zadra-na-www

MATRONATY

Kurczak z ryżem czyli klops
Beata Kozak   
27 sierpnia 2013

Wszyscy jęczą, że koniec wakacji i lata, że jesień czuć w powietrzu. Coś w tym jest, bo na straganach astry i śliwki, wiewiórki coraz częściej śmigają po dojrzewające orzechy, a najstarsze góralki zabierają się za smarowanie nart. W takiej podbramkowej sytuacji przyjemnie jest wrócić wspomnieniem do niedawnych wakacyjnych szaleństw. Na przykład do szaleństw w gronie socjolożek, które nawet z daleka od swojej uczelni, nawet w czasie urlopu nie potrafią powstrzymać się od badań terenowych. Szkoda dla nich pięknych górskich widoków, które roztaczają swoje pawie ogony przed Turbaczem czy Rysami, ślepe są te socjolożki na uroki Podlasia i Kotliny Kłodzkiej, głuche na szum fal w okolicach Mielna. Takie to tylko by badały, podsłuchiwały i podglądały społeczeństwo, poślinionym ołówkiem dane do tabeli Excella wpisywały. Społeczeństwo tymczasem, niczego się nie spodziewając, rozkłada się za parawanem na plaży albo grzeje kości na leżaczku na stoku Śnieżnicy i do głowy mu nie przyjdzie, że napalone badaczki nadstawiają uszu, bo chcą się w końcu przekonać, jakież to społeczeństwo jest. Otwarte czy zamknięte, fajne czy nietajne, lepsze czy gorsze, niż się mówi? Badaczki powiedziały sobie: koniec z uogólnianiem i uśrednianiem, wyciąganiem wspólnego mianownika i zaokrąglaniem do zera. Co będzie to będzie, co zobaczymy, to zobaczymy, co usłyszymy – to nasze. Wskoczyły w bikini, wbiły się w traperskie buty i hajda w Polskę, obserwacją polową stereotypy obalać.

Najpierw była ładna widokowa polana z drewnianym schroniskiem, a na polanie kłębowisko rodzin z dziećmi. Kiedy socjolożki, znużone nieco po kilkunastu kilometrach wędrówki, zmiotły już zamówione placki ziemniaczane ze śmietaną, jęły to rodzinne kłębowisko wnikliwie obserwować. Od razu rzucił im się w oczy wyraźny podział: rozkraczeni tatusiowie gmerali kijem przy grillu z kiełbasami i tubalnym basem opowiadali sobie głośno, aż echo szło, o setkach kilosów, które kiedyś skądś dokądś przeszli bądź przejechali. Mamusie dreptały po polanie schylone nad swoimi małymi dziećmi, które najwidoczniej stawiały właśnie swoje pierwsze chwiejne kroki. Jedne dreptały z dziećmi w milczeniu, inne w trakcie zajmowania się dziećmi rozmawiały o zupkach i o tym, czy i kiedy w schronisku jest ciepła woda. „Marcin, gdzie tu jest ubikacja, Martusia musi siku”, odezwała się jedna ze spoconych matek do swojego męża lub partnera. „A bo ja wiem, gdzieś tam pewnie w środku”, poinformował ją Marcin i sięgnął po gitarę, bo nie ma to jak piwko z innymi ojcami przy gitarze i grillu z widokiem na Tatry, nie? „Jak fajnie, że jest teraz sprzyjający klimat dla rodzin z małymi dziećmi, zachowują się tak swobodnie” – powiedziała jedna z socjolożek, a potem popatrzyły na siebie z niejakim przygnębieniem.

Badaczki uwzględniły w swoich badaniach kategorię przypadku – na pewno tylko przez przypadek trafiły na polanie na kłębowisko raczej patriarchalne. Na innej polanie, na innej górze powinno być inaczej. Kiedy wdrapały się w końcu na kolejną górę – używaną głównie przez wyczynowych rowerzystów-zjazdowców, motocyklistów, quadziarzy i pasażerów wyciągu krzesełkowego – znalazły się w samym środku powtórki z rozrywki. Tyle że wykonawcy ról byli młodsi. „No i rozumiesz, ryż z kurczakiem robisz i już, ryż taki normalny, taki zwyczajny ze sklepu, no nie, no i kurczaka możesz kupić nawet gotowego, trochę go tam podsypiesz taką specjalną przyprawą do kurczaków i masz” – instruowała koleżankę jedna pani z leżaczka. „A sałatka?” – pytała leniwie w promieniach słońca pani z sąsiedniego leżaczka. „Sałatka normalnie, ja to biorę takie normalne warzywka, no nie, kroję zwyczajnie, trochę śmietany na to daję, osiemnastki albo chudszej, zależy jak kto ma z wątrobą”. I tak przez godzinę bez przerwy. Wyciąg kręcił się w kółko, bajkersi rzucali się regularnie w przepaście na swoich maszynkach, motocykliści i quadziarze zasmradzali stok spalinami, a dziewczyny rozmawiały w nieskończoność o kurczaku z ryżem. Grupka socjolożek rzucała im ukradkowe spojrzenia: może to wygłodzone anorektyczki? Może top-kucharki na wakacjach, pracoholiczki, co się nawet na leżaczkach od pracy oderwać nie mogą i snują plany na przyszłość? Nie, dziewczyny wyglądały tak zwyczajnie, jak potrawy, o których sobie godzinami opowiadały.

Od sąsiedniego stolika dobiegały z kolei rozmowy chłopców w kolorowych bajkerskich kombinezonach, z kaskami na udach, z rowerami udrapowanymi niedbale przy krzesełku: „On ma przód za wysoki i dlatego się ostatnio wyj…ał na tym korzeniu. Mówiłem mu, weź se turbinkę kup za stówkę, może nawet za 70 dostaniesz, zmotaj se przód, bo ci się ośka będzie gięła przy każdym wykopie. To jest kwestia dosłownie 7-8 milimetrów, trzeba podpiłować do tych dwóch dziurek przy ramie i wystarczy”. „I co, zmotał?”. „A nie wiem, ale teraz te turbinki to już jest karbon. Z Włoch kumpel sprowadził i dodał tam jeszcze dwa zawiaski przy piaście”. „Tak że mówię ci, kurczak z ryżem, sałatka może być właściwie na słodko, no chyba że wolisz mizerię. Mizeria w sumie też pasuje do kurczaka”. Socjolożki pośliniły smętnie swoje ołówki, naniosły obserwacje do tabelki i czym prędzej przeniosły się nad morze. W nadziei, że w końcu stereotypy padną pod naporem rzeczywistości.

Nad morzem, w okolicach Mielna, co chwila widziały na ulicach i na plaży męsko-damskie pary, które składały się z bardzo otyłego mężczyzny, kroczącego czy raczej toczącego się za swoim wydatnym brzuchem, oraz ze szczupłej, zadbanej do granic amatorskiego malarstwa kobiety. Z rozpaczy, że społeczeństwo za nic w świecie nie chce się urwać z postronka stereotypów, socjolożki zaczęły w końcu liczyć i naliczyły 70 par typu „rozchełstany grubas i zrobiona na bóstwo chudzina” i tylko kilka par, które stawały temu wzorcowi okoniem. Wniosek socjolożek był prosty: po ukończeniu ok. 30 roku życia Polacy uważają, że nie muszą się kobiecie podobać, bo ich wartość jest gdzie indziej. Kobiety natomiast kuśtykają na przysłowiowych wysokich obcasach od kołyski do grobowej deski i mają poczucie, że ich kapitałem jest przede wszystkim wygląd.

Ponadto badaczki doszły także do innych, jeszcze bardziej przygnębiających wniosków. Póki lato się definitywnie nie skończy, będziemy je pocieszać kurczakiem z ryżem i z takimi normalnymi warzywkami, żeby nabrały krzepy na jesień i zimę. Do tego śmietana osiemnastka albo chudsza.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www