zadra-na-www

MATRONATY

Co nam mówi Grażka
Beata Kozak   
21 sierpnia 2013

Płytę Domowych Melodii dostałam w prezencie od przyjaciółki, która jest zachwycona muzyką tego nowego zespołu z Jaworzna. Na kartonowej okładce widać odciśnięty umyślnie ślad po kubku z kawą, całość jest bezpretensjonalna, refleksyjna i radosna, bardzo przyjemna i dla oka i dla ucha. Przyjaciółka wsunęła płytę do odtwarzacza i nakazała wszystkim ciszę, bo koniecznie trzeba było posłuchać na początek najfajniejszej piosenki na tej płycie – „Grażki”, która kilka tygodni później miała zająć pierwsze miejsce na Liście Przebojów Trójki, spychając z niego utwór zespołu Black Sabbath. Niesłychane rzeczy.

Przyjaciółka jest feministką, uważa, że „Grażka” to odważna piosenka o aborcji i nie mogła się nadziwić, że przeciwnicy wyboru w kwestii aborcji (nazywani mylnie i bałamutnie „obrońcami życia”) fetują tę piosenkę niemalże jako swój antyaborcyjny hymn. Ale od czego jest w końcu analiza i interpretacja tekstu?

Justyna Chowaniak, liderka Domowych Melodii, śpiewa w prostych, momentami infantylnych słowach (stylizacja) o Grażce, która „zrobiła dziecko, a teraz chce je wywalić ze swojego ciała, oddać komuś za nic”. Mamy więc częstą sytuację zajścia w niechcianą ciążę. Można by się zastanowić dłużej nad sensem słów „zrobiła dziecko” i emnocjonalnym znaczeniem „chce je wywalić”. Jak na razie trudno się dziwić zwolennikom nakazu rodzenia, że im ta piosenka pasuje.

Następuje krótka charakterystyka pochodzenia społecznego Grażki: „Grażyna pochodzi z domu, gdzie małe się topiło, jej ojciec też utonął, jak z matką w tango płynął”. Aha, a więc w domu Grażki topiło się koty w rzece, a może wręcz matka Grażki topiła noworodki? No i ojciec: ojciec też utonął, kiedy płynął w tango z matką – więc albo rodzice Grażki są alkoholikami, albo Grażka też jest rezultatem niechcianej ciąży. Biedna dziewczyna, musiała swoje przeżyć. Zwolennicy przymusowego rodzenia mogą się poczuć utwierdzeni w swoim przekonaniu, że aborcja jest wynikiem i wyrazem społecznej patologii dziedziczonej z pokolenia na pokolenie. Normalna dziewczyna z normalnej rodziny nie wpadłaby przecież na zbrodniczy pomysł „wywalenia” dziecka ze swojego ciała. Z kolei zwolenniczki prawa do wyboru mogą poczuć satysfakcję, że piosenka pokazuje trudną sytuację społeczną dziewczyny, która zaszła w ciążę. Jak miło, że ktoś takie rzeczy w ogóle zauważa.

I teraz refren: „Grażka, Grażka, weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz”, śpiewa Justyna Chowaniak swoim miłym głosem, w którym wyraźnie słychać i sympatię wobec Grażki, i serdeczność, i wręcz – lekkie politowanie. „Grażka, Grażka”, kiwa nad nią głową i przemawia do niej takim tonem, jakim mówi się do niegrzecznego dziecka lub zbuntowanej nastolatki, która założyła sobie trampki na głowę. „Bo do nieba nie pójdziesz”? To chyba największy zgryz, jaki mają z tą piosenką zwolenniczki wolnego wyboru. Ironiaż to czy nie? Żart czy nie żart? Infantylizm argumentu zamierzony czy nie? A może do Grażki przemawia 8-letnia dziewczynka świeżo po komunii?

„Korzystaj i daj siebie unieść”, brzmi druga część refrenu. Hm, z czego właściwie Grażka miałaby korzystać? Z ciąży, która jest dla niej problemem? Czy może w niewspomnianej w tekście piosenki pomocy, może też materialnej, ze strony rodziny albo przyjaciół? Zwolenniczki przymusowego rodzenia cieszą się: no oczywiście, Grażka ma korzystać z cudu, jakim jest powołanie do życia dzieciątka bożego pod jej sercem. Zwolennicy prawa do wyboru tylko coś mruczą niewyraźnie pod nosem, bo chyba są w kropce. Ale przecież: „daj siebie unieść”. Jaka ładna fraza, ileż w tym chęci pomocy. Ależ oczywiście, że Grażka mogłaby w tej niełatwej sytuacji pozwolić swoim przyjaciółkom i rodzinie „siebie unieść”, czyli sobie pomóc. Jak konkretnie? Może pożyczką na aborcję, a może załatwieniem mieszkania i zaoferowaniem pomocy przy dziecku, kiedy się urodzi? Grażka, korzystaj z tego i daj sobie pomóc. Niewyraźne pomruki słychać zarówno z grupy zwolenników nakazu, jak i wolnego wyboru.

W drugiej zwrotce Grażka bierze sprawy w swoje ręce, w końcu jest Polką, a więc z mlekiem matki wyssała aktywność, a także katolicyzm, i podobnie jak inne Polki, usiłuje to jakoś ze sobą pogodzić. „Podjęła kroki do czynu nieprawego („Do czynu nieprawego”! – zwolenniczki przymusu rodzenia cieszą się, że aborcja została określona negatywnie. „Do czynu nieprawego”! – zwolennicy prawa do wyboru cieszą się z ironii, z jaką określa się prawny zakaz aborcji.). „Znalazła ogłoszenie doktora wybitnego”. No, Grażka jest rzeczywiście aktywna i jak widać, podjęła już decyzję o aborcji. Zwolennikom nakazu rodzenia rzedną miny. Zwolenniczki prawa do wyboru po raz setny tłumaczą, że bynajmniej nie marzą o tym, żeby wszystkie kobiety spędzały życie na niekończących się aborcjach. Ale piłka znowu jest po stronie zwolenników przymusowego rodzenia, że sobie pozwolę podłączyć się do powszechnego języka futbolu: „Lecz wcześniej u spowiedzi się księdzu wypaplała”. A więc Grażka poszła do spowiedzi? Biedna dziewczyna, jakież muszą nią targać rozterki, i to mimo podjętej już decyzji. Zwolennicy przymusu zacierają ręce: już tam kapłan duchowny wytłumaczy dziewczynie z grzesznymi zamiarami, że Jezus ją kocha i że powinna nieść swój krzyż i że jakoś to będzie, Duch Święty się nią na pewno zajmie i uchroni od ognia piekielnego. Zwolenniczki prawa do wyboru kręcą głowami, ale milczą. Może boją się iść do kryminału za obrazę uczuć religijnych, którą okazałby się na pewno ich komentarz.

Co robi ksiądz? „A on do niej zza kratki wychylił się i gada”. Gada? No cóż, duchowny raczej przemawia bądź posługuje się słowami, a tu jakieś plebejskie „gada”, no ale trudno, grunt, żeby dobrze prawił. Co ksiądz gada? Oczywiście, jak to w refrenie, powtarza to, co już było” „Grażka, Grażka, weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz”, a potem jest kolejna rada, żeby korzystać i dać siebie unieść. Zaczyna się robić ciekawie. Rozsiadamy się wygodniej i nadstawiamy uszu w nadziei, że może w trzeciej lub czwartej zwrotce Grażka sama coś powie, weźmie mikrofon do ręki i zaśpiewa takim tekstem, że wszystkim pójdzie w pięty.

Ale to już wszystko, piosenka się skończyła. Finito. I bądź tu mądra. Nie dowiemy się, jak potoczyły się losy Grażki, do której z takim politowaniem, ale też sympatią, przemawia i koleżanka (?) i ksiądz zza kratki. Można być pod wrażeniem, że tak bardzo została doceniona i polubiona piosenka o dziewczynie, która  nie jest z powodu swojej ciąży szczególnie szczęśliwa ani zachwycona – zjawisko rzadkie w tekstach polskich piosenek. Ale żeby zaraz świętować „Grażkę” jako piosenkę super odważną, niepokorną i niemal rewolucyjną? Weźcie przestańcie, bo do nieba nie pójdziecie. Można lubić Domowe Melodie i bez tego.

 

Komentarze  

 
#1 Ania2 2013-08-22 11:23
Dziękuję, za ten tekst. Po pierwszej zwrotce, aż usiadłam z szybszym biciem serca. Ale już refren i następna zwrotka wprawiły mnie w konsternację. Nie podoba mi się ten utwór. Pani interpretacja jest zgodna z moją.
Jest znamienne "zrobiła sobie dziecko", zamiast "wpadła z Zenkiem", bo przecież kobiety same wewnętrznością macicy, mogą zdecydować kiedy bezmyślnie robić dziecko, a potem równie bezmyślnie je wywalić.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www