zadra-na-www

MATRONATY

Nasze rytuały

Polowania na czarownice dość skutecznie wytępiły kobiecą symbolikę i kobiece rytuały - a przynajmniej to, co z nich jeszcze przetrwało do naszych czasów. 

Dla kobiet "socjalizacja", przystosowanie się do obowiązujących norm, była kwestią przetrwania, kwestią jak najbardziej dosłownie życia i śmierci. Wszystko, co mogło mieć jakiekolwiek cechy magii, mistycyzmu, obrzędu, wierzenia, co posługiwało się własną symboliką itd., mogło być uznane za kontakt z szatanem, czarną mszę czy inne przewinienie zasługujące na wyplenienie ogniem.

Pozostawało nam wyparcie się wszelkich starych obrzędów jako pogańskich. Wyparcie się własnej wiedzy (choćby zielarstwa, medycyny), odsunięcie się od siebie nawzajem i bierne poddanie się rytuałom dozwolonym - o ile kobiety w ogóle były do nich dopuszczane. Kobiety nie mogły tworzyć żadnej własnej obrzędowości, która mogłaby prowadzić do przeżyć duchowych. Mogły zaledwie uczestniczyć w obrzędowości oficjalnie uznanej i odgrywać w niej w bardzo określoną, ograniczoną rolę - na tyle, na ile służyło to systemowi, to znaczy podporządkowywało i socjalizowało kobietę zgodnie z wizją jej roli w społeczeństwie. Dotyczy to zarówno Kościoła, jak i wszelkich innych struktur. Polowania na czarownice, początkowo specjalność katolicka, powoli wrosły głęboko w powszechną mentalność, w sposób myślenia, postrzegania i widzenia świata, w język, którym mówimy.

Jeśli przetrwały do dziś jakieś strzępy kobiecych obrzędów, to dzięki potajemnym, głęboko zakonspirowanym przekazom. Poszukiwania wiedzy, choć trudno nam w to może uwierzyć, traktowano jako przejaw opętania, i to wcale nie tak dawno. Kobieta, która miała podlegać pełnej społecznej kontroli, nie mogła mieć żadnych tajemnic - ani tajemnej wiedzy ani tajemnych - czyli prywatnych, intymnych - obrzędów. 

Feminizm, wyciągając wiele zdolnych i charyzmatycznych kobiet z mroków przemilczenia i zapomnienia, zaczął też badać owe zakazane owoce. Co kobiety musiały robić potajemnie, za co były - prawem lub społecznym obyczajem - karane? Co oznacza dla jednostki i pokoleń, takie odcięcie od własnej prywatności, od rytuału i mistyki? Czym jest rytuał dla nas jako zbiorowości?

Jak ważny jest rytuał?

Rytuał może być indywidualny, bardzo prywatny, albo mniej lub bardziej zbiorowy, grupowy czy społeczny. Może być świecki, ale może mieć też znaczenie spirytualistyczne, mistyczne. Może być zakorzeniony w jakimś kulcie lub religii, ale może też być współczesnym New Agem. Może być rytuałem codziennym jak niedzielne śniadanie albo wyjątkowym jak obchodzenie pierwszej miesiączki. Tańcem lub płaczem. Radosnym i twórczym jak święto wiosny (Walpurgii, nocy świętojańskiej itd.) lub przejmująco smutny jak rozstania i pogrzeby. Ważne jest to, że rytuał jest sposobem, jest opisanym lub niepisanym zwyczajem, regułą gry. Formą komunikacji z sobą lub innymi. 

Przeżywane intensywnie stają się elementem kultury głębokiej i umożliwiają już to "zazębienie się rytmów" (zgranie się), już to mistyczne przeżycia wspólnoty, już to kontakt ze zbiorową podświadomością i komunikowanie się na poziomie więzi i emocji. Rytuał powtarzany cyklicznie odmierza czas cykliczny (według niektórych: kobiecy). W rytuale odprawianym wspólnie ludzie się spotykają. Poprzez rytuał mogą sięgnąć mistyki, jeśli mają taką potrzebę, stworzyć coś, co bez niego nie zaistniałoby.

Rytuały - świeckie, sakralne, dnia codziennego - zawsze określały wzajemne ludzkie stosunki. Jeśli kobiety nie mają własnych rytuałów, oznacza to większe trudności w nawiązywaniu grupowej więzi.

Siostrzana niepoprawność

W jednej z dyskusji feministycznych pojawiły się głosy, że mówimy tylko o kobiecych rytuałach pozytywnych, takich, w których może się manifestować i umacniać siostrzeństwo. Nie wspomina się nawet o pomysłach rytuałów "negatywnych" czy rytuałów odreagowywania, tak jakby między kobietami, feministkami, nie było takiej potrzeby, a istnienie konfliktów stanowiło tabu. Sądzę, że jest w tym jakaś sprzeczność. Skoro tropimy różnego rodzaju tabu społeczne i stereotypy w myśleniu i działaniu "w patriarchacie", dlaczego nie robimy tego też w odniesieniu do siebie samych? Boimy się kalać własne gniazdo? Boimy się emocji? Przecież feminizm polega też na poszukiwaniu ciągnących się za nami ogonów patriarchatu. A także na poszukiwaniu, tworzeniu nowych form - również rytuałów negatywnych, które rozumiem jako ekspresję uczuć i myśli uznawanych przez nas za negatywne, niech będzie: niepoprawne politycznie. 

Politycznie niepoprawna jest chociażby wściekłość na duchową siostrę; na biologiczną matkę i córkę już wolno się wściekać. Krytyka z zewnątrz to chleb powszedni, krytyka od środka to zdrada. Na tę krytykę nasz feminizm nie jest odporny, co grozi zawsze okopaniem się na pozycjach dogmatycznych. Wypieramy się własnych niepoprawnych politycznie emocji, bo przecież feministycznie ich mieć nie wypada A czyż z faktu, że uważamy się za feministki, nie wynika także, że jesteśmy bardziej świadome, bardziej krytyczne, lepiej więc oceniamy sytuację - ? Agresja? Skąd. Wypracowywanie rytuałów złości? Po co. Osobiście nie znam trudniejszych konfliktów, głębszych urazów i gwałtowniejszych emocji, niż między siostrami-feministkami. Myślę też, że wszystkie mamy podobne doświadczenia i połowa z czytających zastanawia się, który to konflikt mam na myśli. Piszę od razu: wszystkie mi znane. 

Powiedzmy sobie otwarcie: feminizm rodzi w nas silne emocje i nie zawsze są one poprawne politycznie. Rodzi emocje, bo tu przecież nie chodzi o zimną naukową analizę przedmiotu badań, chodzi o prawdę o nas samych, o naszą rzeczywistość i więzy między nami.

Na ile tropienie i odrzucanie stereotypów jako powszechnie uznanych reguł gry powoduje zaniknięcie rytuału również między nami? Czy nie tworzy się błędne koło: grupa odrzuca pewne reguły - np. obchodzenie świąt patriarchalnych - ale nie myśląc o stworzeniu nowych wspólnych świąt i świętowań, pozbawia się więzi. Ostatecznie obraca się to przeciwko nam.

Nasza koszula

A zatem jakie są, jakie mogą być kobiece rytuały? Te codzienne i odświętne, indywidualne i wspólne. 

Feminizm spirytualistyczny poszukuje ich w starych zwyczajach matriarchalnych, w innych kulturach i kultach. Wielu kobietom kult bogini lub księżyca wydaje się jednak zbyt radykalną konsekwencją feministycznych poglądów lub wręcz sektą. Feminizm ekologiczny poszukuje zakorzenienia w cyklach przyrody. Feminizm konferencyjny w konferencjach i seminariach. Feminizm siostrzany we wspólnych wyprawach i ogniskach. Ale wciąż brak nam nowych, wspólnych rytuałów. A jakie były kiedyś? Czy było ich wiele, poza przekazem o warzeniu na ognisku, zbieraniu ziół posiadających moc znaną tylko kobietom i o kotle czarownic, z którego bucha moc i magia? Niewątpliwie były też nocne tańce na cześć księżycowej bogini, nocne zloty na Babiej Górze. Za dnia wspólną formą bycia razem grupy kobiet była praca i ewentualnie śpiewy przy darciu pierza czy przy krosnach. Zachował się jeszcze zwyczaj "panieńskiej nocy" w kobiecym gronie. 

Jakie jeszcze znamy - w kulturze europejskiej, ale i innych - kobiece obrzędy, zwyczaje, symbole? Jakie tworzymy dziś same? Mówimy o porozumiewawczych spojrzeniach feministek, o tworzeniu pewnego kodu rozpoznania. Zaczęły funkcjonować pewne daty w połączeniu z określonymi wydarzeniami - sesje feministyczne w Krakowie, ścinanie włosów w Poznaniu, obchody Nocy Walpurgii, symboliczne rozstanie z mijającym rokiem na Halloween, cykle spotkań. Powoli oswajamy sobie cykl roczny, ukobiecamy go. Tworzymy tę "bieliznę" feminizmu, koszulę najbliższą ciału. To już dużo, ale wciąż mało...

 

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www