zadra-na-www

MATRONATY

Profesorska mizoginia
Beata Kozak   
16 maja 2013

Prof. Jan Hartman w swoim felietonie w przedostatniej „Polityce” dał brawurowy popis mizoginii, a przy okazji poświęcił się propagowaniu stereotypu głupiej blondynki. Tym samym dołączył do tłumnego grona intelektualistów, akademików typu bufon i wszelkiej maści śliniących fajkę docentów, którzy tylko wtedy dobrze się czują, kiedy mogą sobie poszydzić z tych jakże, panie kolego, głupich kobiet. Nie, nie z innych mężczyzn - to oczywiście też ważne, żeby móc „odepchnąć się girą” od rywali – ale najfajniej jest potraktować z buta dziewczyny, uczennice, studentki, gospodynie domowe, blondynki, brunetki, prostytutki, dewotki itp. No i oczywiście feministki. Najważniejsze, żeby to były kobiety.

Zadziwiające, jak świetnie działa na samopoczucie zwyczajne pojeżdżenie sobie po innych, głupszych od nas, nierozgarniętych, granatem od pługa oderwanych. Celują w tego rodzaju podreperowywaniu swojego ego właśnie intelektualiści. Upubliczniają swoje pogardliwe wytryski bez najmniejszej żenady po najróżniejszych mediach, demonstrując swoją wyższość i dystans wobec ciemnej hołoty.

W poprzednim numerze Zadry w dziale Brawa i Gwizdy pisałyśmy : „W jednym z lipcowych numerów Rzeczpospolitej dwaj wykładowcy podśmiechiwali się z niedouczonej młodzieży. Na egzaminie okazało się, że według młodzieży Drezno leży na Litwie, a powstanie styczniowe wygrali Niemcy. Tak się jakoś składa, że i w jednym i w drugim przypadku przygłupią młodzież reprezentowały młode kobiety: warszawska polonistka i krakowska historyczka. Wstrząśnięty ich ignorancją jest natomiast profesor – czyli człowiek świetnie wyedukowany, kulturalny, biadający nad upadkiem wiedzy. Przytoczone dwa przypadki to niewiele, ale jakimś dziwnym trafem w opowieściach o zaskakującej głupocie studentów, a może i doktorantów, rekordy niewiedzy biją właśnie kobiety. Tak jakby niedouczeni studenci, uczniowie-analfabeci płci męskiej i prymitywni kibole z zanikiem mózgu w Polsce w ogóle nie występowali. Albo jakby wspomnienie o przygłupich chłopakach, na równi z przygłupimi dziewczynami, psuło zabawę wyśmiewania kobiet. Bo kobiety wyśmiewa się najfajniej”.

Minęło kilka miesięcy, a temat kręci się dalej: w sieci furorę robi filmik, w którym gimnazjaliści, zarówno chłopcy jak i dziewczyny, kompromitują się, nie umiejąc odpowiedzieć poprawnie na najprostsze pytania typu „ile dni ma rok?”. Czekamy więc, kiedy pojawi się kolejny pogardliwy wobec kobiet głos nobliwego profesora. Bo przecież nie może być tak, że nasi chłopcy są głupi. Głupie są dziewczyny - o, te to już swoją głupotą biją na głowę wszystkich wkoło, dosłownie rekordy głupoty biją, już takie one są, te baby, czy młode czy stare. A młode to już szczególnie. Nie trzeba było długo czekać. Prof. Hartman zaserwował w swoim felietonie dwie anegdotki ilustrujące zatrważający poziom głupoty młodych ludzi – z tym, że ci młodzi ludzie to oczywiście kobiety. Oto „sławny religioznawca, profesor X” w czasie swoich uniwersyteckich zajęć rzuca perły przed wieprze. Tu następuje opis wieprzy: „Na wprost, lecz daleko, pod ścianą, pięć studentek. Siedzą wyprostowane, bez zeszytów, wymalowane. Ładne, na wpół uśmiechnięte twarze wyrażają lekkie skrępowanie i uprzejme oczekiwanie na tę jedną wszak rzecz, której mogą oczekiwać od takiego mężczyzny jak X: że skończy”. Dowiadujemy się także, że te młode kobiety „same, nie wiedzieć czemu, znalazły się na tych studiach i w tej krępującej sytuacji”. No tak, głupota młodych kobiet jest tak bezdenna, że zdają na studia bezmyślnie, a potem nie wiedzą, po co. Takie po prostu nieprzytomne automaty. Wieprze przynajmniej wiedzą, po co ryją w błocie – szukają czegoś do zjedzenia, ich rycie ma jakiś sens, ale takie studentki? Gorzej niż wieprze, panie profesorze.

Profesor Hartman jest fajny chłop, więc opowiada nam dowcip. Głowę – czy raczej ładny, umalowany świński ryj – damy sobie uciąć, że będzie o głupocie kobiet. No, chyba że profesor wyłamie się ze sztancy i zakpi sobie z nieuków płci męskiej??? W końcu jest profesorem, intelektualistą, filozofem, umysłem niepokornym i krytycznym, więc można by się spodziewać, że nie będzie człapał głęboko wyżłobionymi koleinami, że nie będzie polerował frazesów i stereotypów, które inni już dawno przed nim wyświechtali do imentu. Że stać go na odrobinę refleksji nad tym, co ślina mu na język przynosi i jaki to ma wydźwięk.

Ale jednak nie. Patriarchalne, mizoginiczne kapcie są wygodne i tak przyjemnie w nie wejść po raz tysięczny. Dowcip, „zasłyszany od dr. Brytniewskiego z UMCS”, opowiada o beznadziei wykładania filozofii wulgarnym idiotkom w prowincjonalnym mieście Radom. „Ano, idę na ćwiczenia, a przed budynkiem 20 farbowanych blondynek z długimi paznokciami i błyszczykiem podciągniętymi ustami. Nerwowo palą papierosy, kompulsywnie powtarzając ‘k…, k…, k…’”. Efekt komiczny w dowcipie? Wykładowca dostosowuje swój język do wulgarności studentek. Umieramy ze śmiechu, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego grupa 20 przypakowanych dresów, naspidowanych po wizycie na siłce, z browarami i kijami bejsbolowymi w łapskach, „kompulsywnie powtarzających ‘k…, k…, k…," nie bardzo nadawałaby się do dowcipu o głupich studentach filozofii w Radomiu. Może dlatego, że śmieszy nas to, co osobliwe, a nie to, co powszechne?

Mamy więc kolejne mizoginiczne ogniwo w długim łańcuchu ubolewań mędrców nad ludzką głupotą. Po raz kolejny mędrcy utożsamiają głupotę z kobietami. Ani słowa o zapijaczonych, tępych kibolach, którzy wyrykują swoje ordynarne rymowanki na ulicach, a czasem też na korytarzach uczelni. Polscy wykładowcy nie stykają się nigdy z prymitywnymi wyrostkami, których bardziej interesuje sieciowa pornografia, skateboard i piłka nożna niż to, ile rok ma dni i czy Afryka to kontynent czy rzeka. Nie słyszeli nigdy o tym, że według statystyk szkolne osiągnięcia dziewcząt są wyższe niż osiągnięcia chłopców ani że więcej Polek niż Polaków ma wykształcenie wyższe. A gdyby nawet słyszeli, to co z tego? Patriarchalne profesorstwo dostrzega tylko idiotki, na idiotów jest ślepe. Dba o swoje dobre sam/c/opoczucie. Chciałoby się powiedzieć głupio, jak to kobieta: kruk krukowi oka nie wykole.

 

Komentarze  

 
#4 Pani Zorro 2013-05-20 16:59
Może w Radomiu aspiracje mają tylko kobiety i "grupa 20 przypakowanych dresów, naspidowanych po wizycie na siłce, z browarami i kijami bejsbolowymi w łapskach" nie obija się po żadnych uczelniach wyższych niż ich IQ? ;)
Cytować
 
 
#3 Ina 2013-05-20 14:37
Hm, tylko że Hartman jest filozofem i wykłada na kierunkach, które mają ogromną przewagę dziewcząt (nie jest to dobre zjawisko, ale to temat chyba na inny felieton). Mniejszość męska może mu się gubić w tym tłumie studentów, których jak się sam przyznaje, ledwo rozróżnia. Nie sądzę, żeby zdawał sobie sprawę z tego, jak fatalne to robi wrażenie - może mu uświadomić.
Cytować
 
 
#2 Autorka 2013-05-18 14:18
"Polityka" nr 19, 8.5. - 14.5.2013. Tytuł felietonu mocno zakręcony - "O postinteligenck i neobolszewizm".
Cytować
 
 
#1 Ania 2013-05-18 11:57
Dobrze by było, gdyby Pani wskazała na tytuł artykułu i na numer "Polityki".
W "Polityce" pod tekstami, są adresy do autorów. Może, dla spokoju sumienia, warto wysłać tę ripostę profesorowi.:)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www