zadra-na-www

MATRONATY

Samopisanie

Izabela Filipiak, Twórcze pisanie dla młodych panien. W.A.B, Warszawa 1999

Podrecznik samopisania

Twórcze pisanie dla młodych panien to tytuł niezbyt może na pierwwzy rzut oka zachęcający. W samym wprawdzie "twórczym pisaniu" żaden diabeł jeszcze nie siedzi, ale w tych "młodych pannach" siedzi na pewno i to niejeden. A jednak nie zniechęca zupełnie ten tytuł. Nie mnie. Tym bardziej, że mam w pamięci rolę pewnych "pamiątek" i "powinności" pióra pani Klementyny przeznaczonych dla młodych panien przede wszystkim. Na tylnej okładce książki Filipiak czarno na pomarańczowym można przeczytać: "Znajdź w sobie "młodą pannę", trochę naiwną, trochę cyniczną, odważną i nieco bezczelną - entuzjastkę. Jeśli czujesz, że w swojej pracy natrafiasz na bariery, za które sama nie odważyłabyś się zajrzeć, niech ona tam wejdzie." Dlaczego młoda panna w cudzysłowie? Czyżby chodziło o jakąś kategorię umowną, nie o metrykę urodzenia? (Bingo!) 

Izabela Filipiak napisała podręcznik twórczego pisania. I jak sama wyznaje, "zawiera ta książka, ćwiczenia, uwagi i spostrzeżenia, sprawdzone z korzyścią na warsztatach twórczego pisania", które to warsztaty autorka prowadziła na wydziale gender studies Uniwersytetu Warszawskiego. Ma to być podręcznik dla tych osób, które pisać zaczynają, pisać próbują, bądź pisać przestały, ale do pisania chcą teraz albo wkrótce wrócić. Nie jestem żadną z nich (wszystko jeszcze przede mną!), może dlatego właśnie odebrałam książkę Filipiak nie jako podręcznik pisania, a potężny esej o pisaniu i nie tylko. Zresztą nie warto chyba się spierać w tym miejscu o "genologię", bo należało się spodziewać, że książka o twórczym pisaniu dla kobiet będzie książką niezwyczajną. Niezwyczajną dla polskiej "tradycji genologicznej", bo w krajach Europy Zachodniej i w Stanach, gdzie kursy creative writing na uniwersytetach (zresztą nie tylko na uniwersytetach) i ich pomoce-owoce to chleb powszedni, nie byłaby sensacją.

Książka Izabeli Filipiak nie zaowocuje naraz liczną gromadką genialnych pisarek. Nie o to zresztą, jak sądzę, chodzi. Pisarka tej miary co Filipiak wie doskonale, że pisania nauczyć ani nauczyć się nie można. Nie po przeczytaniu podręcznika. Nie po przeczytaniu książki mianowanej przez autorkę podręcznikiem, który zamierza spełniać rolę raczej określonego zbioru ćwiczeń i propozycji inspiracyjnych, niż zawierać receptę na powieść stulecia. Myślę, że najważniejszym, choć nie jedynym, drogowskazem po tej książce są ostatnie słowa z jej wstępu: "Twórcze pisanie bardzo rzadko oznacza drogę do kariery, a znacznie częściej i pełniej jest tym, czym naprawdę jest - sposobem twórczego i uważnego bycia w świecie." Chciałabym wypisać obok tych słów te, które ok. siedemdziesiąt lat temu wygłosiła w Cambridge, a potem spisała we Własnym pokoju Virginia Woolf, i które Izabela Filipiak we wstępie do zbioru esejów Woolf wyróżniła jako sobie najbliższe: "Kiedy więc każę Wam zarabiać pieniądze i zdobyć własny pokój, w istocie proszę Was o to, byście żyły świadome rzeczywistości, a więc wiodły żywot fascynujący, niezależnie od tego, czy uda wam się przekazać innym jego treść". Chcę spleść te słowa wspólną nicią, by w ten sposób rozsnuć (wypleść) choćby tylko skrawek wzoru tkaniny "spoistej i ciągłej", "bez zerwań pamięci", o którym przy okazji Absolutnej amnezji pisała Maria Janion, i który i tym razem zamierza zatriumfować. Skrawek tego przedziwnego, pociągającego, idealnie ze sobą wspólnego rozpajęczenia doświadczeń kobiecości i twórczości.

W "pisaniu" Filipiak znaleźć można głosy innych kobiet piszących, wyróżnionych przez autorkę cytatami na początku i wewnątrz rozdziałów. Są to głosy m.in. Jeanette Winterson, Margaret Atwood, Toni Morrison, Zofii Nałkowskiej, czy cytowanej już wyżej Virgini Woolf. Refleksje tych pisarek, refleksje twórcze, oprócz tego, że bywają najczęściej pretekstem do rozpisywania kolejnych inspiracji-obrazów, spełniają również rolę łącznika w podejmowanej próbie docierania "do źródeł twórczości w kobiecie".

Wiele proponowanych przez Filipiak ćwiczeń wydaje się być inspirowanych propozycjami poetyk ponowoczesnych (motyw labiryntu, przełamywanie tabu, istotność "małych narracji" czy uwięzienie w języku, które dla świadomości piszącej kobiety jest uwięzieniem przynajmniej podwójnym). Propozycje te, co znamienne, łączą się - w nieco zaskakujący dla mnie sposób - z wiarą w uleczającą siłę sztuki. Najbardziej przekonujące jest w tym wszystkim to, że żadna z propozycji autorki nie układa się w jedną ogólną zasadę. Każdy pomysł bowiem jest tu zaczątkiem, impulsem. Jest możliwością jedną z wielu, jest możliwością nieostateczną. Możliwością kolejnych wcieleń i kreacji. Podręcznik Izabeli Filipiak jest w istocie podręcznikiem "samouctwa", czy inaczej: "samopisania".

Nie mogło oczywiście zabraknąć i nie zabrakło w Twórczym pisaniu tego, co sytuuje się w kręgu cech "pisania kobiecego". Jest tu więc postulat tworzenia poza schematem, "łamania składni", "rozpoznawanie własnego głosu i języka", znoszenie opozycji umysł/ciało, podkreślanie związku między ciałem a tekstem.

Przy okazji rozważań o ciele, języku i tekście Filipiak cytuje poetkę i nauczycielkę twórczego pisania, Natalie Goldberg. Mnie samej bliższy jest w tym miejscu "śmiech" Cixous. Szczególnie tam, gdzie mowa o odwadze pisania, odwadze w pisaniu. Wiem, że Cixous to już archiwalia, w dodatku archiwalia nie wolne od kontrowersji. Ale zależy mi, żeby pojawiło się tutaj właśnie to nazwisko. Bo ten "śmiech" Helene Cixous pobrzmiewa w Twórczym pisaniu wraz z, ale przede wszystkim obok "śmiechu" Filipiak. To dla mnie, czytelniczki współczesnej, ważne. Kiedy Cixous - tu czas na wątek autobiograficzny - zaśmiała się po raz pierwszy, nie było mnie jeszcze na świecie. Przeczytałam Śmiech Meduzy nie rozumiejąc jeszcze wszystkich zawartych w nim archetypalnych znaczeń i związków, będąc uczennicą szkoły średniej. Pamiętam swoje przerażenie jego śmiałością i pewnością. To przerażenie, na szczęście, nigdy nie przerodziło się, a przecież mogło, w paniczny strach, a w inspirującą fascynację i w bardzo różne tej fascynacji urzeczywistnienia. Mam przeczucie, że książka Filipiak może się przysłużyć w wielu wypadkach podobnemu przerażeniu. Takiemu, które nie więzi, a otwiera. Właśnie dzięki temu przeczuciu książka autorki Absolutnej amnezji nie może być dla mnie i w istocie nie jest jeszcze jednym poradnikiem- bezradnikiem. Według mnie wypełnia bardzo ważne, puste dotąd miejsce. I wypełnia je w sposób szczególny. Ogromną pasją, której czasem można tylko pozazdrościć, wspaniałym językiem, którego można pozazdrościć jeszcze bardziej niż pasji, i całym mnóstwem obrazów-metafor rozrzuconych w tekście gdzieś pomiędzy pouczeniem pełnym wątpliwości (a więc takim, które najbardziej wiarygodne, ale nie zawsze skuteczne) a żartami o prawicowych politykach. Twórcze pisanie wypełnia to puste miejsce w sposób szczególny, bo nie chce być dobrym emigrantem. Nie chce pozwolić się wchłonąć. Nie pozwala się wchłonąć.

 

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www