zadra-na-www

MATRONATY

Akcja 500 Prenumerat
Beata Kozak   
10 lipca 2013

Na pewnym uniwersytecie grupa studentów i studentek wydawała własnym sumptem pismo. Było odjechane i artystowskie: przednia okładka była z aksamitu, tylna – z papieru ściernego. Czasem przód był grubo foliowany, a tył był plecionką ze sznurka. W środku – poezja, szalona proza, rozbuchane rysunki, rewolucja, degrengolada,  marmolada. Cały uniwersytet szalał za tym pismem, na spotkania z autor/k/ami tekstów i rysunków przychodziły tłumy, dyskusje o literaturze, sztuce i ich miejscu we współczesnym świecie trwały do późnych godzin nocnych. Aż któregoś miesiąca pismo w uniwersyteckiej księgarni się nie pojawiło. Kolejnego miesiąca też nie. Studenteria poszła do garstki studentów/ -ek z redakcji pisma z pytaniem: co z pismem? Gdzie pismo? Nie ma – odpowiedziała redakcja, patrząc spode łba – nie ma i nie będzie, bo się nam pieniądze skończyły. Jak to? – zdziwili się czytelnicy – To wy mieliście jakieś problemy z pieniędzmi? Trzeba było powiedzieć, zrobiłoby się zrzutkę na papier, na te fajne artystowskie okładki, na inne koszty. To trzeba było zapytać – zaperzyła się redakcja – Tak trudno się domyślić, że pieniędzy i mocy przerobowych może zabraknąć? Każdy by tylko chciał sobie raz na miesiąc poczytać, powydziwiać i pooceniać, ale żeby tak wesprzeć jakoś, choćby prenumeratę wykupić, to już nikomu do głowy nie przyszło.

I zaczęła się chryja. Redaktorzy mieli za złe, że nikt im nie pomógł, a fani pisma byli urażeni, że im nic nie powiedziano o potrzebie wsparcia. Czego w tej smutnej historii mniej: umiejętności komunikacji, zaufania czy optymizmu?

8 lipca ogłosiłyśmy wszem i wobec, że Zadra potrzebuje pilnie minimum 500 prenumerat. Przedtem też napomykałyśmy raz po raz, że prenumerata to czyste dobro i wsparcie dla pisma, ale tym razem sytuacja jest rzeczywiście poważna i aż się prosi o solidarność Czytelniczek i Czytelników. Zadra jest jedynym w Polsce (i obok niemieckiej „Emmy” także w Europie) feministycznym pismem, które ukazuje się regularnie – a wręcz z uporem maniaka – od 14 lat, najpierw jako kwartalnik, od kilku lat jako półrocznik. Mimo że od kilku lat nie jesteśmy już w stanie wypłacać honorariów, nie opuściła nas ani jedna autorka i ani jeden autor. Zredukowałyśmy koszt wydawania Zadry do minimum, ale bez prenumerat pismo jest jak samochód, którego koła są pozbawione opon: toczy się, ale do czasu. Dochodzi do tego monopolista, który pobiera wysokie opłaty za wystawianie czasopism w swoich salonach, a mimo to lekceważy prośby o nieumieszczanie Zadry byle gdzie, najczęściej wśród prasy o makijażu i tipsach. Dochodzi też posucha wśród fundacji i instytucji, które mogłyby dać Zadrze dotację czy grant.

Ale siłą Zadry są jej Czytelniczki i Czytelnicy. Postanowiłyśmy więc zwrócić się w tej sytuacji do Was i nie owijając w bawełnę, poprosić Was o prenumeraty.

Prenumerata to po prostu przedpłata. Nie jest datkiem, jest wyrazem zaufania i wsparcia dla pisma. Łatwo było obliczyć, że jeśli nie będziemy płacić za (byle jakie) miejsce na półce w salonie z prasą, wystarczy trochę ponad 500 prenumerat, żeby zapewnić dalsze wydawanie Zadry dwa razy w roku. Zdecydowałyśmy się na Akcję 500 Prenumerat, bo wiemy, że gdyby Zadra „padła”, spora grupa osób byłaby niepocieszona. Dlatego chcemy zawalczyć o tę Solidarną Pięćsetkę i od kilku dni palce mamy spuchnięte od stukania w klawiaturę i wysyłania maili z prośbami o prenumeraty.

Jeżeli przyjąć, że feministyczne pismo to feministyczna sprawa, to jest to sprawa wspólna. Na wiadomość, że Zadra bardzo, ale to bardzo potrzebuje prenumerat, w ciągu zaledwie półtora dnia zareagowało błyskawicznie około sto osób. Wygląda na to, że do feministek i feministów dotarła powaga sytuacji: albo Zadra pozyska co najmniej 500 prenumerat i będzie się dalej ukazywać – albo eFKa, wydawczyni Zadry, nie będzie już w stanie jej wydawać. Jest taki film, którego tytuł brzmi „Wszyscy mówią: kocham cię”. Wiele czytelniczek zapewnia nas, że akcja kompletowania 500 prenumerat na pewno się uda, no po prostu na sto procent. Wystarczy policzyć pi razy drzwi, ile osób idzie co roku w najróżniejszych manifach i marszach równości i dla zachowania realizmu, a nawet w ramach pesymizmu, podzielić tę liczbę na pół. Albo nawet wziąć pod uwagę tylko jedną trzecią tych kilku tysięcy osób, które mają swój konkretny wkład w kulturę alternatywną i niepatriarchalną, które chodzą na zajęcia na gender studies i w naukowych kołach genderowych, a na Facebooku mają wśród swoich ulubionych stron po kilkadziesiąt najróżniejszych fanpejdżów feministycznych, ekologicznych, anarchistycznych, na najróżniejsze sposoby alternatywnych. Tylko czy nie ulegniemy lękowi przed sukcesem? Czy po krytycznym spotkaniu na temat „Dlaczego polski feminizm ma mało przestrzeni” nie będziemy woleli pokiwać z ubolewaniem głową nad feministycznym pismem, które no niestety, padło, kurde, padło, wszystko przecież prędzej czy później w tym cholernym kraju upada, czas pakować walizki – ? Ubolewać i narzekać umiemy przecież koncertowo, jesteśmy w tym wyćwiczone i wyćwiczeni do mistrzostwa.

Ponad 100 prenumerat zamówionych w bardzo krótkim czasie daje nadzieję, że jednak nie. Że jest duch w feministycznym narodzie, poczucie solidarności i wspólnej sprawy. Jeszcze tylko pięć razy tyle i będziemy mogli/ mogły poświętować wielki sukces – wspólny. (Uzupełnienie z 14 lipca: po 5 dniach Akcji prenumerat jest prawie 270. A więc do świętowania wspólnego sukcesu brakuje jeszcze tylko drugie tyle.)

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www