zadra-na-www

MATRONATY

Idzie ku lepszemu (już poszło)
Beata Kozak   
18 lipca 2013

Dawno, dawno temu do Zadry przychodziło dużo maili, których autorzy i autorki domagali się od redakcji, żeby interweniowała w sprawie jakiejś szczególnie wkurzającej lub obraźliwej dla kobiet seksistowskiej reklamy. W załącznikach przysyłali zdjęcia kuriozalnych obrazków znalezionych na płotach czy bilbordach w swoich miastach. Feministki były kiedyś nieoficjalną instancją, do której można się było zwrócić, jeśli chciało się zorganizować czy nagłośnić protest przeciwko seksizmowi w życiu publicznym. Przez długi czas to feministki pokazywały palcem seksizm, dyskryminację kobiet, przejawy patriarchalizmu. Krytykowały, postulowały, nastawiały budzik z nadzieją, że obudzą feministyczną świadomość.

Teraz nie jest to już potrzebne. Można spijać śmietankę ubitą przez lata pracy i edukacji, można delektować się sytuacją, w której – także w Polsce – jest wiele osób przytomnych i krytycznie myślących, które wyśmiewają seksistowskie zachowania i patriarchalne zapędy, nie oglądając się na akcje feministek. Robią to same z siebie, ze swojego własnego wkurzenia, niezgody na plakatowanie miast seksizmem i nachalne podtykanie nam pod nos kobiecych ciał spreparowanych jako symbole seksu i erotyki. Z coraz większą satysfakcją obserwuję od dłuższego czasu, jak epoka zwracania się do feministek z prośbą (czasem wręcz żądaniem) o reakcję na rażący seksizm – kończy się, znika, odchodzi do lamusa. Mam nadzieję, że choćby w niewielkiej części przyczyniły się do tego warsztaty krytycznego pisania, w których wzięło przecież udział ponad 150 osób w 10 miastach Polski.

Przykłady? Proszę bardzo. Jedna z moich facebookowych znajomych podlinkowała na swoim profilu artykuł pewnego pana (pomińmy litościwie jego nazwisko) i skomentowała: „seksistowski intelektualny bąk (…), co myśl przędzie powoli ale z przytupem + dlaczego to się ukazało na e-teatrze, a nie w jego pamiętniczku na kłódeczkę?”. Otwieram stronę z komentowanym artykułem i cóż widzą moje zniesmaczone oczy? Ciąg dalszy seksizmu a la Jan Hartman i inni intelektualiści, którzy lubią ponarzekać publicznie na te jakże głupie i durnowate pannice, co to pojęcia o niczym nie mają, a pchają się namolnie do kultury i nauki. W tekście zatytułowanym – jakże by inaczej – „Landryny”, autor pisze: „Pół nocy zastanawiałem się, skąd biorą się słodkie, słodziakowe, landrynkowe, rozchichotane studentki kierunków humanistycznych. Skąd przyszły? I po co?”. Mowa jest o studentkach teatrologii, a w tekście, którego autor poprawia sobie samopoczucie przejeżdżając się po głupiutkich według niego młodych kobietach, nie może zabraknąć anegdotki. Jej zadaniem jest uzmysłowienie czytelnikowi (i czytelniczce!), jak niesłychanie durne są studentki teatrologii – w przeciwieństwie oczywiście do obdarzonego głęboką mądrością i rozległą wiedzą autora artykułu. „Przypominam sobie historię, jak (…), z którym studiowałem, przeglądał na korytarzu "Dialog". Podeszło ubrane w różowy płaszczyk dziewczę i spytało, co czyta. "Dialog" – odparł. "A co to za pismo?" dopytało dziewczę”. Zgroza, prawda? To przecież tak, jakby studentka polonistyki nie słyszała nigdy o Marii Janion, jakby polski polityk nie haratał w gałę albo jakby polska feministka nie czytała Zadry (ani jej nie prenumerowała ;-). Za pomocą dziewczęcia w różowym płaszczyku autor stempluje studentki teatrologii jako słodkie idiotki, ani słowem nie zająkując się o studentach tegoż kierunku, wśród których jest prawdopodobnie podobna liczba idiotów niezorientowanych w asortymencie czasopism teatralnych. I ubranych, nie daj Boże, w błękitny dresik. No, ale to autorowi nie pasuje do kramu, bo kram działa przecież pod hasłem „Kobiety są głupie”. (Niektóre na pewno są, podobnie jak niektórzy mężczyźni.)

Tak odpowiedziała autorowi jedna z teatrolożek (oryginalna internetowa pisownia): „Różowy malinowy czy landrynkowy nieważne to koloryt męskiego klimatu. Męskiego raju. W którym landrynkowe Albertynki w goliźnie się wam multiplikują lub klonują na jedno macho kopyto. Jesteśmy waszą wizualizacją. No po co to się mądrotą w kolorze landrynki oszukiwać DIALOGIEM niepotrzebnym zasłaniać romantyzmem wypierać . Po co na co? To ja landrynka malinka cud dziewczynka poza waszym słodkim zasięgiem pożądliwego obrażania o niemożliwym zasięgu. Spadajcie na swoje blogi teatralne. O ich landrynkowym kolorze możecie tylko pomarzyć. Tam wam wolno”. Brawo za asertywność i celną reakcję!

Autor kuriozalnego artykułu (pisze o sobie w trzeciej osobie: „Sam przesiedział pół nocy, zero dup dookoła”) został w komentarzach zdrowo obśmiany. Zareagował standardową w takich przypadkach aluzją, że to przecież żart, a wy się w ogóle na żartach nie znacie. Ależ, ależ, znamy się i na żartach, i na seksistowskich bąkach, a w dodatku umiemy odróżnić jedno od drugiego.

Zdecydowana większość komentarzy na temat artykułu „Landryny” czyta się tak, jakby ich autorzy i autorki przysłali je do działu „Brawa i Gwizdy” w Zadrze. A to są „zwyczajne” komentarze na Facebooku.

Albo taki na przykład felieton Mikołaja Łozińskiego w jednym z ostatnich numerów „Polityki”. Opisał w nim, jak spotkał na ulicy kilku przypakowanych i wytatuowanych gości („Pluli na chodnik i przeklinali”), którzy pchali przed sobą wózki z dziećmi. Kobieta z dziecięcym wózkiem nie mogła sobie poradzić z wjechaniem na krawężnik, wózek z dzieckiem przewrócił się – i tu następuje mój ulubiony fragment w felietonie Łozińskiego: „Wyższy z facetów natychmiast ukląkł i wziął śpiące dziecko na swoje umięśnione, wytatuowane ręce. Drugi podniósł wózek i postawił na chodniku. We dwóch ułożyli delikatnie dziecko w środku i opatulili kocykiem. Nawet się nie obudziło. Tylko kobieta była roztrzęsiona”.

Kiedyś taką scenkę odnotowałaby i opisała z entuzjazmem -  feministka. Dziś już nie tylko ona. Idzie ku lepszemu, mówię wam. Niech tylko kobiety nie będą roztrzęsione.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www