem-101874

warto zapoznać sie z tym artykułem, wymowa przeciwna do tej recenzji.
Cytować
 
 
#7 Robson 2014-01-16 12:18
Pewnie włożę kij w mrowisko, ale trudno. Po pierwsze, nie pieję z zachwytu nad tym filmem. Wydał mi się co najmniej o godzinę za długi. Nawet dla dobrze grającego DiCaprio nie warto spędzić trzech godzin na projekcji filmu, który zawiera dość podkoloryzowany , jak sądzę, opis powstania i upadku cynicznego hedonisty (gł. seksoholika i narkomana), któremu odbiła palma z powodu chorobliwej chciwości. Dla mnie kwestia kobiet nie jest jedynym, a z pewnością nie najważniejszym wątkiem. Nie sądzę też, aby którykolwiek z widzów wychodził z kina z przekonaniem, że ukazana rzeczywistość sprzed lat (tak, Martyno, zgadzam się w pełni - nie patrzmy na to ahistorycznie!) to właściwa i godna pochwały postawa wobec kobiet. Kobiet, których przecież nikt nie pozbawia wolnej woli i dokonywania wyborów, lecz same okazują się być chciwe i zdeprawowane (tak jak, przynajmniej początkowo, Naomi). Film, jak każdy, ukazuje tylko pewien wąski wycinek rzeczywistości, ale była to przecież aberracja, a nie norma.
Cytować
 
 
#6 Martyna 2014-01-15 12:15
Świat Wall Street w latach osiemdziesiątyc h (całkiem odległych kulturowo) to męski świat (włącznie z męskimi rozrywkami), więc nie można się dziwić, że kobiety nie są tam kierowniczkami. Nie można - w imię poprawności - zafałszowywać tamtych realiów: kobiety są w "Wilku z Wall Street" rodzajem używek
Cytować
 
 
#5 Ola 2014-01-14 14:23
Z pewnością nie wybiorę się na ten film. I mam krótką refleksję na temat wielu "arcydzieł" kina: koszty produkcji filmów (niebotycznie wysokie) powinny przekładać się na korzyści społeczne, jak edukacja, kultura, czy propagowanie innych istotnych wartości. Bulwersujące jest wychwalanie gniotów, które zupełnie niczemu nie służą, przekładają się tylko na propagowanie pustych wartości, które niestety zdominowały Świat :(
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www