zadra-na-www

MATRONATY

Kara za pączkowanie
Beata Kozak   
14 marca 2013

W Polsce wciąż jeszcze pokutuje pogląd, że rolą kobiety jest przede wszystkim dbanie o tzw. ognisko domowe. Kiedy kilkanaście lat temu reporterka Lidia Ostałowska pisała o bezrobociu ubogiej wioski z północno-wschodniej Polski, jedna z wiejskich kobiet tak opowiadała jej, jak kobiety sobie radzą: „Ta rower złoży z częściów starych, żeby na bilety nie wydać. Tamta ziółek nazbiera – kwiat lipowy, od wątroby, od serca, bo słabowita. (…) Ja dziesięć dzieci mam i radzę sobie. Sadła natopię, do szkoły chleb ze smalcem im wyprawiam. Człowiek i szczawiu, i jagodów nazbiera, i patrzy, żeby swego mieć – dżemów, kompotów” (Lidia Ostałowska, reportaż „Zdarzyło się w Atlantydzie” z tomu „Bolało jeszcze bardziej”). Zapobiegliwości wiejskich kobiet w trudnych czasach odpowiadała zaradność kobiet miejskich, które w czasach PRL-u odgrywały rolę zaopatrzeniowców, wystawały w kolejkach i dbały o to, żeby ich najbliżsi mieli co jeść. Zaraz po transformacji okazało się, że Polki nadal dobrze sobie radzą, że wciąż jest w nich/ w nas żywy ogień dzielnej matki-Polki, siłaczki i tytanki, która sama siebie wyciągnie za włosy z bagna i jeszcze swoją rodzinę przez najgorsze czasy przepchnie. A to wszystko mimo wysokiego bezrobocia, wyższego wśród kobiet niż wśród mężczyzn – które jednak było zbywane wzruszeniem ramion i standardowym hasłem „takie są prawa wolnego rynku”.

Okazuje się jednak, że łzawe narodowe mity o dzielnych matkach-Polkach to tylko listek figowy lub mówiąc inaczej – pic na wodę i fotomontaż. Mimo przystąpienia Polski do oświeconego europejskiego klubu i mimo wysiłków feministek Polki wciąż nie czują się na rynku pracy pewnie. Oczywiście, bezrobocie, kryzys ekonomiczny, ciągłe zagrożenie utratą pracy (jeśli się ją ma), umowy śmieciowe itd. dotyczą także Polaków, ale statystyki są bezlitosne: kobiety w Polsce są lepiej wykształcone niż mężczyźni, ale mimo to zarabiają nawet o 30% mniej, pracując na tych samych stanowiskach co ich koledzy, częściej są bezrobotne i trudniej im znaleźć znowu pracę, rzadziej niż mężczyźni są w pracy doceniane i awansowane, a wśród stu kierowników i dyrektorów kobiet jest tylko 40. Utrudnienia, które czekają kobietę wracającą do pracy po urlopie macierzyńskim, stały się powszechnym zjawiskiem, przez które wiele kobiet odwleka powrót do czynnego wykonywania zawodu – żeby nie musieć zderzyć się z dyskryminującymi kobiety zjawiskami, które w badaniach są określane jako szklany sufit czy lepka podłoga. Wszystko to znajduje swoją kulminację w tzw. feminizacji biedy, kiedy zawody wykonywane głównie przez kobiety – zawód przedszkolanki, nauczycielki, pielęgniarki, pracownicy banku czy ekspedientki – stają się coraz gorzej opłacane i coraz rzadziej można spotkać w nich mężczyzn.

W komentarzach do badań wyliczających co do jednego procenta udział kobiet w poszczególnych dziedzinach rynku pracy, ich średnie wynagrodzenie itp., często pojawia się ton obwiniania samych kobiet o to, że rynek pracy nie jest dla nich rajem. Nie mówi się już o wolnym rynku jak o bożku, któremu należy bezkrytycznie oddawać cześć i w jego święte imię zgadzać się potulnie z wszystkimi niedogodnościami, a za to na przykład zwraca się uwagę na to, że kobiety mają zbyt niskie wymagania co do swojej płacy (i dlatego mniej zarabiają), że niechętnie zostają w pracy po godzinach i nie palą się do wyjazdów służbowych i integracyjnych. I tak dochodzimy do głównego problemu, którego ciężar jest zrzucany na barki kobiet: do macierzyństwa. Można też powiedzieć – do zajmowania się dziećmi, wychowywania ich, opiekowania się nimi.

Gdyby statystyki i komentarze dotyczące kobiet na polskim rynku pracy przeczytała uważnie istota z innej planety, musiałaby dojść do wniosku, że do rozmnażania dochodzi na Ziemi poprzez dzieworództwo albo pączkowanie. Pączkuje sobie taka Polka raz albo kilka razy w życiu i musi się później do śmierci zajmować swoimi wypączkowanymi dziećmi, poświęcając temu zajęciu nie tylko karierę zawodową, ale nawet zwykłą pracę – ewentualnie pracuje gdzieś na pół etatu, na czarno lub dorywczo. Mężczyźni natomiast to wolne elektrony, których opieka nad dziećmi nie dotyczy, bo nie maja z dziecmi nic wspólnego. Dzięki temu mają czas i wolną głowę do tego, żeby robić karierę i awansować. Okazuje się więc, że trudniejsza, a wręcz gorsza sytuacja kobiet w Polsce na rynku pracy jest skutkiem myślenia, zgodnie z którym bycie matką jest nie do pogodzenia z byciem kobietą pracującą poza domem – jest jak kara za macierzyństwo.

Aż się prosi o zamianę macierzyństwa w rodzicielstwo. Hasło „Mniej macierzyństwa, więcej ojcostwa, a tak w ogóle niech żyje rodzicielstwo!” mogłoby poprawić szanse kobiet na rynku pracy.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www