zadra-na-www

MATRONATY

Przemoc rozmyta
Beata Kozak   
24 lipca 2013

Po czym poznać sezon ogórkowy? Po mnożących się w mediach doniesieniach o skandalach, aferach, zabójstwach, konfliktach i ogólnie krowach z dwiema głowami. W wakacje ludzie leżą do góry brzuchem na plaży lub pałętają się po rodzimnych lub zagranicznych górkach i jeziorach, chcą odpocząć, ich krytycyzm topnieje w oczach, a głównym celem jest wygoda i święty spokój. Tak więc nie ma się co przejmować, że taka rozleniwiona plażowiczka lub zagapiony w fale kajakarz, jeśli w ogóle wezmą do ręki czasopismo, użyją swojej inteligencji. Ludzi na wakacjach należy rozerwać, pomachać im przed oczami zabawką w rodzaju właśnie afery lub skandalu. Żadnego samodzielnego myślenia, żadnego krytycyzmu nie należy się ze strony urlopowiczów spodziewać. Można pisać, co człowiekowi ślina na klawiaturę przyniesie.

Na przykład można opublikować w „Newsweeku” artykuł zatytułowany „Wojna domowa” (super tytuł, od razu wiadomo, że coś się będzie działo) i zaanonsować jego treść tak: „Polska rodzina to nie sielanka. W rodzinnych walkach są ofiary, domy sypią się w pył”. O Jezu, jak się ten plażowicz na kocyku cieszy! On tu sobie z piwkiem nad wodą wypoczywa, jego osobista rodzina akurat zajęta jest smarowaniem sobie pleców kremem z filtrem, a tam jakieś inne rodziny walą się po mordach i własne domy uszkadzają. Ale fajnie! I w dodatku jeszcze są śmiertelne ofiary. Plażowicz/ka zabiera się ochoczo do lektury. I może z powodu nadmiaru słońca i oparów olejku do opalania nie zauważy, że coś tu nie gra.

Artykuł z „Newsweeka” jest bowiem piramidalnym nieporozumieniem. Tytuł i wstęp sugerują, że dowiemy się czegoś o skłóceniu polskich rodzin. O zawziętej teściowej, która w trzaskający mróz wystawiła zięcia przed dom, bo miał krzywy przedziałek. O wrednym ojcu, który przez całe lata nie może wybaczyć żonie studiów albo o wrednej matce, która tępi palenie ojca. O dzieciach, które wyrzuciły rodziców z domu do stodoły, bo potrzebują miejsca na nową plazmę. Ale nic z tego: z narastającym niedowierzaniem czytamy tekst o okrucieństwach i bestialstwach, których mężczyźni – ojcowie i mężowie – dopuszczają się wobec swoich żon i dzieci. Tekst o przemocy tzw. domowej, czyli o przemocy wobec kobiet i potomstwa, sprzedaje się czytelni/cz/kom jako tekst o konfliktach i łomotach w co bardziej krewkich rodzinach.

Przyjrzyjmy się dokładniej opisywanym przypadkom: oto mamy matkę i córkę, które mieszkają w nędzy w gołębniku. „Córka mówi, że tę ruinę zamiast domu mają przez ojca: w złości ciął, niszczył, wyrywał”. Autorka pisze: „(…) niektóre rodziny wolą się nawzajem pozabijać niż rozpaść, występując o rozwód, podział opieki nad dziećmi, podział majątku”. Skoro wolą pozabijać się „nawzajem”, to znaczy – zgodnie z regułami logiki – że np. mąż woli zabić żonę, a żona męża. Lub że dzieci próbują zabić rodziców, a rodzice usiłują zakatrupić dzieci. Wzajemność polega tym, że wspólnie coś sobie robimy, np. składamy sobie nawzajem życzenia lub też pożyczamy sobie pieniądze, raz ja tobie, a raz ty mnie. Tymczasem w wyliczeniu przypadków woli „wzajemnego” pozabijania się czytamy: „mąż oblewa żonę butelką benzyny, podpala. (…) Żona chce odejść od męża, on mówi: proszę bardzo, ale bez dzieci. (…) Dziewczynki śpią, gdy tato staje nad nimi z siekierą i rozbija główki obuchem. W Nowym Stawie z kolei mąż: ciach, ciach, ciach – trzema uderzeniami siekiery rozwala głowę żony. W Rozborzu na Podkarpaciu mąż rani siekierą i żonę, i teściową”.

Gdzie tu wzajemność w zabijaniu? Gdzie przypadki żon, które oblewają mężów benzyną, rozwalają im lub/i wspólnym dzieciom głowy siekierą? A skoro takie przypadki nie zostały opisane, skoro nie ma o nich mowy, dlaczego autorka pisze „niektóre rodziny wolą się nawzajem pozabijać”? Czy nie byłoby zgodne z prawdą, gdyby napisała „niektórzy mężowie wolą pozabijać swoje żony i dzieci”? Jeśli chce nam się dalej czytać, przeczytamy trochę o beznadziejnej kwestii przemocy w rodzinie, z kolejnym drastycznym przykładem męża, którego nie spotkała praktycznie żadna kara za gwałt i pobicie swojej żony. Światełka w tunelu brak. A potem poczytamy jeszcze o przypadku syna, który nienawidzi swojego ojca za to, jak dręczył jego i resztę rodziny w dzieciństwie. Koniec artykułu pod tytułem „Wojna domowa”.

Dawno już przyzwyczailiśmy się do rozmywania i zaciemniania faktów, kiedy chodzi o najróżniejsze rodzaje przemocy. Napaści, gwałtów i kradzieży dokonują w przytłaczającej większości mężczyźni, ale w mediach czytamy i słyszymy o przestępczości „wśród młodzieży”. Na ulicach możemy zostać napadnięci i pobici przez młodych dresiarzy, ale lokalna gazeta napisze o „chuligańskim wybryku młodych ludzi”. Za to kiedy napadnie lub obrabuje kogoś kilka dziewczyn, niechybnie zostaniemy precyzyjnie poinformowani o niepokojącym i strasznym wręcz wzroście przemocy wśród dziewczyn lub młodych kobiet. Płeć złodziejki i chuliganki zawsze zostanie podkreślona, płeć złodzieja i chuligana rozmywa się w ogólnikowych określeniach typu „sprawca” lub „podejrzany”.

Rozmywanie kwestii przemocy mężczyzn wobec kobiet i dzieci jest w artykule z „Newsweeka” tak powszechne, że kiedy czytamy w nim „Zdarzają się takie pary, które potrafią przez godzinę wzajemnie na siebie krzyczeć, oskarżać się czy obrażać”, wiemy już, kto na kogo krzyczał, kto kogo oskarżał i obrażał. Oczywiście, że mężczyzna kobietę. Słowo „wzajemnie” to tylko taki sposób dziennikarki na to, żeby nie budzić rozleniwionych plażowiczów z drzemki, a jedynie dostarczyć im trochę sennej rozrywki.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www