zadra-na-www

MATRONATY

57 sekund manify
Beata Kozak   
13 marca 2014

Od czasu rewolucji na Ukrainie oglądam wiadomości na trzech programach: najpierw na TVN-ie, potem w Jedynce, a na koniec wiadomości w niemieckim ARD. O różnicy między stylem prezentowania wiadomości w telewizji polskiej i niemieckiej można by pisać długo – mówiąc w skrócie, wiadomości niemieckie są do bólu rzeczowe, podawane z wdziękiem sumiennego księgowego, tonem niemal surowym i bardzo serio. Od razu wiadomo, że to nie żadne fiu-bździu, tylko eine solide Information. Wiadomości polskie, i tevaenowskie i jedynkowe, wyglądają na kalkę ze stylu amerykańskiego: trochę cyrku, trochę operetki, wyćwiczony luzik, żarciki, dowcipaśne banały i morały reporterów, ogólnie przekaz „podajemy info, ale dobra zabawa też musi być, pszpaństwa, no nie?”.

tagesschauPowinnam chyba bardziej wierzyć znajomym z Facebooka, którzy już kilka tygodni temu pisali, że Fakty TVN-u ogląda coraz mniej ludzi, za to coraz więcej przerzuca się na wiadomości w Polsacie. Znajomi znajomych komentowali, że Fakty namolnie eksploatują ludzkie nieszczęścia, biedę, chore dzieci i rodzinne katastrofy, a przecież tego rodzaju materiały interwencyjne powinny trafiać do programów typu „Uwaga”, a nie do głównego wydania wiadomości. Nie dowiemy się niczego o wydarzeniach w Wenezueli czy w środkowej Afryce, za to jesteśmy informowani w najdrobniejszych szczegółach o biedzie i niesprawiedliwości, która przydarza się niepełnosprawnej babci i jej chorej wnuczce z Podkarpacia. Polsat jest podobno bardziej rzeczowy i informatywny. Ale jakoś nie mogłam zapamiętać, pod którym przyciskiem pilota szukać Polsatu – i teraz mam za swoje.

9 marca, w dzień po manifach, które przeszły przez wiele polskich miast, zarówno TVN jak i Jedynka zaprezentowały relacje z manify w Warszawie, która odbyła się w stolicy dzień po Dniu Kobiet. Fakty TVN-u podały relację ze stołecznej manify w formie kanapki: najpierw był materiał z rodzaju co-nas-obchodzi-Syria-i Wenezuela-pokażemy-wam-jedną-panią-w-Kaliszu. Otóż kaliski monitoring wykazał, że po ulicy chodzi i żebrze kobieta z dziecięcym wózkiem i z dzieckiem na smyczy. Kiedy dziecko chciało odbiec od matki albo usiąść na chodniku, matka podciągała je w górę i przyciągała do siebie za pomocą smyczy, którą było opasane ubranko dziecka. Czujny pracownik monitoringu kaliskiej Straży Miejskiej nasłał na kobietę – smakowity przykład suki-nie-matki – telewizję TVN. Kobieta broniła się, że nic takiego się nie dzieje, dzieciak ciągle od niej ucieka, o co tyle hałasu i że z igły widły robicie. Pytani o zdanie przechodnie – głównie kobiety z dziećmi, ale także mężczyzna z dziecięcym wózkiem – stanowczo potępiali trzymanie dziecka na smyczy. Jedna jedyna kobieta zauważyła, że powinno się krytykowanej matce jakoś pomóc, widać przecież, że tej pomocy potrzebuje. Materiał zakończył się bardzo zgrabnie, bo kiedy niesforne dziecko urwało się znowu ze smyczy i oddaliło truchtem od swojej matki, na jego drodze stanęły – jak czarne husarzyce w rozwianych szatach – trzy rosłe zakonnice. Jedna z nich z łagodnym uśmiechem otworzyła ramiona i chwyciła w nie rozbrykane dziecię. O Kościele polski, o uświęcona zakonem święta kobieto w czarnem habicie krocząca, zaprawdę ty jeno potrafisz powściągnąć dziatki nasze i dopomóc tym sukom-nie-matkom, co błądzą i są złe i swoje dzieciaki na smyczy trzymają, bo sobie normalnie nie umieją poradzić albo i specjalnie nie chcą.

Po tym dyrdymalskim, a jednocześnie w warstwie symbolicznej jakże pouczającym materiale telewizyjnym, po tym znaczącym, dydaktycznym wstępie – TVN przystąpił do relacji z manify. Rozsiadłam się wygodniej, żeby obejrzeć warszawską demonstrację uważnie, w spokoju i komforcie, ale zanim skończyłam rozsiadanie się – było już po wszystkim. Relacja over. W ciągu niecałej minuty, którą TVN poświęcił na materiał z kilkutysięcznej manifestacji w stolicy na tematy ważne dla kobiet, mignęła słoneczna pogoda, przewinęło się parę transparentów, dwie czy trzy wypowiedzi organizatorek i osób uczestniczących w manifie, a także – obowiązkowo – wypowiedzi trójki polityków (Wojciecha Olejniczaka, Ryszarda Kalisza i Barbary Nowackiej). Nie mogło ich zabraknąć, bo sama manifa została przedstawiona przed relacją jako coroczna impreza, której politycy używają, szczególnie przed wyborami, do swoich celów. Widzowie dostali więc wyraźną wskazówkę, jak tę relację odbierać: jako imprezkę, co to ją robią jakieś naiwne dziewczynki, rok w rok wykorzystywane przez cwanych polityków, ha ha. O nic innego przecież w takiej manifie nie chodzi, no chyba że o ładną pogodę i żeby się trochę zabawić w tym słońcu na ulicy.

Kiedy już superekspres przeleciał jak strzała przez malutką, nieważną stacyjkę o nazwie Manifa, znowu zwolnił, żebyśmy mogli dokładnie przyjrzeć się światu. Reporterzy Faktów zaprezentowali widzom kwestię, która jest o wiele istotniejsza i poważniejsza niż jakieś śmieszne babskie demonstrowanie nie wiadomo po co na ulicach: otóż w jednym miasteczku pod Poznaniem pijany policjant wjechał w przydrożny słup! I normalnie tak w niego walnął, tak w niego przygrzmocił, panie kochany, że aż szyby w oknach zadzwoniły, a szwagier to z szopy wybiegł, bo myślał, że jakaś bomba wybuchła, taki huk był, ja pierrrrniczę, a potem to się okazało, państwo posłucha uważnie, bo to ważkie społeczne zagadnienie, że żona tego policmajstra wzięła całą winę na siebie, bo zeznała, że to ona prowadziła. Normalnie taka sytuacja. I ponieważ tak bardzo nas to przejmuje i uważamy, że was, drodzy widzowie, też powinno, bo w końcu Polska to nasza wspólna sprawa, no więc właśnie dlatego o suce-nie-matce z dzieckiem na smyczy opowiadaliśmy wam przez prawie 3 minuty. O pijanym policjancie i jego żonie też tak jakoś. A o demonstracji kilku tysięcy ludzi, którzy wyszli na ulicę z konkretnymi propozycjami zmian społecznych, konkretnymi argumentami i postulatami, z konkretną krytyką – 57 sekund. Zauważ też, droga palanterio przed telewizorami, jaki mamy dla ciebie głęboki przekaz: po pierwsze, kobieta to matka, a matka to jakże często suka-nie-matka. Ojciec nie gra roli. Po drugie, manifa i feministki coś tam coś tam, trutu tutu, generalnie nieważne. Po trzecie, niektóre kobiety są takie wierne, takie lojalne, takie pełne poświęcenia, że nawet w niesłusznej sprawie, he he, w trudnej sytuacji dla dobra swoich mężów są w stanie się poświęcić, ech, poświęcenie ważna rzecz, jazdy na gazie nikt nie pochwala, boże broń, ale jednak ta wierność, to poświęcenie, to poświęcenie i ta wierność kobieca mężowi swemu, to są jednak jakieś wartości.

Relacja z manify w Jedynce – też niecała minuta. Coś tam coś tam.

Relacja w Dniu Kobiet w niemieckiej telewizji ARD – materiał o wielkiej demonstracji protestacyjnej w Madrycie przeciwko ograniczaniu prawa do aborcji, potem relacja ze wspólnej demonstracji położnych i popierających je rodziców we Frankfurcie nad Menem. Telewizje regionalne relacjonowały 8 marca kilkutysięczną feministyczną demonstrację w Berlinie. Nie wypowiadał się ani jeden polityk, mówiły same uczestniczki i uczestnicy. Relacje trwały przeciętnie po kilka minut.

Sumienny i solidny niemiecki księgowy kontra manipulancka cyrko-operetka. I jak tu nie cenić księgowego?

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www