zadra-na-www

MATRONATY

Marzenie Obamy
Barbara W. Lewicka   
24 stycznia 2013

W Stanach Zjednoczonych tej jesieni wybory prezydenckie ponownie wygrał Barack Obama. Nie wzbudziło to w Polsce tak dużych emocji, jak cztery lata temu. Wybór czarnoskórego polityka na prezydenta Stanów był wtedy dużym wstrząsem i zaskoczeniem z powodu rozpowszechnionej u nas ksenofobii. Afrykańskie korzenie Obamy szokowały w Polsce. Ponowne wybory Obamy potwierdziły, że nie był to przypadek ani zbieg okoliczności. Wyborcy i wyborczynie w Ameryce chcą mieć w Białym Domu czarnoskórego prezydenta.

Obama jest realnie urzędującym prezydentem, a jednocześnie symbolem tego, że marzenia o sprawiedliwym świecie spełniają się, o ile idzie za nimi konsekwentne działanie. W swojej mowie inauguracyjnej wygłoszonej 21 stycznia 2013 roku Obama odwołał się do Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych, w której znalazły się słowa o tym, że wszyscy ludzie są równi i podstawowym prawem wszystkich jest życie w wolności i dążenie do szczęścia: “Współcześnie kontynuujemy tę nie kończącą się nigdy podróż w stronę połączenia znaczenia powyższych słów z rzeczywistością naszego świata. Historia uczy nas, że choć te słowa mogą wydawać się oczywiste, nigdy nie urzeczywistniają się same. Jeśli nawet wolność jest darem, który mamy od Boga, sami musimy ją zapewnić tu, na ziemi” – mówił Obama.

Faktycznie, bez wielu dekad działań na rzecz równości ludzi o różnym kolorze skóry nie byłoby czarnoskórego prezydenta. Na szczęście marzenia o równym traktowaniu, poparte działaniem, urzeczywistniają się szybciej, niż by się mogło wydawać. Zaledwie pół wieku temu działacz na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów, Martin Luther King, wygłosił swoją słynną mowę „Mam marzenie”. King marzył wówczas o pełnym równouprawnieniu Afroamerykanów. Za jego czasów wydawało się to bardzo odległe od rzeczywistości, czarnoskórzy Amerykanie mieli wówczas nawet wyznaczone osobne miejsca w środkach komunikacji zbiorowej. King działał na rzecz równości szans ludzi o różnych kolorach skóry i za swoją działalność został w 1968 roku zastrzelony przez przeciwnika politycznego. Tymczasem dokładnie 50 lat po jego przemowieniu „I have a dream”, które poruszyło serca milionów ludzi, kolejny, czterdziesty czwarty prezydent USA i pierwszy czarny prezydent, wygłosił swoją mowę, w której marzy dalej. Według niego miarą tego, że marzenia o równości wszystkich stają się rzeczywistością, jest – dziewczynka: „Będziemy wierni naszym ideom, jeśli mała dziewczynka urodzona w biednej rodzinie będzie wiedzieć, że ma ona takie same szanse w życiu, jak każda inna osoba”.

Obama posłużył się przykładem dziewczynki, a nie chłopca, ani po prostu dziecka. Będąc osobą wrażliwą na dyskryminację, osobą, która doświadczała jej na sobie i która w swojej praktyce prawnika, działacza społecznego i polityka przeciwstawiała się dyskryminacji, być może zdaje sobie sprawę z tego, że płeć ciągle nie jest czynnikiem obojętnym i że różnicuje szanse życiowe. Czy będzie wspierał działania amerykańskich feministek?

Po latach działań amerykańskiego ruchu kobiecego i po tym, jak okazało się, że czarnoskóry prezydent Stanów to nie pomyłka wyborców, lecz wyraz ich woli, czas na kobietę na Kapitolu. Dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że amerykański sen o równości staje się jawą.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www