zadra-na-www

MATRONATY

Ścierka dla pani Woolf

Wielkie szalone. Oprac. Sibylle Duda i Luise F. Pusch. Tłum. Aleksandra Górska. Wyd. Sic! Warszawa 1999

Ścierka dla pani Woolf

Niemieckie feministki Sibylle Duda i Luise F. Pusch wydały w 1992 roku pierwszy, a w 1996 drugi tom ze zbiorem szkiców o wybitnych, twórczych i szalonych kobietach. Ich polskie tłumaczenie przedstawia kilkanaście portretów: od Joanny Szalonej, hiszpańskiej następczyni tronu z XIV wieku, przez Virginię Woolf i Sylvię Plath po Anne Sexton. 

Ta książka porusza, męczy i przygnębia - jest to na pewno jeden z jej celów. Trudno zachować wobec niej obojętność. Duda i Pusch należą do tych feministek i badaczek, które prezentują publiczności swoje poglądy i wyniki badań, nie strzelając przedtem dla ostrzeżenia w powietrze. Teza brzmi: szaleństwo kobiety to problem społeczny, a nie medyczny czy prywatny. Obłęd to przestrzeń, w której chronią się kobiety odczuwające bardzo dotkliwie ograniczenia nakładane na nie przez patriarchat. Duda pojmuje chorobę psychiczną sportretowanych kobiet jako system szyfrów i metafor, poprzez które próbują komunikować się ze światem, jako protest przeciw ubezwłasnowolnieniu i jako opór. Metodą docierania do ukrytego znaczenia tych szyfrów jest systematyczne ostukiwanie ze wszystkich stron utrwalonych - czasami przez wieki - stereotypów i legend na temat kobiecego szaleństwa. Okazuje się przy tym, że niektóre spośród tych wybitnych kobiet nie były chore psychicznie, a uważano je za takie dlatego, że wykazywały cechy przysługujące w powszechnej opinii tylko mężczyznom. Inne z kolei rzeczywiście zwariowały. Odsuwane na margines lub wyśmiewane, popadały w manię prześladowczą, depresję maniakalną czy chroniczną depresję, i w końcu popełniały samobójstwo.

Ścierka, którą mąż Virginii Woolf polecił jej podać, aby chora na depresję pisarka zajęła się pracą domową, była jednym z ostatnich przedmiotów, których Woolf dotykała przed swoją samobójczą śmiercią. Molestowanie seksualne ze strony braci, którego ofiarą Virginia Woof stała się po raz pierwszy mając sześć lat, było najprawdopodobniej przyczyną jej problemów w późniejszym życiu. 

Najbardziej wstrząsającym portretem jest biograficzny szkic o Camille Claudel, która podobnie jak sportretowana w "Wielkich szalonych" francuska entuzjastka rewolucji Théroigne de Méricourt, umarła po wielu latach spędzonych w zakładzie dla obłąkanych, umieszczona i trzymana tam siłą przez matkę i brata. Autorki szkiców wielokrotnie piszą o tendencyjnych ocenach, o niechęci otoczenia wobec tych kobiet, o wyśmiewaniu ich aspiracji i poniżaniu ich jako kobiet, które ośmielają się mieć w życiu cele inne od tradycyjnie kobiecych. Obłęd prezentuje się tu jako jedna z dwóch możliwości poradzenia sobie z taką sytuacją: dostosuj się albo gnij w szpitalu dla wariatów.

Oczywiście, nie wszystkie kobiety stawały wobec takiego wyboru. Książka opowiada przecież o kobietach wybitnych, działaczkach społecznych i politycznych, artystkach. O takich, które miały tego pecha, że poziom ich wrażliwości i ambicji nie pozwalał im dostosować się do wymogów otoczenia, w którym z kobietą nie trzeba się było specjalnie liczyć. Czytelniczkom, które pocieszają się w czasie lektury tym, że to wszystko to już zamierzchła przeszłość, można przypomnieć datę samobójczej śmierci Anne Sexton: był to rok 1974. 

"Czy Milena Jesenska była kobietą szaloną?" - pyta autorka jednego ze szkiców. "Bolesna strona tego dwuznacznego pojęcia na pierwszy rzut oka zdaje się jej nie dotyczyć" - pisze dalej. Szkic o Jesenskiej jest jak chwila wytchnienia w tym morzu strasznych losów, niesprawiedliwości, podłości i wysysania ostatniej krwi z twórczych kobiet. Co do Jesenskiej - i na drugi i na trzeci rzut oka trudno się w jej losach dopatrzeć obłędu. 

To bardzo dobrze, że ta książka znalazła się w polskich księgarniach. Jest gniewna i na pewno nie przysłuży się czytelniczemu relaksowi w domowych bamboszach, bo szarpie nas za rękaw i wytrąca z równowagi. Za to - jak napisano na okładce - solidarność i życzliwy stosunek autorek tekstów do portretowanych postaci jest terapią dla dzisiejszych czytelniczek. Więcej w tej terapii co prawda wstrząsu niż głaskania, ale na tym właśnie polega drapieżny, niemiecki feminizm. Przydałoby się więcej takich mocnych uderzeń.

 

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www