zadra-na-www

MATRONATY

Gdzie Indie, gdzie Polska
Beata Kozak   
30 kwietnia 2013

Wyobraźmy sobie taką informację w mediach: gdzieś na świecie w mieście T. dwóch policjantów zwabiło 18-letnią dziewczynę do policyjnego samochodu, a potem wywiozło do pobliskiej dżungli i zgwałciło. Bylibyśmy poruszeni, prawda? Pomyślelibysmy: co za dzikusy w tym porąbanym kraju, jak można coś takiego zrobić, nic dziwnego, że protestują na ulicach i że doszło do zamieszek skierowanych przeciwko władzom.

Od jakiegoś czasu mnożą się w mediach doniesienia o mniej lub bardziej bestialskich gwałtach na kobietach starszych, młodszych i na kilkuletnich dziewczynkach i tak się składa, że doniesienia te pochodzą z dalekich krajów, które nazywamy egzotycznymi. Ta straszna fala informacji o powtarzających się gwałtach zaczęła się w grudniu zeszłego roku od Indii i od brutalnego gwałtu i pobicia 23-letniej studentki w autobusie w Delhi. Dziewczyna zmarła, a w Indiach tysiące ludzi wyszło na ulice w proteście przeciwko gwałtom i lekceważeniu ich przez policję. W marcu tego roku szwajcarska turystka i jej mąż zostali pobici i obrabowani przez kilku mężczyzn, kiedy biwakowali w lesie, a kobieta została zgwałcona. Niedługo potem brytyjska turystka wyskoczyła z okna w hotelu, uciekając przed gwałtem. Kolejne doniesienia z Indii mówią o gwałtach na kilkuletnich dziewczynkach, okaleczaniu ich i pozostawianiu gdzieś w krzakach, aby się wykrwawiły. Podobno władze indyjskie zaostrzyły procedury ścigania przestępców seksualnych i powołały specjalne sądy do ich osądzania, podobno o kilkadziesiąt procent spadła odwiedzająca Indie liczba turystów – a szczególnie turystek – z krajów Zachodu. Fala bulwersujących niusów na temat gwałtów właśnie się uspokaja i powoli zanika. Jeszcze nie raz usłyszymy o kolejnych zgwałconych dzieciach, uczennicach, matkach, zakonnicach albo zachodnich turystkach. Ponieważ media, podobnie jak przyroda, nie znoszą próżni, na cofającą się falę pt. „gwałty” nałożyła się sprawnie fala pt. ”dzieciobójstwo” – i w ten sposób wszystko kręci się dalej.

Ale Polacy nie są gorsi i oprócz szkieletów noworodków w beczkach, stawach, zamrażarkach, na strychach i w innych miejscach, które czekają jeszcze na odkrycie, także mają do zaoferowania potworne historie.

Wróćmy do wiadomości z dalekiego miasta T., gdzie tzw. stróże prawa wykorzystali swój status tych, którzy pilnują porządku i chronią przed bandytami, do popełnienia jednego z najcięższych przestępstw – do zgwałcenia. Wydarzyło się to dziesięć lat temu w poczciwych, śląskich Tychach, a nie w azjatyckich Indiach albo w slumsach RPA czy Brazylii – i tu nasz drzemiący słodko rasizm przeżywa pewien wstrząs, prawda? Bo jednak te straszne historie, o których donoszą media – gwałty na białych turystkach czy na indyjskich studentkach – wydarzają się za górami, za lasami, w krajach tzw. Trzeciego Świata, a ich okrucieństwo tłumaczymy sobie odruchowo „odmienną kulturą”, ichnią dziwaczną religią, dzikimi zwyczajami, plemiennością i innymi pojęciami z podręcznego zestawu rasisty/ rasistki. Podobnie tłumaczymy sobie też nagminne obwinianie kobiet o zadane im tortury – bo były nie w tym miejscu, gdzie powinny, nie w tym czasie, a w ogóle gwałty są skutkiem rozpasania i modernizacji społeczeństwa, w którym kobiety mają prawo pracować i chodzić po ulicach. No dobrze, jak na razie wszystko trzyma się nam spójnie rasistowskiej kupy – ale co zrobić z tymi swojskimi Tychami? Gdzie panuje katolicyzm i Rzeczpospolita Polska, ludzie są biali, a córek i sióstr kobiet nikt nie zabija nożem za to, że spojrzały przelotnie na obcego mężczyznę. Gdzie panuje kult rodziny, a nie plemienia albo klanu. Gdzie ulice patrolują czasem, jak się okazuje, bandyci w mundurach policjantów.

Popieraliśmy demonstracje Hindusów i Hindusek wściekłych na policję i władze za to, że zamiatają pod dywan sprawę nagminnych gwałtów. Ale nie mniej cyniczne i bestalskie przestępstwo, którego dopuścili się policjanci w Tychach, jakoś nie wywołało w Polsce tak głosnych protestów, jakie – założę się, że – wywołałoby w Indiach. Nie spowodowało masowego oburzenia wśród tych, którzy byli tak bardzo zaszokowani gwałtami w Delhi. I to mimo skandalicznych szczegółów i okoliczności tego gwałtu – sprawcami są policjanci, a odszkodowanie, 150 tysięcy złotych, które sąd przyznał poszkodowanej kobiecie, jest symboliczne. Wiele osób komentujących tę historię na internetowych forach, nie może się pogodzić z tym, że odszkodowanie zostanie wypłacone skazanym (na śmieszne 2 lata i 8 miesięcy) gwałcicielom ze skarbu państwa, a więc z pieniędzy wszystkich podatniczek i podatników. Jak ujęła to prasa: „Pieniądze zapłacą solidarnie skarb państwa i byli policjanci”. (A więc skarb państwa solidaryzuje się z gwałcicielami?) Wszyscy potencjalni gwałciciele i inni bandyci dostają tym samym wyraźny komunikat: jeśli popełnisz zbrodnię nie będąc szczególnie przy kasie – nic się nie martw, w razie czego państwo solidarnie dołoży się do kosztów gwałtu, napadu czy innego twojego przestępstwa.

Ciekawe, co musiałoby się wydarzyć w Polsce, żeby ludzie wyszli na ulice z protestem tak, jak wyszli w tych ach, jakże egzotycznych i obcych nam kulturowo Indiach, gdzie kultura jest tak bardzo odmienna, a religia jeszcze bardziej. Gdyby jakaś kobieta została zgwałcona przez policjantów albo niepolicjantów nie w radiowozie, tylko w miejskim autobusie, a lekarze mimo kilku operacji nie zdołaliby uratować jej życia – czy ktokolwiek w naszym europejskim, białym, katolickim i ach, jakże cywilizowanym kraju pofatygowałby się z krzykiem protestu na ulice? I czy byłyby to takie masy jak w Indiach? Pewnie feministki by się pofatygowały, ale feministki, jak wiadomo, zawsze przesadzają. W tak cywilizowanym i kulturalnym kraju jak Polska wychodzi się na ulicę, kiedy władza podnosi cenę kiełbasy albo zapowiada zakaz ściągania filmów i muzyki z internetu. Widocznie w dalekich, azjatyckich krajach solidarność jest jeszcze żywa i nie pisze się jej w cudzysłowie.

 

Komentarze  

 
#4 Autorka 2013-05-02 19:44
Karolu, dzięki za czujność. Oczywiście, odszkodowanie zostanie wypłacone ZA SKAZANYCH", a nie "skazanym".
Z doniesień z Indii wynika, że tłum zebrał się sam, nikt tych demonstracji nie organizował odgórnie.
Cytować
 
 
#3 Kuba 2013-05-02 11:13
Tam do tej pory było na to "społeczne przyzwolenie". Nikt tego nie nagłaśniał, nikt nie potępiał, nikt nie wychodził na ulice. I być może ta prawa część społeczeństwa miała dość i dlatego zaczęły się demonstracje? U nas takich gwałtów jest zbyt mało, aby ktokolwiek się tym przejmował, co nie oznacza oczywiście, że mamy w ogóle się tym nie przejmować. Ludzie lubią oglądać w TV gwałcone kobiety przez policjantów, dzieci w beczkach i zamrażalnikach, latające nogi w Bostonie tak samo jak tam lubią oglądać gwałcone kilkuletnie dziewczynki.

Gwałty zawsze były i będą - trzeba się z tym pogodzić i próbować im zapobiegać. Nie demonizuj Polski w oparciu o jedno zdarzenie, w dodatku sprzed 10 lat. Być może było ich więcej, ale szanowna TV przegapiła okazję do świetnego newsa w wieczornych wiadomościach.

Polska i Indie to dwie różne kultury, religie i zboczenia i nie możesz ich zestawiać razem jak równy z równym. Albo inaczej - możesz, ale będzie to zestawienie przerysowane.
Cytować
 
 
#2 Kuba 2013-05-02 11:13
Podałaś jedno takie przestępstwo w Polsce na kilka w Indiach. Od tych 10 lat, czyli tamtego zdarzenia nie słyszałem, żeby jeszcze raz policjanci kogoś zgwałcili. Wiesz dlaczego? Bo to są pojedyncze przypadki. Dla poparcia swojego stanowiska powołam się na statystyki gwałtów w Polsce i w Indiach:
Pogłoski mówią, że w Indiach kobieta gwałcona jest co 20 minut. Powołując się na Wikipedię i statystyki gwałtów w Indiach http://en.wikipedia.org/wiki/Rape_statistics#Other, które pokazują, że było ich w 2010 roku 22 172 można stwierdzić, że Indie są daleko za Polką. Niżej w tabeli jest też nasz kraj, z liczbą gwałtów w 2010 1 567, które mogę podeprzeć oficjalnymi statystykami policji http://www.statystyka.policja.pl/portal/st/842/47682/Postepowania_wszczete_przestepstwa_stwierdzone_i_wykrywalnosc_w_latach_1999__201.html.
Co więcej u nas liczba ta stale się pomniejsza od 2003 roku, a w Indiach wzrasta. Zapewne chodzi tutaj o bezkarność gwałcicieli, na którą mogą liczyć w Indiach...
Cytować
 
 
#1 Karol 2013-05-01 23:14
"Wiele osób komentujących tę historię na internetowych forach, nie może się pogodzić z tym, że odszkodowanie zostanie wypłacone skazanym (na śmieszne 2 lata i 8 miesięcy) gwałcicielom ze skarbu państwa, a więc z pieniędzy wszystkich podatniczek i podatników."

nie rozumiem, gwałciciele dostaną odszkodowanie?

"Widocznie w dalekich, azjatyckich krajach solidarność jest jeszcze żywa i nie pisze się jej w cudzysłowie."

Byłoby pięknie, ale nie, w Indiach po prostu łatwo zebrać wzburzony tłum.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www