zadra-na-www

MATRONATY

Gryfia 2013
Beata Kozak   
10 czerwca 2013

Drugi raz przyznano w Szczecinie Nagrodę Literacką dla Autorki GRYFIA. „Już” drugi raz czy „dopiero”? Już – jeśli weźmie się pod uwagę położenie Szczecina na marginesie mapy kraju, skargi jego mieszkańców na upadek niemal wszystkich zakładów pracy i rzucające się w oczy płachty „sprzedam” na oknach wielu szczecińskich kamienic – symbol odpływu ludzi do Poznania, Berlina i innych miejsc, w których są większe szanse na pracę. Kiedy gość z południa Polski komplementuje Szczecin z jego szybką komunikacją miejską, niemal balsamicznym powietrzem i wszechobecną zielenią, prawie zawsze słyszy litanię skarg na upadłą stocznię i duże bezrobocie. Dopiero – jeśli wziąć pod uwagę, że to właśnie w Szczecinie przez prawie 20 lat wychodziło prowadzone przez Ingę Iwasiów pismo „Pogranicza”, ważne dla wszystkich, którym bliskie są kategorie gender i feminizmu w kulturze i że to właśnie w Szczecinie pisze (nie tylko doktoraty) i publikuje mocna, obiecująca grupa genderowych i feministycznych literaturoznawczyń/ -ców.

Aż dziw bierze, że Nagrody Literackiej dla Autorki nie przyznaje się w Polsce od co najmniej kilkunastu lat. Ogłoszenie jej tegorocznej laureatki poprzedziła w tym roku, podobnie jak w poprzednim, konferencja naukowa, która tym razem miała za temat literaturę, kobiety i pieniądze. Ciekawie było dowiedzieć się, jak wiele dziesięcioleci temu pisarki użerały się o każdy grosz (a raczej kopiejkę) z „rozkapryszonymi wydawcami”. Były też referaty, w których jak bumerang wracały nazwiska takie, jak Izabela Filipiak, Natasza Goerke, Manuela Gretkowska. Literatura pisarek, które zaczęły publikować i zdobyły rozgłos w latach 90., wciąż jest ważna, wciąż jest drogowskazem, a może raczej lustrem, dla debiutujących pisarek i dla krytyki literackiej – słychać to było wyraźnie w referatach na okołogryfijnej konferencji. Jak najbardziej można się więc zdziwić: dlaczego Nagroda Literacka dla Autorki została w tym roku przyznana dopiero po raz drugi, a nie co najmniej dwunasty? Można się też cieszyć, wybierając pełną połowę szklanki, z tego, że jest i skoncentrować się na pozytywnym „już drugi raz”.

Dostała ją w tym roku Zyta Oryszyn, pisarka przez wiele lat podziemna, która za czasów PRL nie publikowała w obiegu oficjalnym. O jej powieści „Ocalenie Atlantydy”, w której 73-letnia autorka opisuje losy zwyczajnych ludzi przesiedlonych po wojnie ze wschodu Polski do poniemieckiego miasteczka na Dolnym Śląsku, Andrzej Szpindler pisał w „Polityce” tak: „Przesiedleni Słowianie tracą ojcowiznę, żeby odpowiedni kawałek odebrać przesiedlonym Germanom, a u wszystkich ta sama babcia. Mamy tu dziecięce halucynacje po opium podczas bombardowania, koncepcję komunizmu jako odwrotności solipsyzmu (znikasz, kiedy cię widać). Tę książkę należałoby długo kontemplować – autorka poświęciła jej połowę życia”. W „Ocaleniu Atlantydy” jest i groteska, i baśń, i ironia, jest oczywiście kwestia pamięci, nieodwracalności zmiany i utraty. Zyta Oryszyn nie publikowała przez dwadzieścia lat. Kiedy opublikowała powieść o ludziach miotanych przez historię i politykę z jednej strony mapy na drugą, została za nią nagrodzona. Wygląda więc na to, że trzeba ocalać tę naszą Atlantydę, bo jest ważna.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www