zadra-na-www

MATRONATY

Córka odchodzi

I go where I love

H.D.

Najważniejszym tematem Jeanette Winterson zawsze jest sztuka. Jej wyniosła, pełna arystokratycznej powagi postawa nawiązuje w prostej linii do romantycznego kultu sztuki, w którym sztuka i pierwotna religijność były niemal tym samym i tak samo wyrażały prawdę egzystencji. W tym sensie twórczość Winterson jest miejscem pobytu i przemian jej twórczej tożsamości lub raczej poligonem tożsamości eksperymentalnej. Ale zanim się to zaczęło, powstała powieść Nie tylko pomarańcze.

 

Znaczenie Pomarańczy

Oranges are not the only fruit zdają się odbiegać od późniejszych dzieł Winterson zarówno ze względu na swą w zasadzie linearną konstrukcję, jak i (pozorną) nieobecność centralnego dla tej pisarki wątku autotematycznego, który został tu zastąpiony przetworzonym literacko materiałem autobiograficznym. Jednak mimo ich powierzchownej odmienności Nie tylko pomarańcze są książką konieczną. To właśnie w tej powieści narodziła się tożsamość pisarki i to w niej ustalił się jej indywidualny, symboliczny kod.

Pisząc o zbiorze poezji Adrienne Rich The Dream of a Common Language, Susan Stanford Friedman zauważa, że identyfikacja z własnym lesbijskim pożądaniem, która "łamie prawo ojców", czyni twórczość artystyczną możliwą. Bywa więc tak, że moment tej identyfikacji to punkt zerowy literatury. Nie tylko pomarańcze jako książka o odkrywaniu własnej seksualności lesbijskiej mogą więc być rozpatrywane - i tak proponuję je czytać - jako podróż do źródeł twórczości (choć przy okazji są także pyszną burleską o mentalności zielonoświątkowców). "I go where I love", wers zaczerpnięty z Trilogy H.D. (Hildy Doolittle, opisanej w Psychogenezie pewnego przypadku kobiecego homoseksualizmu byłej pacjentki Freuda), który jako motto otwiera The Dream of a Common Language Adrienne Rich, mógłby więc towarzyszyć bohaterce Pomarańczy przez całą powieść. Pożądanie i pisanie także u Winterson splatają się bowiem ze sobą nierozerwalnie i są w zasadzie tym samym, zarówno w tej, jak i w każdej innej jej powieści.

Ale czy sens zawarty w motcie z H.D. - wyrażający identyczność pożądania i twórczoci - zaprowadził Winterson w tę samą stronę, w którą zmierza Adrienne Rich?

Zawsze matka, zawsze córka

Adrienne Rich, jak wiadomo, uważa macierzyństwo - lub raczej kobiecą płodność - za najważniejszą pozytywną podstawę kobiecej tożsamości. Tym samym przeciwstawia się Shulamith Firestone i Simone de Beauvoir, dla których macierzyństwo (postrzegane w izolacji od seksualności i jako jej przeciwieństwo) stanowiło najpoważniejsze, bo wpisane w ciało każdej kobiety, źródło opresji. Zarzuca im, że patrzą na siebie i na inne kobiety przez patriarchalne okulary, zarazem rozszczepiając to, co oryginalnie było jednością. Płodność i seksualność, macierzyństwo i córkostwo są dla niej dwiema połówkami jabłka, które zostało nam dane w całości jako biologiczna podstawa naszej siły, choćbyśmy nigdy nie rodziły. Rich przeciwstawia się więc także lesbijkom, które sądzą, że z macierzyństwem nie mają nic wspólnego - według Rich mają z nim wspólnego wyjątkowo dużo, ponieważ kochając kobiety siłą rzeczy znajdują się na drodze wiodącej w stronę matek, będącej przypomnieniem zapisanych głęboko w ciele wczesnodziecięcych, intensywnych emocjonalnie i seksualnie relacji z matką, które kultura patriarchalna w procesie socjalizacji stara się przerwać i zanegować.

Odzyskanie przez kobiety potencjalnej macierzyńskiej mocy, jaką posiadały w czasach neolitu i wcześniej, Rich uznaje za konieczny warunek wyzwolenia kobiecej kreatywności i zdjęcia pieczęci amnezji ze "wspólnego języka" kobiet. Autentyczną twórczość kobiet uzależnia więc od identyfikacji matczyno-córczanej. Przy czym zupełnie nie interesuje jej mitotwórstwo i mitoznawstwo. Rich jest surowa. Kontaktu z Boginią nie trzeba szukać na wykopaliskach w Anatolii - Bogini mieszka w naszych nieszczęśliwych matkach i w nas samych. Przemawia przez dzieciobójczynie, histeryczki i samobójczynie oraz przez nasze własne ciała. "I go where I love" jest więc dla Rich drogą do własnej matki i babek oraz do matki i córki w sobie samej, drogą do wszystkich kobiet, w której uczestniczymy jako córki swoich matek lub matki swoich córek. Według Susan Stanford Friedman droga ta znajduje swoje subtelne odbicie w jej poezji, inspirowanej w sposób głęboki, choć ukryty między innymi gynocentryczną twórczością Hildy Doolittle.

Pożegnanie z matką

Widziane z tej perspektywy, Nie tylko pomarańcze Jeanette Winterson są książką znaczącą. Choć jej bohaterka mogłaby powiedzieć o sobie "I go where I love" (albo, jak Adrienne Rich przywołana w jednym z esejów Winterson: "poezja jest wcieleniem stanu tęsknoty i pragnienia"), to jednak oznaczałoby to pójście w kierunku dokładnie przeciwnym. Fundamentalny dla Rich gest powrotu do matki - we wszystkich możliwych znaczeniach z wyjątkiem psychoanalitycznego - u Winterson zamienia się w swoje przeciwieństwo. Aby zbudować swoją tożsamość, bohaterka Pomarańczy zrywa więź ze swą matką - zielonoświątkową dewotką, a przynajmniej wydaje się jej, że zrywa. Matka bowiem, zgodnie z psychoanalitycznym czarnym scenariuszem, "zawiązała wokół mojego guzika nić, by móc pociągnąć za nią, kiedy przyjdzie jej na to ochota". Powroty do niej są więc wymuszone, choć nieuchronne, a przy tym - i to jest najważniejsze - dla samej bohaterki tak niezrozumiałe, jak pismo linearne B. Gest odejścia od matki powraca w późniejszej twórczości Winterson wielokrotnie i na wiele sposobów, a w Zapisanym na ciele staje się obsesją. Inaczej niż u Rich, bycie lesbijką i pisarką oznacza u niej konflikt i opuszczenie matki, a nawet jej nieposiadanie (bohaterka Pomarańczy jest adoptowaną sierotą), oznacza więc zaprzeczenie takiej koncepcji kobiecości, jaką buduje Rich, dla której bycie lesbijką i bycie (z) matką bynajmniej nie stanowi sprzeczności. I nie jest to przypadek - raczej świadome samookreślenie lub świadoma odmowa. Metafora twórczości jako porodu jest Winterson obca, pisarka ta wybiera raczej Lacanowskie imaginarium związane z désire jako pragnieniem i dążeniem i z tego samego powodu fascynuje ją temat namiętności. Jej bohaterka nigdy nie staje się matką, nawet symbolicznie, choć dzieckiem bywa wiele razy. Jednak w późniejszej twórczości autorki Namiętności nawet ten wybór - pozostający jeszcze w obrębie "kobiecości" - został zakwestionowany.

"O ile w kulturze gejów i lesbijek już się czuje wyraźne pragnienie wydobycia się spod tyranii tezy o identyczności seksualności i tożsamości, to sztuka osiąga to pierwsza - gdyż ona, jawnie lub niejawnie, tworzy, spiętrza emocje wokół zakazanej sfery" - pisała Winterson w eseju Semiotyka płci (w przekładzie Bożeny Umińskiej). Wszystkie jej późniejsze powieści łamią przeróżne głębokie tabu, nie tylko tabu miłości między kobietami i nie tylko z kobiecej perspektywy. Kwestionowanie samej zasady tożsamości - zwłaszcza seksualnej czy płciowej - staje się ulubionym zajęciem pisarki i jej ulubioną literacką strategią. Jest także jej głosem w dyskusji o płci pożądania i płci literatury.

Proch ciała i ciało tekstu

Freud twierdził, że libido jest zawsze męskie. Zapisane na ciele powstało dzięki gramatycznym możliwościom angielszczyzny jako pierwszoosobowa powieść o namiętności, której narrator/narratorka jest bytem ludzkim bez określonej płci. Myślę, że ta autorska decyzja posiada wagę tak wielką, iż wszelki kompromis - a polski przekład tej powieści jest kompromisem - oznacza klęskę zamierzenia pisarki. Po polsku, z powodu gramatycznych niemożliwości polszczyzny, o tym, co zapisane na ciele, opowiada w końcu wybrana z dwojga złego kobieta. Naturalnie efekt i tak jest piorunujący - jakby przez papierowe dotąd le corps lesbien nagle popłynęła krew. Jednak pierwotna intencja ukazania ponadpłciowego pożądania spaliła tym samym na panewce, podobnie jak zamysł ukazania sztuki ożywianej ponadpłciową choć seksualną siłą, która po Lacanowsku przenika się z nieskończoną aktywnością symboliczną i stanowi odpowiednik romantycznej nieskończoności. Spaliła także na panewce wspaniała możliwość literackiej interakcji, polegającej na grze z tożsamością czytelnika/czytelniczki, zmuszonego/zmuszonej identyfikować się w silnie naładowanych emocjonalnie i seksualnie sytuacjach z postacią o nieznanej płci, która raz wydaje się bardziej mężczyzną, a raz bardziej kobietą. Zatarł się zamysł zakwestionowania tożsamości opartej na ciele (obojętnie, seksualnym czy płodnym), które u Winterson nie jest substancjalne, lecz tekstowe, istnieje tylko w symbolicznej relacji i jako zmienna "pamięć cielesna" doświadczeń międzyosobowych, którego więc nie posiada się na własność i do którego, jak do tekstu, można mieć co najwyżej prawa autorskie. W Zapisanym na ciele miała dokonać się jego sekcja, z której pozostaje wszystko i nic - proch ciała i ciało tekstu. Zamiast tego mamy powieść o lesbijkach. Zamiast zamierzonej przez Winterson dekonstrukcji tożsamości płciowej w wielu jej płaszczyznach, język polski ofiarowuje nam umocnienie tożsamości tradycyjnych.

Miejmy nadzieję, że te wpisane w język bariery nie uniemożliwią nam dostrzeżenia odrębności dróg Adrienne Rich i Jeanette Winterson, wcielanych przez te pisarki dwu różnych ścieżek miłości i twórczości, które rozchodzą się w przeciwne strony, choć wzięły początek w podobnym miejscu:

I go where I love and where I am loved,
into the snow;

I go to the things I love
with no thought of duty or pity.

 

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www