zadra-na-www

MATRONATY

Episkopatologia
Beata Kozak   
22 grudnia 2013

Kiedy jeszcze chodziłam do kościoła, słuchanie listu pasterskiego było największą nudą i torturą. Wszyscy przysypiali w czasie monotonnego odczytywania tekstu z ambony. Nie uwierzyłabym nigdy, gdyby mi ktoś powiedział, że list pasterski biskupów do wiernych przeczytam kiedykolwiek z własnej woli. Nie uwierzyłabym też w wiele innych rzeczy, które dzieją się wokół od wielu tygodni. Czy ktoś o zdrowych zmysłach dałby wiarę, że dość nudne, wyświechtane i pokryte z lekka kurzem akademickości słowo „gender” stanie się kiedyś celem wściekłych ataków Kościoła i prawicy? Nie emigracja Polaków i Polek za chlebem, nie przemoc wobec kobiet, nie bicie dzieci przez matki i ojców, nie prowadzenie samochodu po pijaku, nie korupcja czy inny społeczny problem – ale właśnie teoria płci kulturowej, w której zawiera się jakże skandaliczne przekonanie, że i kobiety i mężczyźni są ludźmi i że obydwu płciom należy się szacunek i sprawiedliwe traktowanie.

episkopatList pasterski episkopatu ma być odczytany w kościołach całej Polski w niedzielę pod koniec grudnia. Miliony ludzi usłyszą (chyba że na dźwięk słów „list pasterski” odruchowo zasną) kolejne kłamstwa, ponowne zawracanie Wisły kijem i chlupot święconej wody, który będzie towarzyszył robieniu wiernym owieczkom wody z mózgu. Episkopat zaplanował na swiąteczną niedzielę kolejny odcinek swojego katolickiego serialu Śmiertelny gender . Ten serial to horror, thriller, dramat psychologiczny i film wojenny w jednym. Można na niego popatrzeć także jako na kabaret. Jest to miszczoskie dzieło dezinformacji, demagogii i przekrętactwa. Dziennikarzowi katolickiego „Tygodnika Powszechnego” Błażejowi Strzelczykowi list pasterski episkopatu nie podoba się dlatego, że w dzień radosnego katolickiego święta hierarchowie zwracają się do ludzi nie z dobrą nowiną o Bogu, narodzonym właśnie Jezusie Chrystusie, zbawieniu itp. – lecz z kolejnym odcinkiem swojego filmu wojennego. Strzelczyk pisze prześmiewczo do biskupów: „Macie tam dużo problemów, wielu wrogów, doszły mnie również słuchy, że przygotowujecie się na akcję masowych aresztowań. Bardzo się za Was modlimy. Pozwólcie więc na garść słów otuchy w tym trudnym dla Was czasie. U nas – wiernych Kościoła, którego jesteście pasterzami – jakby trochę lepiej, jakby radośniej i bez takich opresji jak u Was. My tu czekamy właśnie na przyjście Zbawiciela. Mamy Adwent, „czas radosnych oczekiwań”. Na pewno pamiętacie jeszcze, mimo wojen które toczycie, na czym polega Adwent”. Czyta się ten list tak, jakby ktoś uchylił okno, przez które do dusznego pokoju pełnego zawiesiny dymnej i spoconej paranoi dostał się powiew świeżego powietrza.

Są w liście hierarchów do polskich katolików i katoliczek zdania, które wołają o pomstę do – nomen omen – nieba. Na przykład: „Ideologia gender stanowi efekt trwających od dziesięcioleci przemian ideowo-kulturowych, mocno zakorzenionych w marksizmie i neomarksizmie, promowanych przez niektóre ruchy feministyczne oraz rewolucję seksualną”. Pomijając czyste kłamstwo o zakorzenieniu teorii gender w marksizmie – dlaczego tylko niektóre ruchy feministyczne promują równouprawnienie płci, czyli jak to obsesyjnie formułują hierarchowie, „ideologię gender”? Czyżby biskupi mieli na myśli tzw. nowy feminizm, popierany swojego czasu przez Jana Pawła II? A teraz większa dawka dezinformacji, wynikającej chyba jedynie ze złej woli i chęci łgania, bo przecież trudno posądzić hierarchów o brak inteligencji: „Genderyzm promuje zasady całkowicie sprzeczne z rzeczywistością i integralnym pojmowaniem natury człowieka. Twierdzi, że płeć biologiczna nie ma znaczenia społecznego, i że liczy się przede wszystkim płeć kulturowa, którą człowiek może swobodnie modelować i definiować, niezależnie od uwarunkowań biologicznych. Według tej ideologii człowiek może siebie w dobrowolny sposób określać: czy jest mężczyzną czy kobietą, może też dowolnie wybierać własną orientację seksualną”. Jak wszyscy już dawno zauważyliśmy, polscy biskupi powołali do życia nowy izm – „genderyzm”. To mniej więcej coś takiego, jak kościelizm albo księdzyzm. Promujemy więc „zasady całkowicie sprzeczne z rzeczywistością” – jeśli przyjąć, że teoria gender promuje sprawiedliwość społeczną i równouprawnienie kobiet i mężczyzn, to określenie tego sprzecznym z rzeczywistością stawia hierarchów Kościoła w bardzo ponurym świetle: jako ludzi pozbawionych wiary w dobro i sprawiedliwość, permanentnie przygnębionych pesymistów, może wręcz ogarniętych nieuleczalną depresją, może nawet nawet samobójców in spe? Bo przecież chyba nie tyranów i despotów, którym utrzymywanie mas w poniżeniu i ciemnocie jest z jakiegoś powodu na rękę? Dreszcz przebiega po ciele i ręka sama sięga po słuchawkę, żeby zadzwonić do katolickiego telefonu zaufania z prośbą, żeby może zajął się nimi jaki Caritas. I jeszcze jedna bzdura z tego steku wielu bzdur i przeinaczeń: nie słyszałam jeszcze, żeby ktokolwiek, kto orientuje się w teorii gender, uważał, że orientację seksualną można sobie „dowolnie wybrać”, tak jak wybiera się zupe pomidorową albo ogórkową. Jaki sens miałyby wobec tego kościelne grupy, w których księża prowadzą terapię (sic!) homoseksualistów? Po co nieszczęsnym gejom byłaby ta kuriozalna, długotrwała terapia, skoro mogliby po prostu zadecydować, że od przyszłego czwartku już nie będą gejami i już? Za takie streszczenie teorii gender należy się pokreślenie tych wypocin na czerwono i wezwanie rodziców do wychowawczyni, a następnie korepetycje, korepetycje i jeszcze raz korepetycje.

No ale przecież wiadomo, że to wszystko manipulacja i starannie zaplanowana akcja polityczna, która ma pokazać ludziom wroga i skutecznie ich na niego poszczuć. Bo wrogiem nie może być przecież pedofil w sutannie, prawda? Wrogiem ma być feministka, nazywana pokracznie „genderystką”, feminizm, czyli gender – w ramach intensywnej akcji czarnego PR-u wbija się ludziom do głowy zbitkę „ideologia gender”. Tak więc wszystkie te przekręcenia i dezinformacje są celowe. Obłuda aż cieknie ze zdań takich, jak: „Wobec nasilających się ataków tej ideologii skierowanych na różne obszary życia rodzinnego i społecznego czujemy się przynagleni, by z jednej strony stanowczo i jednoznacznie wypowiedzieć się w obronie chrześcijańskiej rodziny, fundamentalnych wartości, które ją chronią, a z drugiej przestrzec przed zagrożeniami płynącymi z propagowania nowego typu form życia rodzinnego”. Akademicka teoria gender istniała więc w najlepsze i była rozwijana, analizowana, krytykowana itp. przez ładnych kilkadziesiąt lat – aż tu nagle jesienią roku 2013, kiedy w polskim Kościele wybuchł pedofilski skandal, Kościół odkrył, że coś takiego jak „ideologia gender” w ogóle istnieje i jest okrrrropne. Ogary poszły więc w las. Ale w liście pasterskim jego autorzy przedstawiają to kłamliwie tak, jakby to nie oni spuścili ze smyczy psy gończe i rozpoczęli nagonkę. Piszą z niezwykłą obłudą: „Wobec nasilających się ataków tej ideologii (…) czujemy się przynagleni (…)”. Trudno o większą bezczelność i odwracanie kota ogonem.

W liście pasterskim słowo „rodzina” pojawia się 22 razy – list ma być przeciez odczytany w dzień, który nazywa się Niedzielą Świętej Rodziny. Zaraz na drugim miejscu pod względem częstotliwości używania plasuje się – kogo to dziwi? – „ideologia”. Potem – „seks” i „gender”, każde wypowiedziane po sześć razy. „Feminizm” pojawia się tylko raz, podobnie jak „miłość”. „Bóg” aż dwa razy. Ale największymi nieobecnym są słowa „Boże Narodzenie”. Oraz pedofilia.

Na koniec, ponieważ idą święta i dzieciątko Jezus za chwilę nam się znowu narodzi – dobra, serca krzepiąca wiadomość. Młyny Watykanu mielą powoli, ale jednak i są jak oliwa, co to zawsze na wierzch wypływa i jest sprawiedliwa. Może i Kongres Kobiet miał rację, wysyłając do papieża swój „adres do cara”? Może rzeczywiście feministki, studenci i studentki gender studies, edukatorzy seksualni i trenerki genderowe, dyrektorki szkół i przedszkoli itp. powinni właśnie wprost do papieża zwracać się ze skargami na to, że polscy hierarchowie kościelni szczują na nich nieustannie, prowadzą kampanię oszczerstw i kłamstw? A dlaczego jednak do papieża, a nie do Donalda Tuska albo Lady Gagi? Bo to najwyraźniej działa, po prostu działa. Z jakiegoś powodu papież nie odniósł się wprost do histerycznej nagonki na feminizm i gender w Polsce, ale zrobił do niego bardzo czytelną aluzję. Jak mówią Niemcy – pomachał żerdzią z płotu. Otóż w swojej najnowszej przemowie papież odniósł się krytycznie do – uwaga – trajkotania. Inaczej mówiąc, do plotkowania, gadulstwa, zbytecznego mielenia ozorem. Dla niepoznaki skierował swoją krytykę paplaniny do pracowników watykańskiej kurii. Franciszek powiedział, że na szczególne potępienie zasługuje „złośliwe rozprowadzanie nieprawdziwych informacji na temat innych ludzi”. „Paplanina psuje człowieka, ma zły wpływ na jakość pracy i szkodzi atmosferze w miejscu zatrudnienia”. Papież poradził kościelnym urzędnikom, żeby brali przykład ze świętego Józefa, który „troszczył się o swoją narzeczoną i dziecko”, a przy tym trwał w ciszy u jej boku. (Proponuję podelektować się tym kilkoma słowami: trwał – w ciszy – u jej boku.) Jak komentuje niemiecki „Der Spiegel”, to pouczenie świetnie pasuje do kursu odnowy, który obrał Franciszek, szef światowego koncernu o nazwie Kościół.

Jakże byśmy wszyscy odetchnęli, gdyby polski episkopat jednak przestał paplać i trajkotać i potrwał trochę w ciszy.

 

Komentarze  

 
#3 Swojski 2014-01-23 11:38
ale bajki, ale bajki...

a skoro jestesmy juz w bajkowej scenerii...
w bajce Andersena "Nowe szaty cesarza" prymitywni dworzanie podziwiali, wiadomo co podziwiali...

zas w bajce " gender "... nowi - jeszcze glupsi dworzanie beda podziwiac "NOWE" cesarza GENITALIA, no i rzecz jasna beda wychwalac jego nowa plec...

Andersen wiecznie zywy, i w dodatku PROROK :D
Cytować
 
 
#2 balbina 2013-12-29 20:00
Super! Może któregoś dnia te kobiety w kościele przestaną dawać robić z siebie idiotki. A klecha wyjątkowo głupi i bezczelny z ta aluzją do hasła "bo zupa była za słona".
Cytować
 
 
#1 Wieszczka 2013-12-28 23:55
Byłam na jednej ze świątecznych mszy i wydarzyło się na niej coś dziwnego. Co prawda do kościoła nie chodzę, ten wyjątek wynikał poniekąd z rodzinnych powodów. Niemniej ksiądz na koniec kazania pozdrawiał wiernych (licznie przybyłych) takimi mniej więcej słowami: "Życzę zatem wszystkiego dobrego wszystkim mężom starającym się utrzymać rodzinę oraz wszystkim żonom, sprawiającym że świąteczny bigos nie jest za słony''.
Wywracam oczami, a tu naglę słyszę wokół siebie pomruki pań, które zamiast Amen, buczą pod nosem na księdza, łypiąc na niego spode łba...Aż mi się głupio zrobiło, że sama niewerbalnie tylko wyraziłam swoje niezadowolenie z tych kretyńskich słów...
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www