zadra-na-www

MATRONATY

O porodzie pozytywnie
Marta Stefaniak   
30 kwietnia 2013

 Jakiś czas temu napisałam opowiadanie, którego głównym tematem jest poród. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, czy w teraźniejszej Polsce istnieje pismo,  w którym mogłabym się starać o jego publikację, przyszła mi do głowy "Zadra". Żeby wyjaśnić, dlaczego właśnie ona, muszę sięgnąć do wspomnienia przeczytanego w tym czasopiśmie rok czy dwa lata temu wywiadu z dziewczyną, którą jej własny poród natchnął do tego, aby stworzyć cykl fotografii przedstawiający twarze rodzących kobiet.

 Pamiętam, jak bardzo uderzyło i ucieszyło mnie podobieństwo opisywanego przez tamtą fotografkę własnego porodu z moimi przeżyciami. Dla mnie, podobnie, jak i dla niej, urodzenie pierwszego dziecka było doświadczeniem nieporównywalnym z niczym, co do tamtego czasu przeżyłam, ze względu na swoją intensywność, doniosłość i niezwykłość. Pozwoliło mi się przekonać, na jak wielką siłę i wytrzymałość potrafię się zdobyć. Wydało mi się wspaniałym osiągnięciem, czymś, co mogłabym czuć po zdobyciu sześciotysięcznika. I podobnie jak tamta fotografka, byłam skłonna raczej współczuć mężczyznom, dla których takie doświadczenie jest niedostępne, niż uważać, że po jego przejściu sama zasługuję na współczucie.

To, że spotkałam się z opisem przeżyć tak bardzo podobnych do moich, ucieszyło mnie przede wszystkim dlatego, że relatywnie rzadko mówi się o porodzie w ten sposób. W szeroko pojętej publicystyce dominuje raczej wizja bólu, strachu, bezsilności i - ciągle jeszcze, niestety - upokorzenia. Co najwyżej czasami dołączane jest do niej jako pociecha zapewnienie, że na widok własnego dziecka zapomina się o tym horrorze. Takie wyobrażenie jest na tyle mocno ugruntowane w powszechnej świadomości, że gdy opowiadałam bezdzietnym znajomym o własnych doświadczeniach, spotykałam się często z niedowierzaniem albo niezrozumieniem.

Pewnie główną przyczyną negatywnego obrazu porodu jest fakt, że w przypadku wielu - być może nawet większości kobiet - taka wizja oddaje to, co one rzeczywiście przeżyły. Wydaje mi się jednak, że odmienne - pozytywne - doświadczenie porodu zdarza się na tyle często, że nie powinno budzić zdziwienia ani niedowierzania. Kiedyś śledziłam internetową dyskusję na ten temat - i liczba kobiet, które zapamiętały swój poród jako pozytywne przeżycie, co najmniej dorównywała liczbie tych, dla których był on negatywnym doświadczeniem.

Na pewno duży wpływ na potoczne wyobrażenia porodu ma również jego sposób pokazywania w filmie i literaturze pięknej. O tym, jak bardzo filmowy obraz porodu rozmija się z rzeczywistością (nie mówię tutaj oczywiście o filmach dokumentalnych), można by było długo pisać, ale ze względu na moje osobiste pasje bardziej interesuje mnie jego przedstawienie w literaturze.

Chyba nie muszę się rozwodzić na łamach feministycznego pisma nad przyczynami, które sprawiły, że jakiekolwiek, szczątkowe nawet, opisy porodu, nie mówiąc już o próbach opisania przeżyć rodzącej, zdarzają się w beletrystyce nieporównanie rzadziej niż szczegółowe obrazy bitew, wojen czy pojedynków. Sama we wszystkich przeczytanych przeze mnie książkach znalazłam co najwyżej kilkanaście takich opisów. Poród przedstawiony w "Annie Kareninie" Tołstoja, pomimo swojego szczęśliwego finału, składa się z ciągu obrazów przerażających cierpień ciężarnej, niemal odczłowieczonej przez swój ból - w pewnej chwili mąż rodzącej patrząc tam, gdzie wcześniej znajdowała się twarz jego żony, nie widzi jej, a tylko upiorną maskę rozdartą w krzyku. W "Wojnie i pokoju" ten akt jest przedstawiony nieco mniej drastycznie, ale za to ma tragiczne zakończenie - położnica, żona księcia Andrzeja Bołkońskiego, umiera (co jest tym bardziej przejmujące, że wcześniej zarówno jej mąż, jak i teść ostentacyjnie lekceważyli jej przecież jak najbardziej uzasadnione lęki). W "Dziejach grzechu" Żeromski usiłuje oddać przeżycia rodzącej kobiety nawarstwiając po prostu mrożące krew w żyłach (i dość przy tym kiczowate) epitety i metafory.

W książkach napisanych przez kobiety opisy porodów, z oczywistych względów, trafiają się częściej, są też znacznie bardziej stonowane, ale także skupiają się przede wszystkim na ukazaniu bólu położnicy. Bardzo barwny obraz porodu został zawarty w "Krystynie, córce Lavransa" Sigrid Undset (swoją drogą, książki zawierającej najlepsze pod względem artystycznym, ze wszystkich mi znanych, opisy kobiecych przeżyć związanych z rodzeniem dzieci, karmieniem ich piersią i opieką nad nimi). Krystyna, główna bohaterka tej książki, snuje przy tym rozważania, że po każdym porodzie staje się silniejsza i mądrzejsza - jednak w ich trakcie czuje głównie strach, ból i upokorzenie. W "Nocach i dniach" Marii Dąbrowskiej znajduje się także świetny, bardzo realistyczny, choć krótki opis porodu (kierowanego przy tym w zdumiewająco nowoczesny sposób przez dziewiętnastowieczną babkę-akuszerkę: aż trudno uwierzyć, że nie mogła ona przecież czytać zaleceń fundacji "Rodzić po ludzku"). Pisarka napomyka, że mąż i żona lubili potem długo wspominać to przeżycie i własne odczucia w trakcie niego, ale nie kusi się, aby opisać, jakie to mogły być odczucia. Odchodząc od beletrystyki - nieco o własnych doznaniach podczas rodzenia córki pisze Natalie Angier w swojej brawurowej książce "Kobieta, geografia intymna", ale ona akurat należy do kobiet, które nie mają dobrych wspomnień tego doświadczenia. Z literatury lżejszego kalibru potrafię sobie jeszcze przypomnieć parę krótkich fragmentów (zresztą bardzo udanych) dotyczących porodu u Małgorzaty Musierowicz ("Szósta klepka" i "Pulpecja") i u Lucy Maud Montgomery ("Wymarzony dom Ani" i "Miłość Pat"), jednak te króciutkie scenki koncentrują się na odczuciach świadków tego aktu, a nie jego głównej uczestniczki.

I to właściwie wszystkie opisy porodu, jakie potrafię sobie przypomnieć z całej przeczytanej przeze mnie literatury popularnej - a nie czytam mało. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to zdumiewająco niewiele, jak na zjawisko tak fascynujące i przez to tak godne opisu. Mnie osobiście poczucie, jakim świetnym materiałem literackim jest poród, nie dawało spokoju, dopóki nie spróbowałam napisać opowiadania na jego temat. Oczywiście, sama nie jestem w stanie ocenić wartości literackiej tego tekstu. Na pewno nie mam pretensji, aby dorównać kunsztem Undset, Dąbrowskiej albo Angier.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www