zadra-na-www

MATRONATY

Gdańsk: debata kuriozum
Joanna Kubik   
30 maja 2013

Debata o związkach partnerskich, która odbyła się 28 maja na Uniwersytecie Gdańskim, była żenującym spektaklem pod dyktando narodowców. Pomijam już słaby występ panelistów, wrzeszczącą Młodzież Wszechpolską, do której poziomu dyskusji już się przyzwyczaiłam. Ale to, co wyczyniała prowadząca, Beata Szewczyk z Radia Gdańsk, było wręcz karygodne. Na spotkanie zaproszeni zostali: Marta Abramowicz – założycielka Kampanii Przeciw Homofobii, Robert Biedroń – poseł Ruchu Palikota, Radomir Szumełda – działacz Platformy Obywatelskiej. Nazwiska znane i obiecujące. Spodziewałam się merytorycznej dyskusji, argumentów za i przeciw, tymczasem zastałam słabą polemikę, przerywającą Młodzież Wszechpolską i kompromitujący sposób prowadzenia.

Kilka miesięcy temu spotkanie na podobny temat zostało odwołane przez władze gdańskiej uczelni z powodu listu, jaki wystosowała Młodzież Wszechpolska. Byłam wtedy jedną z osób, które jako pierwsze publicznie wyraziły swoje oburzenie w całej sprawie. Na debatę szłam więc dumna, że władze uniwersytetu zmądrzały, że nie dały się zastraszyć, że w Polsce można jednak rozmawiać. Ze spotkania wyszłam jednak zniesmaczona i zbulwersowana.

Młodzież Wszechpolska była w liczebnej mniejszości, co nie przeszkodziło jej zawładnąć całkowicie przestrzenią. Czuli się jak u siebie, rządzili na sali. Pomagała im w tym Beata Szewczyk, która kompletnie nie potrafiła się odnaleźć. Była ich sojuszniczką, odniosłam wrażenie, że wręcz matkuje narodowcom. Zwracała się do nich jak do małych chłopców, których musi skarcić, bo dłubią w nosie. Tymczasem mówiła do agresywnych dorosłych mężczyzn, którzy przyszli na spotkanie tylko po to, żeby obrażać panelistów, uczestników i uczestniczki debaty. „Chłopcy, posłuchajcie, chłopcy, błagam o spokój, chłopcy, proszę o ciszę, chłopcy, no przecież tak nie można, chłopcy to, chłopcy tamto” – tak mniej więcej brzmiały przywołujące do porządku komentarze moderatorki. „Zbyszku, ale jakie to było pytanie, Andrzeju no prosiłam” – dziennikarka w taki właśnie sposób zwracała się do bandy bojówkarzy, którzy w pewnym momencie wyrazili sówj żal, że nie mają prawa zabijać. Ten matczyny ton miał narodowców uspokoić? Na pewno nie wywarł kojącego wpływu na mnie. Kiedy głos zabrała pisarka Izabela Morska (dawniej Filipiak), znana i szanowana postać świata kultury i nauki, została przez wszechpolaków wygwizdana i wyśmiana. Moderatorka nie zrobiła nic, żeby przerwać lincz, jaki dokonywał się na Morskiej. Kiedy sala buczała, Beata Szewczak przewracała tylko karcąco oczami. Raz tylko zdobyła się na groźne chrząknięcie (a może to był pomruk?) w stronę narodowców.

Aż wreszcie nadeszła ta chwila, kiedy padł ze strony Szewczyk argument nie do odparcia. Uwaga, cytuję: „Oj tam, oj tam”. Te stanowcze słowa zostały wypowiedziane w momencie, gdy narodowcy krzyczeli w kierunku prowadzącej, że ma im nie przerywać. Prawda, że na taką argumentację nie ma mocnych?

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www