zadra-na-www

MATRONATY

Babizna z przytupem
Beata Kozak   
09 maja 2013

A oto kolejna książka spoza znakomitej Ósemki Gryfii, sól w feministycznej zupie, bęben w orkiestrze, fantazyjne pawie pióro wetknięte w czapkę. Nieco drętwy tytuł „Wytwórnia wód gazowanych” rekompensuje ciekawa okładka stylizowana na plakat z lat 50., a niedostatki narracji wynagradza coś, co w skrócie można by nazwać – babizną.

Babizna to staropolskie określenie na spadek po babce. Słowo ojcowizna jest nam znane, babizna brzmi jak dobrze znana drwina z baby, ale w przeszłości naprawdę określano tym słowem wszystko, co odziedziczyło się po matce swojej matki. Dorota Combrzyńska-Nogala, łódzka polonistka i autorka książek dla dzieci młodszych i starszych, napisała książkę o babiźnie. Bohaterką „Wytwórni wód gazowanych” jest stuletnia kobieta, która umiera już na pierwszej stronie książki, co wywołuje u czytelniczki pewną irytację. Przed nami prawie 500 stron, a tu bohaterka spada z drabiny i zabija się na śmierć? Zadziera kiecę i wycofuje się z opowieści w pierwszych słowach swojego listu? Ale autorka uspokaja: „Okazało się, że po śmierci Babka intrygowała bardziej niż za życia, choć życie z nią wcale do łatwych nie należało”. Tak więc kogo śmierć protagonistki już na wstępie nie zniechęci, ta wpadnie w kolejne 500 stron po uszy.

I zaczyna się walenie w bęben w feministycznej orkiestrze. Babka już w dzieciństwie była dziewczynką charakterną – żadnych sentymentów, a za to krnąbrność i złość na macochę. Wykapana Pippi Langstrumpf, tyle że bez konia, ale za to z wieloma innymi atrybutami małej cholernicy. Jako dorastająca dziewczyna ucieka ze wsi do miasta, zaczyna tam zarabiać na siebie pracą w sklepie. Stanowczo odmawia uwikłania się w małżeństwo, mimo że poznany w mieście mężczyzna kocha ją wręcz patologicznie. Kiedy zapada na gruźlicę i lekarz daje jej kilka miesięcy życia, wyciąga się za włosy z choroby, pijąc hektolitry tranu. Choroba znika jak starta gumką. Ponieważ Babka cechuje się nie tylko żelazną siłą woli, ale ma także smykałkę do interesów – dziś nazwalibyśmy ją kobietą przedsiębiorczą – rozkręca po wojnie nielegalny interes: produkuje wodę z bąbelkami. Nie jest jednak postacią idealną, bo w parze z jej przedsiębiorczością idzie bezwględność w dążeniu do swoich celów, krętactwa i oszukiwanie, a wszystko po to, żeby było tak, jak według niej będzie najlepiej. Nie jest stuprocentową egoistką, jest raczej despotką. Córkę babka ma raczej nieciekawą, za to wnuczka!

Wnuczka to postać barwna jak tęcza. Dzieciństwo spędza z dziadkiem, który od alkoholu cały aż się trzęsie. Prowadza go na spacerki, które często kończą się w wiejskiej gospodzie, gdzie wnuczka rżnie z dziadkiem i jego zapijaczonymi kolegami w karty – dopóki nie wpadnie Babka i nie porozstawia wszystkich po kątach. Cała wieś trzęsie się od kroków kilkuletniej dziewczynki, która obstalowała sobie u wiejskiego szewca porządne buty, takie które głośno stukają – i tupie teraz tak, że zmarłego by obudziła, gdyby chciała. Przy Pippi Langstrumpf podkutymi kopytami stukał jej koń, a małej Sary żaden koń nie musi w tym wyręczać, sama robi wokół siebie hałas. Kto lubi poezję Leśmiana, pomyśli od razu o jednym z jego lepiej znanych wierszy, „Trupięgach”, w którym też jest mowa o tupaniu:

A jeśli Bóg, cudaczną urażony pychą,

wzgardzi mną, jak nicością obutą zbyt licho,

ja – gniewny, nim się duch mój z prochem utożsami,

będę tupał na niego tymi trupięgami.

Obok despotycznej Babki to właśnie wnuczka jest drugą charakterną postacią, która się Babce przeciwstawia i której zawdzięczamy opowieść („Panie Boże, jaka ta Sara upierdliwa jest. Co i rusz wierci mi dziurę w brzuchu, żebym się spowiadała ze wszystkiego, taka wścibska!...”). Sara prowokuje Babkę do wspomnień z przeszłości i czuje, że stara kobieta, nestorka rodu, zmyśla, koloryzuje i wiele ważnych spraw przemilcza. Rzeczywiście, opowieść miejscami rwie się jak marny sznurek, czytelniczka zapada się raz po raz jak na zbyt cienkim lodzie, pojawiają się niespójności i niedopowiedzenia. To Sara zszywa je wszystkie w całość. Babka jest jednak zdeterminowana, żeby zataić wszystkie swoje ciemne sprawki i matactwa, i jak gdyby za karę ginie właśnie w trakcie zamazywania ich śladów. Walkę między pamięcią i świadomością a upartym zatajaniem przeszłości wygrywa zdecydowanie pamięć i to ona jest ukrytą bohaterką tej opowieści.

Babizna, spadek po babce, zostaje więc ocalona wbrew samej babce przez młodą, współczesną nam kobietę. I tak właśnie powinno być. A w czasie lektury samopoczucie poprawią nam mocne kobiece postaci, o które w świecie między okładkami książek wcale nie tak łatwo. W „Wytwórni wód gazowanych” aż od nich kipi.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www