zadra-na-www

MATRONATY

Baśń o saudyjskim matriarchacie
Beata Kozak   
31 sierpnia 2013

Kto lubi łuskać pestki słonecznika, będzie wiedział/a, jak to jest, kiedy siedzi się ze świeżą, słonecznikową tarczą nad gazetą albo czasopismem i czyta się pierwszy lepszy tekst, który nawinął się przed oczy – bo nie można przestać łuskać. Przed oczy nawija się kolejna strona gazety, wywiad Miłady Jędrysik („Gazeta Wyborcza” z 27 sierpnia) z saudyjską pisarką, której nagrodzona w Arabii Saudyjskiej książka ukazała się właśnie w Polsce. Jaki jest sens czytać całostronicową rozmowę z autorką, której nazwisko nic mi nie mówi i której książki nie czytałam? Głównie taki, że można jeszcze trochę połuskać te fajne białe ziarenka, bo wprost nie można się od nich oderwać, a czytanie gazety w trakcie ich łuskania to tzw. Wartość dodana. Stos łupinek rośnie, czuję coraz większy dyskomfort i irytację, ale nie z powodu słonecznika.

Saudyjska pisarka napisała kryminał, który – sądząc z opisu treści – należy do szerokiej rzeszy powieści osnutych wobec kobiecego trupa („z okna na piętrze wypada ciało nagiej kobiety”). Jej prawo, nic mi do tego. Rozmowa toczy się najpierw o Mekce, rodzinnym mieście pisarki, ale z czasem coraz więcej miejsca zajmują w niej kwestie obyczajowe, współczesność kobiet w Arabii Saudyjskiej, bo w tym kierunku nawiguje polska dziennikarka i o tym jest też książka pisarki. Saudyjka mówi: „Zachodni świat zwykł uważać, że naszym problemem jest tylko pozycja kobiet w społeczeństwie. Ale mężczyznom też nie jest łatwo”. Skąd ja to znam? – zastanawiam się między jednym ziarnkiem słonecznika a drugim. Czyżby stara, dobra relatywizacja? Co prawda zostałaś pobita przez swojego męża, co prawda wybił ci kilka zębów i złamał rękę, ale jemu też nie jest łatwo. Wczuj się w niego, może ma kłopoty w pracy, może miał trudne dzieciństwo, a może go sprowokowałaś? Ten dom co prawda się pali, ale po co zaraz fatygować straż pożarną i mówić o pożarze? Tamten dom pod lasem też jest w nienajlepszym stanie, o, dachówka mu się ukruszyła. O Arabii Saudyjskiej wiem tyle, co przeciętny Polak i Polka. Mimo wysilania pamięci nie sądzę, żebym kiedykolwiek czytała w prasie polskiej czy zagranicznej o Saudyjczykach, którzy walczą o prawo do prowadzenia samochodu i którym żony mogą zabronić pracy zawodowej. Ale pewnie jestem niedoinformowana. W końcu nie mieszkałam w Arabii Saudyjskiej ani w żadnym innym islamskim kraju przez co najmniej kilka lat, więc raczej nie powinnam się wypowiadać o czymś, o czym nie mam pojęcia. Czytam tylko rozmowę z saudyjską pisarką.

„A kobiece postaci? One są osią kryminalnej intrygi” – indaguje dziennikarka. Pisarka odpowiada: „Jedna z nich ginie, ma roztrzaskaną twarz, jej ciało jest nie do poznania. (…) One płacą cenę za swoje wybory”. No dziękuję bardzo, postoję. Jakich straszliwych wyborów dokonują kobiety w powieści saudyjskiej pisarki, że ich ceną jest aż roztrzaskana twarz i ciało nie do poznania? Czyżby chciały wysadzić swój kraj w powietrze? Spuścić bombę atomową na Półwysep Arabski, a przy okazji jeszcze na kilka kontynentów w jego sąsiedztwie? Czyżby zamordowały całą swoją rodzinę, przyjaciół, sąsiadów, robotników z szybów naftowych, niewinne dzieci nadziały na pal, a na koniec opublikowały album z karykaturami proroka Mahometa? Jak wrednymi harpiami muszą być postaci w tej powieści, skoro za swoje decyzje są karane tak surowo i tak wybitnie cieleśnie?

Trudno powstrzymać się od pytania o kobiety, kiedy rozmawia się z uznaną arabską pisarką. Nic dziwnego, że dziennikarka nadal wierci swojej rozmówczyni dziurę w brzuchu o Saudyjki i wypowiada proste zdanie, z którym nie można się nie zgodzić: „W przestrzeni publicznej nie mają takich samych praw jak mężczyźni”. Odpowiedź na to proste zdanie jest standardowa i działa jak tabletka nagłego skojarzenia: już wiem, co mi przypomina opowieść saudyjskiej pisarki. Nasze rodzime, polskie bajanie o domowym matriarchacie. O kobietach, które co prawda nie bardzo rządzą, mają niewielki wpływ na decyzje ważne dla całego społeczeństwa, tylko kilka zajmuje prestiżowe stanowiska, ale za to – za to, miłe panie, za to – no przecież za to one rządzą w kuchni, w domu, a to najważniejsze. Matriarchat domowy się to nazywa. I takąż baję na dobranoc serwuje nam saudyjska pisarka. Na wtręt dziennikarki o nierównych prawach kobiet w sferze publicznej Saudyjka odpowiada: „Ale już nie w domu”. Następnie dowiadujemy się – jak to często bywa w takich przypadkach – że u danej osoby w domu rządziła jakaś kobieta. Ach, cuda niezwykłe. „Była kobietą niepiśmienną, prostą, ale mądrą”, rozmarza się pisarka. Jakie to wzruszające. Widzicie, durne baby? Niepotrzebnie żeście się uczyły czytać i pisać, nie mówiąc już o studiach i innych fanaberiach. Można być analfabetką i rządzić w najlepsze. W domu.

Na koniec wywiadu pisarka odpowiada na pytanie o obowiązkowe zakrywanie twarzy przez kobiety i wypowiada niezwykły logiczny łamaniec: „Wydaje mi się, że dobrze jest szanować uczucia innych. W Warszawie też nie pojawiłabym się w kostiumie kąpielowym w hotelowym lobby”. Tu rozmowa się kończy i raczej się już nie dowiemy, co pisarka miała na myśli, stosując redukcję ad absurdum. Że kobieta, która wyszłaby na arabską ulicę z odsłoniętą twarzą, zachowałaby się tak samo, jak kobieta w bikini przy recepcji? Jak mówi moja koleżanka: no błagam, ja naprawdę błagam.

Tak więc raczej nie przeczytam powieści Raji Alem „Wszystkie drogi prowadzą do Mekki”, mimo że lubię i cenię książki autorów i autorek spoza Europy, które publikuje sopocki Smak Słowa. Szkoda mi czasu na czytanie o współczesnych Saudyjkach, które za swoje wybory muszą płacić roztrzaskanymi twarzami i zmasakrowanym ciałem. Jest mnóstwo innych sposobów na zafundowanie sobie przygnębienia, bezsilności i frustracji. Zniechęca też konserwatywna opowieść pisarki pod hasłem „Kobiety rządzą w domu, a mężczyznom też nie jest łatwo”. Znam/y to usypiające bajanie na pamięć, przerabiamy je na polskim gruncie od wielu lat. Szkoda, że pisarka z kraju, w którym zgwałcona kobieta jest karana chłostą albo więzieniem za pozamałżeński seks, nie prezentuje nic więcej, jak tylko saudyjską wersję tej starej, patriarchalnej bajki.

 

Komentarze  

 
#2 Agnieszka Niemira 2014-06-13 12:44
"Ten dom co prawda się pali, ale po co zaraz fatygować straż pożarną i mówić o pożarze?" świtnie ujęte!
Cytować
 
 
#1 sylwia.s 2013-09-02 01:32
Pisarka podróżuje promując swoją powieść, do zdjęć pozuje z odsłoniętymi włosami, a - jak gdzieś przeczytałam - "dzieli swój czas między Jeddah i Paryż". To wiele wyjaśnia.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www